Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik #1
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-24, 10:01   Stolik #1
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2017-07-27, 02:00   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


/po Fremy

Pizza i piwo to najlepszy sposób na obgadanie ważnych spraw, czyż nie? Zajadanie smutków było dość powszechne niemal u każdego. Nina też dziś tego potrzebowała. Ale nie preferowała robić takich rzeczy samotnie. Właśnie dlatego nie zamówiła pizzy do labu, a wyszła z niego wcześniej i stawiła się u Taty Johna, gdzie już za kilka chwil miał się pojawić Luke, z którym wcześniej się umówiła. Cieszyła się, ze nie zwlekał zbyt długo z odpowiedzia na jej żałosne wiadomości. Potrzebowała się komuś wygadać, a może on rzuci jej nowe światło na cała sprawę? Wskaże jej, co powinna zrobić? Albo po prostu powie jej, jaka jest beznadziejna, i zamówi im po kolejnym piwie, taka opcja też wchodziła w grę i Nina chyba by nie wybrzydzała.
Nie potrafiła skupić się na niczym, odkad spotkała swoja stara miłość. Kolorowowłosa wciaż wracała do jej myśli i przesłaniała cały świat, który znów coraz bardziej nie miał barw, kiedy tamtej nie było obok. Reyes wpadła po uszy, totalnie bez pamięci, ale nim to do niej dotarło, zdażyła wszystko schrzanić, a teraz Frems wpadła na kontynent i całkiem przypadkiem mieszkaja w tym samym, niewielkim miasteczku. Luke, gdzie jesteś? Luke, czy masz jakiś pomysł, jak nie schrzanić tego bardziej?
Chyba nie było sensu czekać na niego przed wejściem, więc weszła do środka i spróbowała zajać stolik. Równie dobrze mogła od razu sobie coś zamówić. Napój z procentem, albo pizzę, i tak będzie trzeba na nia trochę poczekać, a chyba wystarczajaco znała smak przyjaciela. Jeśli zacznie wybrzydzać, to domówi sobie druga. Żaden problem. W obliczu takich dramatów Nina wciagnie całkiem sporo.
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Luke Ainsworth
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-20, 22:29   

Telefon od Niny, był dla bruneta niczym koło ratunkowe, rzucone w ostatniej chwili, podczas wielogodzinnego dryfowania po bezkresnym oceanie. Dosłownie! Gdyby nie ona, Luke byłby zmuszony, do spędzenia kolejnego, depresyjnego tygodnia przed konsola, ze szczurem na ramieniu i miska chrupiacych przekasek. Ekstremalne życie geeka, tak bardzo. Oczywiście to nie tak, że Ainsworth zamykał się na ludzi! Dzisiaj nawet podjał kilka prób spotkania się z kimś! Niestety pech chciał, że wszyscy (a przynajmniej ci, do których dzwonił), mieli zaplanowany wieczór, a perspektywa bycia piatym kołem u wozu i tym, który jest ‘na doczepkę’, zbyt mocno go zdemotywowała. Niby mógł próbować do skutku, wybierajac po kolei każdy numer zapisany w telefonie, ale skoro ci mniej rozrywkowi mieli zajęty wieczór, to pewnie ci bardziej nie wiedzieli na która imprezę powędrować. Całe szczęście Luke ma swoja wierna przyjaciółkę - konsole, co go nigdy nie zostawi!
Po telefonie przyjaciółki, nieco zrezygnowany, że musi wyłaczyć grę i wyjść ze swojej strefy komfortu, zaczał się szykować. W końcu umówili się za niecała godzinę pod Papa John’s Pizza, wiec zbyt wiele czasu nie miał! Spóźni się, jak dwa razy dwa cztery, no ale może Nina nie ukręci mu głowy. Ważne, że ja nie wystawi i w końcu przyjdzie, czyż nie?
Łapiac taksówkę (co swoja droga było dość trudne, bo jak na złość większość się nie chciała zatrzymać), po trzydziestu minutach znalazł się w umówionym miejscu. Zerkajac na wyświetlacz telefonu, czy nie ma tam przypadkiem lawiny sms w stylu “nie przyszedłeś! nigdy ci tego nie wybaczę!”, odetchnał z ulga, wchodzac do środka.
- Nina, cześć! - Uraczył ja ciepłym uśmiechem, gdy tylko zlokalizował brazowa czuprynę, po czym przytulił ja na przywitanie, jak to ma w zwyczaju. - Co jemy? Hawajska? - zapytał od razu, śmiejac się pod nosem, przywołujac ostatnia dyskusję, gdzie zbulwersowany Luke robił wykład na temat ‘jak to ludzie moga mówić, że hawajska to nie pizza, jak jest to czyste zwycięstwo na pizzy!’
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2017-08-22, 00:08   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


Nie zadzwonił do Niny, to i miał za swoje. Nie była jakoś specjalnie rozrywkowa, zamiast na imprezę wolała iść do labu, nawet w piatkowy wieczór jej się takie wycieczki zdarzały. Może też nie było to czymś, czym chętnie by się chwaliła, ale... ale jak odkryje lek na egzotyczna, nieuleczalna chorobę o dziwnej nazwie, to ona się będzie chwalić, tak? Dzisiaj się do labu nie wybrała, bo kompletnie nie miała do tego głowy, a wolała raz odpuścić niż coś spieprzyć. Mogłoby to rzutować na cała jej dalsza pracę. Zrobiła więc sobie w końcu wolny wieczór i wyladowała w pizzerii. I pizza hawajska była naprawdę ostatnia rzecza, o jakiej teraz marzyła.
Jeśli strefa komfortu Luke'a była choć trochę przyjazna dla innych ludzi, zawsze mógł do niej wrócić, zapraszajac Ninę. Zakopaliby się w kocyku, z pizza i piwem, i orzeszkami, którymi Nina dokarmiałaby szczura, kiedy Luke by nie patrzył. Co prawda nigdy nie była specjalnie dobra w konsolę, pewnie tak jak ja potrafiła umrzeć na treningu w MoH'u, ale czego się nie robi dla przyjaciół? Taka rozrywka była niczego sobie. Chyba że Luke wolał być tam sam. Spoko, uszanuje!
Szanowała też to, że nie każdy dobrze dogadywał się z zegarkiem, chociaż sama była z reguły punktualna. Pięć czy dziesięć minut jednak nie było dla niej większym problemem, po piętnastu zaczynała się niepokoić, ale na pewno nie robić wyrzuty. Dopóki ktoś nie kręcił i nie kłamał, nie miała się przecież o co rzucać, choć wiadomo, że jak ktoś odwoływał spotkanie, to bywało jej smutno.
Ale nie dziś! Luke się pojawił, a Nina też bardzo chętnie uścisnęła go na przywitanie. Zaraz jednak zmarszczyła nosek i zmierzyła go groźnym spojrzeniem. Oczywiście, że hawajska to nie pizza!
- Absolutnie, zamówiłam już pancettę - bo boczek kochaja wszyscy i z tym nie ma się co sprzeczać. - Ale nie będę się znów wdawać w te bezsensowne dyskusje. Możesz mi za to powiedzieć, co robiłeś cały dzień i jakie plany porzuciłeś na rzecz mojej osoby - uśmiechnęła się przymilnie, wcale nie sugerujac, że miałby ja dowartościować, nie? - A, no i kup sobie piwo - dodała, kiedy już zajęła na nowo swoje miejsce i przysunęła do siebie szklankę ze swoim złocistym napojem. Przecież nie będzie tak siedział o suchym pysku, to się nie godzi!
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Teena Hollenbeck


Wysłany: 2017-12-04, 11:47   

Wraz z Sammym udała się do pizzerii na duża pizzę, a lokal Papa John's słynał z najlepszych pizz w całym mieście. O dziwo, Młody również uwielbiał ananasy jako dodatek na cieście, co nie zdarzało się zbyt często, ale najwyraźniej miał to po Teenie. Chłopiec wdrapał się na krzesło i sięgnał po menu. Potrafił już trochę czytać i składał w zdania pojedyncze wyrazy, więc wybranie dodatków nie sprawiało mu większego problemu.
- Mama, co to jest papryczka japa.. jalapa... - ściagnał brwi, nieudolnie próbujac wypowiedzieć poprawna nazwę. Tee zerknęła na syna znad karty dań i uśmiechnęła się pod nosem.
- Jalapeno - podsunęła mu, na co on ochoczo pokiwał głowa i zamajtał w powietrzu nogami.
- No! - zawołał i przycisnał palec do kartki ze spisu potraw, po czym znów spojrzał na Teenę. - Dodamy ja do pizzy? - zapytał, bo chyba zdawało mu się, że jeszcze nie miał okazji próbować takiej papryczki. I racja, przecież wypaliłoby mu gardło, łacznie z przełykiem i jelitami.
- Nie - tym razem to koszykarka pokręciła głowa i naciagnęła na dłonie rękaw bluzy; siniaki w dalszym ciagu widniały na jej rękach, a i pojawiły się nowe, co Hollenbeck usilnie próbowała ukryć nie tylko przed synem, ale i przed całym światem. - Jest strasznie ostra, nie będzie ci smakować. Kurczak, ananas, ser? - zapytała go, na co Młody ostatecznie przytaknał, chociaż bardzo niechętnie. Wybrał jeszcze czerwona cebulę, oliwki i pieczarki, więc po chwili mogli złożyć zamówienie, dobierajac do tego jeszcze butelkę coli. Może nie był to najzdrowszy zestaw, ale Tee od czasu do czasu lubiła rozpieszczać syna. Tym bardziej, że ostatnio ten bywał częściej z Dylan i babciami niżeli z właśnie z nia.
_________________
Cheers to my friends, my enemies,
my dreams, the death of me drink one.
[Profil]
 
 
Stitch Underhill


Wysłany: 2017-12-10, 12:45   

W weekendy, kiedy nie przebywał w salach zajęć, skupiajac się na tym, co znaczyło dla niego najwięcej - astronomii, zawsze wracał do rodzinnego domu, gdzie mógł cieszyć się towarzystwem rodziców i licznego rodzeństwa. Podobnie było tym razem, aczkolwiek nie spędzał całego czasu w zamknięciu, nawet jeśli pogoda pozostawiała wiele do życzenia. Gdy tylko nadarzyła się okazja, wcisnał na siebie zimowa kurtkę, szyję owiazał kraciastym szalikiem, a na głowę wcisnał najpierw granatowa czapkę, a następnie granatowe beatsy. Złapał za ukochana hulajnogę i udał się na przejażdżkę po mieście. Odwiedził wszystkie ulubione miejsca, a kiedy porzadnie zmarzł i dość zgłodniał, przystanał przed jedyna pizzeria, w której lubił bywać. Przez wzglad na chorobę, nie lubił odkrywać nowych miejsc, nie chciał też poznawać nowych smaków. Złożył hulajnogę i z zadowolona mina pchnał szklane drzwi. Od razu zajał miejsce pod oknem, aby móc przygladać się przechodniom i gdy tylko pojawił się kelner, zamówił to co zawsze jadał w tym miejscu, mianowicie pizzę z grillowanym kurczakiem, pikantna wołowina i podwójnym serem.
Oczekujac na swoje zamówienie, dostrzegł jasnowłosego chłopca, który trzymał w ręku rakietę, taka sama jaka zgubił jakiś czas temu. Założył więc, że należała do niego, bo dobra ocena sytuacji nie była tym w czym pomagała mu choroba.
- Oddawaj to, łobuzie - zwrócił się do dziecka, używajac mało wyszukanych słów, po czym nie zastanawiajac się nawet chwili, wyrwał mu z rak zabawkę i wrócił z nia do swojego stolika. Cieszył się z odzyskania własności, która jak mniemał, należała do niego.
_________________






[Profil]
 
 
Teena Hollenbeck


Wysłany: 2017-12-10, 13:32   

Wraz z synem debatowała jeszcze przez chwilę nad dodatkami do pizzy, aż do moment, gdy przy ich stoliku pojawił się młody chłopaczek, który bezpardonowo wyrwał Samuelowi z rak zabawkowa rakietę. Na twarzy wymalowało się ogromne zdziwienie i Teena, będac w niemałym szoku, zauważyła, że do jego oczu napływaja łzy, dlatego pokręciła z niedowierzaniem głowa i zerwała się z miejsca, po czym pośpiesznym krokiem powędrowała do stolika, przy którym usiadł małoletni złodziejaszek.
- Hej! - podniosła niekontrolowanie, podpierajac się rękami o drewniany blat. - To nie jest twoje - wystawiła jedna dłoń liczac na to, że chłopak natychmiast odda jej zabawkę czterolatka. - Mama nie uczyła cię, że nie można tak się zachowywać? - Hollenbeck odniosła wrażenie, że Sammy miał więcej taktu, niż ten gówniarz tutaj, naprawdę. - Oddaj zabawkę mojego syna, raz raz - wykonała charakterystyczny gest, chcac ponaglić dzieciaka, który nie wygladał tak, jakby w ogóle miał zamiar zwrócić nieswoja zabawkę. Zerknęła przez ramię, bo Samuel właśnie ześlizgiwał się z krzesła i z zapłakana buzia powoli zmierzał w ich stronę. Tee miała nadzieję, że nie będzie zmuszona użyć rękoczynów przy własnym dziecku, to było niestosowne, ale trzeba pamiętać, że była do tego zdolna, w końcu płynęła w niej wybuchowa, argentyńska krew i Hollenbeck nie zawsze potrafiła zapanować nad emocjami, w szczególności, gdy ktoś zalazł jej za skórę. Jej, albo jej synowi, bo kto zadzierał z Samem, zadzierał również z nia. Chłopiec był zbyt mały, żeby się bronić, a obowiazkiem Teeny było odzyskać rakietę, choćby miała zrobić to kręcac nikczemna awanturę.
_________________
Cheers to my friends, my enemies,
my dreams, the death of me drink one.
[Profil]
 
 
Stitch Underhill


Wysłany: 2018-01-09, 10:07   

Nie ukrywajmy, zdziwił się, gdy kobieta towarzyszaca złodziejaszkowi, która prawdopodobnie była jego matka, stanęła przy jego stoliku, wyciagnęła dłoń w jego kierunku i zażadała jego własności. Nie przywykł do tego, aby ktoś zakłócał mu spokój, podczas spożywania, badź zabierania się za posiłek. Owszem, w rezydencji państwa Underhill działy się różne rzeczy, ale teraz znajdował się z dala od domu i nie było w pobliżu jego rodzeństwa.
- Przepraszam, ale chyba zaszła jakaś pomyłka - rzekł spokojnie, zaciskajac palce na plastikowej rakiecie, a następnie dłoń, w której się znajdowała, ulokował na kolanach pod stolikiem. - To jest moja własność, a ten łobuz bezprawnie ja sobie przywłaszczył - dodał, skinieniem głowy wskazujac na jasnowłosego chłopaczka.
W tym samym czasie, przy stoliku pojawił się kelner wraz z zamówiona przez Underhilla pizza.
- Mogę w czymś pomóc? - zwrócił się do obojga, jednak wzrok swój skupił na kobiecie. Pracownicy pizzerii doskonale zdawali sobie sprawę z choroby, z jaka zmagał się ich częsty klient. Wraz z liczna rodzina od wielu lat pojawiali się w lokalu i nieczęsto musieli zmagać się z nieodpowiednim zachowaniem chłopaka. Przyzwyczajeni byli do podobnych sytuacji i zazwyczaj potrafili rozwiazać problem w mgnieniu oka.
_________________






[Profil]
 
 
Teena Hollenbeck


Wysłany: 2018-01-09, 15:03   

Z kolei w przypadku Teeny nie można było ukrywać, że była w niemałym szoku. Nigdy nie przytrafiła jej się podobna sytuacja, chociaż niewatpliwie różne świry krażyły po tej planecie. Gdyby chodziło o nia, pewnie miałaby to gdzieś, ale w tym momencie Sam zalewał się łzami, a ona nie mogła pozwolić, żeby jej syn cierpiał przez idiotyczne wymysły jakiegoś młokosa. Dobra, nie oszukujmy się, gdyby nie chodziło o Samuela, Hollenbeck również kipiałaby z wściekłości i zrobiła nikczemna awanturę. A wszystko to było zasługa jej argentyńskiego temperamentu, który odziedziczyła po matce.
- To jest zabawka mojego syna, kolego - oznajmiła poważnie i niecierpliwie przestapiła z nogi na nogę. Chciała spędzić popołudnie z Samem, a ten gówniarz zupełnie pokrzyżował jej plany. - Zapewniam, że to nie twoja własność, osobiście sprezentowałam mu tę rakietę - Tee w dalszym ciagu sterczała z wyciagnięta dłonia i oczekiwała, że nastolatek w końcu odda jej zabawkę. Nic takiego nie miało miejsca, a wtedy przy stoliku, przy którym siedział chłopak pojawiła się kelnerka. - Jak nie oddasz mi tej cholernej rakiety, to zabiorę ci pizzę - swoje słowa w dalszym ciagu kierowała do ciemnowłosego, młodego chłopaczka. I serio, kto znał Teenę to wiedział, że była do tego zdolna. Jak dziecko.
- Mamo! - zawołał Sam, majtajac w powietrzu nogami, a jego zapłakana buzia łamała hollenbeckowe serce. Koszykarka westchnęła i spojrzała na kelnerkę, która dopiero co zjawiła się z zamówieniem wstrętnego złodzieja. I nie był nim Sammy.
- Państwa klient zabrał mojemu dziecku zabawkę - wyjaśniła pokrótce, wskazujac ręka na rakietę, która chłopak ściskał w dłoniach. - I nie chce jej oddać. Twierdzi, że rakieta jest jego, co nie jest prawda - nie miała pojęcia, czy jej tłumaczenia na coś się zdadza, ale nie mogła pozwolić, żeby zachowanie młokosa uszło na sucho.
_________________
Cheers to my friends, my enemies,
my dreams, the death of me drink one.
[Profil]
 
 
Stitch Underhill


Wysłany: 2018-01-14, 22:54   

Tłumaczenia kobiety może i miały jakiś sens, ale dla Underhilla nie znaczyło to zupełnie nic. Wiedział, że zabawka należała do niego i nie zamierzał jej nikomu oddawać. Tego dnia planował udać się do ulubionej restauracji i jeść ulubiona pizzę w spokoju, co oczywiście się nie udało. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że tak naprawdę zawdzięczał to tylko i wyłacznie sobie, bo przecież wina za pokrzyżowanie planów, obarczał tego małego złodziejaszka, który z niewiadomych dla niego przyczyn, zalewał się łzami.
- Masz na to jakiś dowód? Paragon albo inne potwierdzenie zakupu? - zapytał najspokojniej jak tylko potrafił i z zadowolona mina spojrzał w kierunku kelnera, który zmierzał w jego stronę. Wtedy też do jego uszu dobiegła groźba irytujacej kobiety, co zdecydowanie nie spodobało się Underhillowi. - Nie możesz zabrać czegoś, co jest moja własnościa - powiedział z przekonaniem w głosie, w dalszym ciagu nie dopuszczajac do siebie myśli, że w gruncie rzeczy postapił właśnie w taki sposób.
Kelner słyszac słowa klientki, nie był do końca przekonany, co powinien zrobić z zamówiona przez chłopaka pizza, ale ostatecznie zdecydował się położyć ja na blacie stolika.
- Mogę z pania zamienić dwa słowa? - zapytał niepewnie, nie do końca wiedzac, jak powinien wybrnać z tej sytuacji. Już kilkakrotnie zdarzało mu się załagadzać sprawę pomiędzy synem państwa Underhill i innymi klientami, ale nigdy nie chodziło o przywłaszczenie sobie cudzej własności, tym bardziej dziecka. - Na osobności - dodał nieco ciszej. W tym samym momencie, niezainteresowany niczym poza ulubiona potrawa Stitch, nieświadomie odłożył zabawkę na blat stolika, żeby sięgnać po kawałek niepohamowanego szczęścia, jakbym była ociekajaca serem pizza.
_________________






[Profil]
 
 
Teena Hollenbeck


Wysłany: 2018-01-15, 19:26   

- Ty też nie możesz zabrać czegoś, co nie jest twoje - warknęła Teenaz nieukrywana złościa. Raz, że chłopak zabrał zabawkę jej dziecku, a dwa, zwracał się do niej na ty, co w ogóle jej się nie podobało, bo przecież była od niego sporo starsza. Nie zważajac na słowa kelnerki, Hollenbeck sięgnęła po rakietę, która ten parszywy gnojek odłożył na stolik i dopiero wtedy spojrzała na kobietę. - Może pani mówić teraz. Nie przyszłam tutaj wszczynać awantur, chciałam tylko spędzić miło czas z synem - oznajmiła poważnym tonem, wskazujac podbródkiem na jasnowłosego chłopca, który w dalszym ciagu siedział na krześle i majtał nóżkami. Na twarzy Samuela pojawił się promienny uśmiech, chyba poczuł się spokojniej widzac, że matka już odzyskała jego własność. Cholera, skad Tee miała wiedzieć, że gówniarz pałaszujacy pizzę miał nie po kolei w głowie? Nikt nie wywiesił przy wejściu tabliczki, że pizzeria obsługuje niedorozwiniętych ludzi. Okej, może powinna być milsza, ale to było do niej nie podobne. Pomyślała o Dylan, która zapewne zareagowałaby podobnie, bo szczęście i dobro Samuela było czymś, co je łaczyło. I chyba tylko to, przecież w ostatnim czasie więcej je dzieliło niżeli miałby coś wspólnego ze soba. Sammy był takim spoiwem, a tu nigdy miało się nie zmienić. - No słucham - ponagliła kelnerkę, trzymajac zabawkowa rakietę z dala od młodocianego złodziejaszka. Niech nawet nie próbuje przechwycić czegoś, co nie należało do niego, inaczej Teena będzie skłonna wyrzadzić w lokalu prawdziwe piekło.
_________________
Cheers to my friends, my enemies,
my dreams, the death of me drink one.
[Profil]
 
 
Heath McKidd








20

student fizjoterapii

żelki forever

East Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: ravana & fitz

Wysłany: 2019-03-11, 01:02   
  

  
heath mckidd

  
the impossible boy



Wszedł do lokalu pośpiesznym krokiem, wyraźnie zmachany i ze sporymi rumieńcami na policzkach. Był spóźniony jedynie kilka minut, ale i tak było mu trochę głupio z tego powodu, bo nie lubił się spóźniać w miejscach publicznych. Głupio tak było siedzieć gdzieś samemu i czekać, sam tego nie lubił, toteż nie chciał też skazywać na to innych. Niestety jego organizm go pokonał i uniemożliwił mu wstanie wraz z pierwszym budzikiem. Gdyby to był ranek, to może jeszcze by mu się udało, ale wybudzenie się z popołudniowej drzemki to już był niestety cięższy kaliber.
Ku jego uldze, Jonathan nadal był na miejscu i zajął nawet miejsce przy jednym ze stolików. Usiadł więc naprzeciwko niego, zdejmując wcześniej kurtkę i odwieszając ją na pobliskim wieszaku. Uraczył go szerokim uśmiechem i przepraszającym spojrzeniem. - Sorry, ale nie umiałem się wybudzić ze snu od razu - nie wstydził się do tego przyznać. Mógł mu przecież sprzedać jakąś bajeczkę, w której spóźnienie nie byłoby jego winą, ale on to tam wolał walić prosto z mostu. - Umieram z głodu, totalnie biorę największy rozmiar dla siebie. Pewnie gdzieś w połowie zmienię zdanie i już nie będę mógł, ale to tym lepiej, bo od razu sobie kolację załatwię - myślał na głos, jak zwykle gadając o czymkolwiek, byle tylko gadać. - A Ty jesteś głodny? Jak się w ogóle miewasz? Wszystko dobrze w szkole? - nie mówił tego prześmiewczo, serio go ciekawiło co tam w liceum. On już ten etap miał za sobą i trochę zapominał jak wyglądało życie nastolatka. Zmierzwił włosy, ale wcale mu to nie pomogło. Po wstaniu z łóżka nie przyłożył do nich szczególnej uwagi, toteż teraz rozwalały się na wszystkie strony. Wyglądało to niechlujnie, ale jakby się uprzeć, to również uroczo. - W ogóle to, mam coś dla Ciebie. Znalazłem na uczelni i pomyślałem, że Ci się spodoba - grzebał przez moment w kieszeni swojej bluzy, po czym wyciągnął z niej mały prostokątny srebrny przedmiot, który następnie położył na stół przed Jonathanem. Była to oczywiście zapalniczka i to do tego marki Zippo. - Nie wiem kiedy świętujesz, ale wszystkiego najlepszego I guess - roześmiał się. Oczywiście, że na urodziny też mu coś kupi, ale mógł udawać, że to był jego przedwczesny prezent.
_________________

MAYBE THIS TIME I CAN BE STRONG, BUT SINCE I KNOW WHO I AM
I'M PROBABLY
WRONG

[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5