Poprzedni temat «» Następny temat
Sharks don't sleep
Autor Wiadomość
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-18, 01:42   Sharks don't sleep
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


– The Parasite –
Baza S.H.I.E.L.D., Nowy Jork, wieczór


Fury przekartkowywał kolejne stosy dokumentów dostarczonych dzięki długiej i żmudnej pracy Fitz-Simmons nad tajnym projektem, który był tak samo skrywany przed światem, jak fakt, że Stark Junior powróciła do żywych.
- Na pewno nie chcesz nic do picia?
Nie drgnęła nawet, niewzruszenie wpatrując w ścianę z przynajmniej setką symboli heksanu. Trzymała odziane w nowiusieńkie trampki Conversa stopy na stole i z założonymi rękami ignorowała wszelką próbę kontaktu z Fury'm, który nie miał nic wspólnego z rzekomym interesem, który miała do niej Jemma. Biolożka będzie gęsto tłumaczyć się przed Stark, jak tylko wejdzie do pomieszczenia, bo żaden z planów spotkania nie zakładał spotkania z Czarnuchem. Już wystarczyło, że jej noga stanęła ponownie na starych-nowych śmieciach; a miała ważniejsze rzeczy na głowie, jak choćby walkę o wpływy na rynku technologicznym.
Media wrzeszczały nieprzerwanie od czterech miesięcy, po tym, jak wbrew zaleceniom S.H.I.E.L.D., Tommy miała dość życia, jak szczur w kanałach, podczas gdy Todd Giberli, drugi w kolejce do walki o tron Playboya, dopóki Anthony nie wyciągnął nóg, zgarniał kolejne udziały Stark Industries, rozgramiając rodzinną firmę. Nie czuła wcześniej tej potrzeby mieszania się w medialny szał, chciała tylko odzyskać swoje miejsce na Ziemi, które - stety, bądź niestety - było powiązanie ze Stark Tower, które, według tamtejszych wiadomości, miało zostać zburzone. Wystarczyło tylko pojawić się w dniu postawienia pierwszego kulo-młota na placu rzekomej rozbiórki, aby wzniecić sensację i ogień. Prasa zabiegała o wywiady, a prawnicy, których rzekomo straciła wraz ze śmiercią, nagle powrócili, aby wesprzeć Feniksa powstałego z popiołu.
S.H.I.E.L.D. ukrywali moją tożsamość.
Chciała zobaczyć, jaka furia musiała dorwać Fury'ego, gdy zobaczył ją w krajowej telewizji na żywo spod Stark Tower. Napuściła wściekłe psy na organizację, sama pnąc powoli do góry, dopóki Todd nie padł jak mucha, oddając wszystkie zalegające udziały Stark Industries dobrowolnie. W końcu w świetle mediów zostałby okrzyknięty niemoralnym, fałszywym przyjacielem Anthony'ego, gdyby nie wspomógł jego cudownie zmartwychwstałej córki. W przeciągu dziewięciu miesięcy, do dnia dzisiejszego, korporacja odbiła się od dnia z nawiązką, choć odcięto dział produkcji broni masowego rażenia. Zamiast tego, Tommy dołożyła wszelkich starań, aby technologia Starków trafiła na stoły operacyjne oraz do instytutów i ośrodków zwalczających nowotwory oraz wirusa HIV. Kontrowersyjny przeskok, od którego znowu krzyczały brukowce. Wprowadzała własną rewolucję i stawała się inną wersją Tony'ego, mając jednak więcej z nim wspólnego, aniżeli skłonna była przyznać. Pozostawał tylko jeden, malutki szkopuł - nigdy nie przywdziała zbroi ani nie zdradziła, że pallad ojca napędza jej serce. Nikt nie wiedział. Poza S.H.I.E.L.D.
Fury zamknął niebieski folder i wypuścił ciężko powietrze nosem, spoglądając na dziewczynę po drugiej stronie długiego stołu, szukając odpowiednich określeń, jakimi mógłby zająć narastającą ciszę. Im głębiej sięgał i otwierał kolejne szufladki zwojów mózgowych, tym nie znajdował nic oprócz niepocieszenia względem bigosu, jaki ta butna, genialna osoba im zgotowała. Zero. Nawet o pogodzie nie mógł z nią rozmawiać, a wyjaśnienie, dlaczego mieli się tutaj spotkać miał - na prośbę Simmons - pozostawić innym.
Oparł łokcie o blat, a skórzany płaszcz zatrzeszczał.
Jednak coś było.
- Widziałaś się do tej pory z Ameryką?
Tommy spojrzała na niego, jak na kosmitę z planety Kree. Co to w ogóle za pytanie?
- Kpisz sobie ze mnie, Fury?
- Pytam.
- Nie.
- Od kiedy?
- Od dawna.
- Czyli?
Zaczynał działać jej na nerwy, co widać było po sygnowanym wywrocie oczami. Anthony nie mógł się wyrzec własnej krwi. W takich momentach przypominała go najbardziej.
- Robisz z tego przesłuchanie, bo jesteśmy w pokoju rozmów? - machnęła od niechcenia dłonią na przestrzeń. - Dzisiaj nie udzielam wywiadów. Mam zapchany grafik.
- Pół roku? Rok?
- Chryste! Jakiś ty wkurw...
Drzwi otworzyły się, wpuszczając jasne światło jarzeniowe z korytarza. Pierwsza pojawiła się Jemma Simmons w swoim fartuchu laboratoryjnym i teczką dokumentów pod pachą. Na widok Stark uśmiechnęła się szeroko, powstrzymując chęć podejścia do niej i przytulenia. Bilbordy nie mogły zastąpić spotkania twarzą w twarz z dawną przyjaciółką, co podzielał też Fitz, który wszedł do środka jako drugi; nadal ten sam szkocki styl ubierania się - koszula, blazer i kamizelka. Wreszcie, tajemnicza osoba numer trzy... o którą Fury wypytywał przed chwilą.
Nie powinna czuć zdenerwowania, więc dlaczego, na Einsteina, widząc Ellis Carter vel Kapitana Amerykę, setka zimnych igieł przeszła jej po karku, a w klatce piersiowej na wysokości żarówy schowanej teraz pod grubym, czarnym materiałem koszulki, okutej równie czarną marynarką, zawrzało w ten nieprzyjemny sposób?
- To już jesteśmy wszyscy.
Niech cię, Fury.

Ukryj: 
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-11-18, 02:30   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Rozmasowała bolące ramię, które poprzedniej nocy najbardziej dało jej się we znaki. Bransoletki pękły. Te same, utwardzane w laboratoryjno-techniczny sposób przez Jemmę oraz Fitza, najlepszych naukowców, w jakich towarzystwie przyszło jej się obracać. Nie licząc Tommy Stark. Czy jednak mogłaby ją nazwać tak do końca naukowcem? Nie było okazji, aby dopytać. Albo nie pamiętała.
- Carter, jesteś wcześniej.
Minęła jedną ze znajomych twarzy, nieznacznie unosząc dłoń w geście przywitania.
- Zły dzień?
Czarnoskóry naukowiec w okularach zatrzymał się przy futrynie drzwi, które już minęła, wysuwając głowę, co by odprowadzić ją dalej.
- Chyba źle spałam.
Kolejny grymas niezadowolenia pojawił się na twarzy, gdy kark zapiekł w odpowiedzi. Palił bólem podobnie jak wtedy, gdy wbiła się z łoskotem w podłogę, aż kamień rozstąpił się ukazując ziemne klepisko, wysokie na prawie metr. Zamieniła również łóżko w stertę połamanego drewna oraz rozerwanych materiałów poduszkowo-pościelowych. W uszach dźwięczało osobliwie, a unosząca się podejrzana mgła, prawie przylegająca do ciała jeszcze bardziej przestawiała szyki, wyglądając miejscami jak ulatniający się z wolna dym. Dopiero wtedy zauważyła brak bransoletek. Leżały pod odłamkami posłania, które posłała w diabły. Może to nawet lepiej... wydawało się za miękkie i strasznie uwierało w bark.
Skontaktowanie się z naukowcami S.H.I.E.L.D. wydawało się najbardziej rozsądne przy czym nie przyszło lekko, bo telefon dosłownie roztrzaskał jej się w dłoni. Podobnie jak drzwi od pomieszczenia, które otworzyła, zamieniając w większe drzazgi. Musiała to przeczekać, zatrzymać… nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Ten przeklęty dym cały czas za nią podążał. Czuła się równocześnie tak, jakby w żyłach płynął istny, rwący strumień. Ślady w ścianie, przypominające efekt jakby obijania młotem, mówiły same za siebie. Gdyby dostała kwaterę na wyższym piętrze, przebiłaby się przez podłogę do sąsiada, nie poprzestając jedynie na rozerwanej podłodze i niewielkim kraterze.
Natasha znalazła ją wyczerpaną, prawie jak nigdy, gdy leżąc pod zrujnowanymi drzwiami, ledwo otwierała i zamykała oczy.
Spojrzała w dół, przyglądając się nowej parze absorbujących stężenie serum bransoletkom. Wyglądały tak samo, taki sam wariant kolorystyczny, tak samo cienkie wykonanie, przypominające kajdanki. Brakowało tylko łańcucha pomiędzy, aby wyglądała jak skazaniec, maszerujący na przesłuchanie. Wyłapała wzrok Jemmy, gdy spojrzała przez ramię w jej stronę.
- Nie musisz się obawiać, wszystko powinno pójść gładko, rozmawiałam z nim wcześniej.
A z nią?
Nieważne.
Trafiła wtedy idealnie, zupełnie jakby prawie telepatycznie doszli do wniosku, że potrzebne jest spotkanie. Koordynująca zespołem Simmons w końcu rozpracowała idealną symulację usuwającą urządzenie, zamontowane przez Hydrę. Ellis nadal była świadoma jego istnienia, wibrowało czasami w nieregularnych odstępach, powodując lekkie bóle głowy, podczas snu przypominając za to o koszmarach z mordowaniem gołymi rękoma w roli głównej. Nie zapominaj o nich. To ty pozbawiłaś ich życia.
- Ellis.
Głos Jemmy wyrwał ją z zamyślenia, gdy Leopold stojący obok, niedaleko wejścia do pokoju przesłuchań spojrzał na nią, opierając dłonie na biodrach.
- Już jesteśmy. Pamiętaj, trzymaj się scenariusza.
Jako pierwsza pociągnęła za klamkę, nie zapominając o posłaniu lekkiego, pokrzepiającego uśmiechu.
Trzymaj się scenariusza.
Aż tak bardzo przeszkadza jej niewielkie urządzenie?

Miała ochotę dźgnąć się palcem w skroń. Tajemnicze myśli nie opuszczały ją co i raz komentując niektóre sytuacje, przypominając o tym, co kiedyś chodziło jej po głowie.
Wygląda teraz inaczej. Czujesz jak…
Ukryła cisnący się na usta grymas, spowodowany dalszym ciągiem zdania, kiedy to wchodząc do pomieszczenia dojrzała znajomą postać z nogami założonymi na biurku. Nie wiedziała w pierwszej chwili jak powinna zareagować, jeszcze nim serce uderzyło mocno w klatce piersiowej, a krew w uszach zaszumiała, gdy pod czarną bluzą zrobiło się jakby cieplej.
- Dyrektorze - skinęła do Fury’ego, nie mogąc od tak zapomnieć o jego poprzednim tytule, mimo, że później zaczęła zastępować go Maria Hill. - T… Stark.
Ten moment zawahania z początku sprawił, że zachciała sobie strzelić w twarz.
Nadal nie znała osobiście szczegółów odnośnie zabiegu, o którym mówiła Jemma, za to podekscytowanie na jej twarzy zdradzało, że była pełna optymizmu.
- To nie zajmie zbyt długo. Wszystko wcześniej dokładnie opisałam i… są duże szanse na powodzenie.
Zebrane w folderach dokumenty wylądowały na stole.
- Urządzenie Hydry. Te które zamontowano Carter wtedy, gdy…
Dziewięć miesięcy, ale nadal nie mówił do niej po imieniu. Podejrzewała w tym bardziej zawodowe nawyki, aniżeli jakąkolwiek niechęć.
Powiodła wzrokiem na nowo w stronę Stark, jakby szukała jej spojrzenia. Wyglądała inaczej.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-18, 03:05   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Nie interesował jej los własnego mordercy. W gruncie rzeczy, mogłaby powiedzieć, że sukcesywnie wyzbyła się denerwującego nawyku powrotu wspomnieniami do wydarzeń, których nawet nie pamiętała, bo nie mogła - w końcu umarła. Jedynie pobieżne informacje od agentki Morse zdołały od czasu do czasu przedrzeć się przez fasady braku zainteresowania, gdy wychodziły na kawę, aby raz na jakiś czas zrobić tę burzę medialną obecnością ducha wśród żywych. Niedługo miała z nią trafić na kolejną edycję Hackatonu - tym razem panel solowy. Bez ojca u boku wydawało się to jedynie mrzonką, upierdliwym brzęczeniem muchy, a mimo wszystko fani pozostawali wierni; przynajmniej część, inni rozgłaszali w internecie plotki o wstawieniu klona na miejsce zmarłej, prawdziwej Tommy Stark. Przerobiła ponad setki tych teorii.
Szybko straciła zainteresowanie pojawieniem Carter, która usiadła na uboczu, w bardziej zacienionym miejscu. Nawet nie zamierzała ściągnąć nóg z blatu, aby okazać niejaki szacunek wobec innych. Wszyscy tutaj byli siebie warci - poza Jemmą i Leopoldem. Ich nadal lubiła. Pozostawali więc Fury z Carter; duet wołający o pomstę do nieba. Pomyśleć, że niegdyś nawet przepadała za tamtą drugą.
- Po co to wszystko? - wtrąciła nagle w połowie zdania Leopolda, gdy tłumaczył konstrukcję urządzenia, które nareszcie rozebrał na części; nie fizycznie. - Te schematy. - wytknęła palcem migające na hologramie blueprinty, przedstawiające formę prymitywnego czipu. W swej konstrukcji jednak niósł więcej zagadek, aniżeli można przypuszczać. - Jaki ma cel pokazywanie mi ich?
Fury przekrzywił się na krześle i oparł wygodnie, wiedząc, dokąd prowokacyjne pytania zmierzały. Znał Starka, jego córka niczym już go nie zaskoczy.
- Fitz-Simmons potrzebują dostępu do technologii Stark Industries.
Prosto z mostu.
Dziewczyna z założonymi rękami obrzuciła czarnoskórego mężczyznę bez oka powątpiewającym spojrzeniem, uniósłszy prawą brew w niedowierzaniu. W pewien sposób połechtał jej ego, ale wolałą upewnić się, nim wyruszy z kontrą oraz "dlaczego nie".
- Nie macie już własnej super maszynerii? - skierowała złośliwe pytanie ku Jemmie, która skrzywiła się, bo odpowiedź na to nie mogła być przyjemna dla jej naukowej persony. Przyznać do tego, że ich środki pozostawały niewystarczające to obraza dla każdego samodzielnego mózgowca, a mimo to odeszła od niebieskawego hologramu i zatrzymała po stronie Carter.
- Tu chodzi o coś więcej, niż zwykły eksperyment doświadczalny... - mruknęła nieśmiało, podając swój folder Tommy, która otworzyła go od niechcenia, równie nonszalancko przeglądając zawartość, gdy Jemma mówiła dalej. - Mamy zaplecze medyczne, ale ono jest... Niekompatybilne do tego, co chcemy osiągnąć i...
- Potrzebny nam zderzacz hadronów w okrojonej wersji - wtrącił Leopold, zakładając ręce i wpychając dłonie pod pachy, jakby nagle spadła temperatura. - A raczej, w pełni funkcyjny, ale... pomniejszony.
Prychnęła rozbawiona pod nosem, obrzucając Fitza pobłażliwym uśmiechem. Kompletnie odruchowo, przerzucając kolejną kartkę. Szybko przyswajała nowe dane, może nawet na tyle, że z boku wyglądało to tak, jakby w ogóle ich nie analizowała. Zamknęła folder i rzuciła niedbale na blat, zakładając ponownie ręce.
- Odezwijcie się do Genewy - przecież to zabawa dla CERNu. - Mają oryginał. Pewnie poczują wielki zaszczyt, mogąc pomóc wam z... czymkolwiek Hydra postanowiła posłużyć się do prania mózgu tej tutaj. - wskazała kciukiem na Ellis, jakby była nudnym eksponatem w Muzeum Brytyjskim. Nie chciała na nią patrzeć, dopóki to dziwne uczucie nie zniknie. Było denerwujące i bardzo uciążliwe. Brakowało jej powietrza; od dnia śmierci i po opuszczeniu bazy, nie utrzymywała kontaktu z doktor Stewart. Przerwała terapię PTSD przed czasem.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-11-18, 12:10   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nie musiała mówić o niej tak, jakby była nieobecna. Podążyła powoli wzrokiem w stronę wskazującego na nią kciuka, chwilę później powracając do obserwowania podłogi.
Jemma nabrała powietrza, zerkając krótko na siedzącą przy cieniu postać. Dziewięć miesięcy to nadal zbyt mało, aby nadrobić straty w maszynerii, zniszczonej podczas buntu agentów, a tym samym ataku Hydry, wyżerającej S.H.I.E.L.D. od środka. Na palcach jednej ręki mogłaby wymienić odbudowane po części bazy, rozsiane po całych Stanach, a nawet i świecie. Jeśli to miałoby pójść na marne…
- Zderzacz obejmuje jeden z etapów… o ile wcześniejszy proces wpływania na urządzenie poprzez łącze technologiczne z dostępem do mózgowych neuronów zakończy się pomyślnie.
Na wypadek, gdyby Stark poświęciła tej kwestii zbyt mało czasu podczas wertowania danych.
- Na początku trzeba je osłabić. Nadal wysyła impulsy, mniej nasilone za to ingerujące w ośrodek odpowiedzialny za pamięć. Zupełnie jakby… próbowano coś z tego zaczerpnąć zanim…
Coś ukrywała. Było w tym coś więcej. Jemma nie potrafiła kłamać.
Wyprostowała się powoli na zajmowanym miejscu.
- Istnieje ryzyko, że urządzenie może zadziałać jak niewielki materiał wybuchowy - Fitz pospieszył z rozwinięciem, nie przestając przytrzymywać przykurczonych rąk przy sobie. - Dlatego należałoby je osłabić, jeszcze przed kolejnymi etapami, w których technologia Stark Industries mogłaby być kluczowa.
Ale Stark już o tym wiedziała. Przynajmniej musiała, jeśli dostatecznie dokładnie przeglądała zawartość dokumentacji.
Chodziła z czymś, co mogło się w pewnym momencie zamienić w ładunek wybuchowy, mogący rozsadzić głowę. To miałoby sens. Chciała czuć niepokój, strach o własne życie, ale skoro wytrzymała z tą pluskwą tyle czasu…
- Nikt sprawdzony nie ma podobnie zaawansowanej umiejętności działania poprzez sieć.
Wzrok Simmons zdawał się być prawie błagalny, czego nie potrafiła do końca pojąć. Nigdy nie pałały do siebie wrogimi uczuciami, ale z drugiej strony, tak duże poświęcenie sprawie, mając na uwadze rzeczy do których doszło ponad dziewięć miesięcy temu, wydawało się nieść coś więcej, aniżeli chęć przekraczania naukowych granic czy podtrzymania sympatii. Słyszała kilka razy, jak bardzo podziwiała kobietę, noszącej miano Peggy Carter. Tyle, że ona nie była nią. Miały niewiele wspólnego, za wyjątkiem nazwiska oraz spokrewnienia.
Zatrzymała wzrok na wnętrzu dłoni, powoli zwilżając językiem dolną wargę. Ściągnęła brwi i podniosła wzrok, naruszając powstałą, krótką ciszę. W wyobraźni słyszała jak Stark ponownie się zaśmiewa.
- To urządzenie może zadziałać jak wskazówka. Trochę jak kompas o ile zostanie rozmontowane we właściwy, dokładny sposób - nie patrzyła na nikogo konkretnego, kreśląc wzrokiem ścieżkę między charakterystycznymi ścianami, a stolikiem. - Henderson uciekł, nie można go namierzyć. Dopóki nadal jest na wolności, może zaszkodzić… każdemu, związanemu z S.H.I.E.L.D. teraz czy wcześniej.
Poprawiła rękawy bluzy, naciągając je bardziej na linię nadgarstków.
Unikała jej wzroku. Poruszyłaby na głos ten temat, ale nie potrzebowali w pomieszczeniu wzrostu niezręczności oraz przeciągającej się ciszy.
- Lepiej byłoby doprowadzić sprawy do końca i zamknąć ten rozdział. Dla dobra wszystkich.
Drobne ukłucie w skroni było aż nadto znajome. Prawie jak wtedy, gdy Jane zbliżyła się do niej, unieruchomionej w sterylnym pomieszczeniu. Wspomnienia wciąż odzywały się, niosąc ze sobą ból tamtych chwil, ale nauczyła się je tolerować.
Dla dobra wszystkich.
Może za bardzo brzmiała jak Steve. Nadal brakowało jej mentora, nawet tych momentów, gdy posyłał jej lekko surowe spojrzenie przy niepokrywającym się podejściu do niektórych aspektów życia. Pochodzili przecież z dwóch, zupełnie różnych epok.
Nie pomoże, ma za dużo na głowie.
Nadal mnie nienawidzi.
Nie potrafi spojrzeć.

- Wspominaliście wcześniej coś o specjalistce z dwoma doktoratami – nanotechnologia i wykorzystanie inżynierii elektrycznej. Elektrotechnicznej… - ściągnęła brwi, przytrzymując palcami mostek nosa. Metaforycznie odsunęła Stark nieznacznie na bok, jakby była eksponatem muzealnym. W dokładnej strategii ważne było to, aby brać pod uwagę kilka rozwiązań, mieć zaplanowanych kilka posunięć. Dziwne, że dopiero teraz zaczęła poświęcać temu więcej myśli.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-18, 13:17   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Musiała wtrącić swoje trzy grosze. Bez tego nie byłaby przecież prawdziwym Starkiem, podburzającym cudze teorie z prędkością żołnierskiego bagnetu; dotkliwie, mocno, raz, a dobrze. Dlatego nawet nie opuściła rąk, spoglądając na Jemmę w taki sposób, jakby prosiła ją szklankę wody, samej posiadając bukłak pięciolitrowy za pasem.
- Nitrogliceryna również działa, jak mały materiał wybuchowy, a jednak nikogo nie wysadza. - w odpowiedniej dawce, powinna dodać. Znała to z pierwszej ręki. Rozrzedzenie krwi stało się podstawą jej osobistej terapii. Co z tego, że nie groził jej zawał; pallad robił swoje wystarczająco, przyczyniając do zagęszczania krwi. To dlatego Tony miał taki problem o porankach i w nocy? Dlatego marudził, że starzeje się, bo klatka piersiowa go bolała? Nie wiedziała, co o tym myśleć, ale nie pasowały jej te przypadkowe wspomnienia ojca w najmniej odpowiednich momentach. Patrząc w lustro, również go widziała.
Ona jednak potrafi mówić!
Zwróciła uwagę na kruchą postawę wobec przełożonych. Na ciągnące, jak glut, słowa, które miały sens; tego nie mogła odmówić, ale przyznać rację było już trudniej. Nie mogła na nią patrzeć, a przecież prawie rok minął od tamtego wyjścia na powierzchnię, o jakim ostatecznie nikt nie wiedział. Wykreślając wszelkie przytyki, stanowiły wtedy nawet jako tako zgraną drużynę. Może dlatego niepotrzebnie uznała siebie już za niezastąpiony element układanki, uniwersalny puzzel, pasujący wszędzie - popełniła prostacki błąd podburzonego ego, bo oto spojrzała w sposób roszczeniowy, a zarazem pytający na Fury'ego, który walczył z ostentacyjnym westchnięciem. Znał tę iskrę. W takich momentach dochodziło do nieporozumień pomiędzy Starkiem Seniorem a Stevem.
- Sophie.- przytaknął Leopold, przechodząc w bok do hologramowego kwadratu opatrzonego dziwnym napisem, którego nie mogła odczytać z tej perspektywy, nawet po wyciągnięciu szyi. Machnął dłońmi i już po chwili przed zgromadzeniem pojawiła się karta informacyjna Pani Podwójny Doktorat O Matko Zaraz Się Porzygam wraz ze ślicznym, kolorowym zdjęciem. No dobrze, była nawet ładna. - Konsultowałem się z nią w trakcie opracowywania schematów twojego czipu i szczerze, jest naprawdę najlepsza w swoim fachu. - więc dlaczego posłał przepraszający wzrok zbitego psa Tommy, która uniosła brwi w nieprzychylny sposób. Brakowało prychnięcia. Tym razem powstrzymała się. - Rzecz w tym, że najwcześniej będzie mogła pojawić się w bazie za miesiąc.
- Przestała do ciebie dzwonić?
- Jest na Bliskim Wschodzie. - odpowiedział Fury, skupiając uwagę zebranych na sobie.
- Bije się za uchodźców?
- Neutralizuje działania maszyn Hydry.
Stark przytaknęła w groteskowym "szacun", opuszczając nogi ze stołu, aż krzesło pod nią skrzypnęło.
- Miesiąc to wcale nie tak długo. - tylko trzydzieści dni, kiedy głowa Carter może eksplodować. Trzydzieści jeden. - Szczerze, wszystko możecie zrobić sami. Macie środki - wskazała palcem na Fury'ego. - powód - pokazała na Carter. - i dwa superumysły z dojściem do trzeciego, podwójnego doktoratu w wielkiej piaskownicy po środku niczego. - jeżeli to wszystko, mogła się zwijać. - Sprawa wyjaśniona, faksem prześlę wam numer do dyrektora generalnego CERN, jeżeli nie możecie go sami dorwać. Uwielbia grać w czwartki w golfa.
- Za tylko ty wiesz, jak to jest żyć z tykającą bombą w ciele. Rozumiesz problem.
Głos byłego dyrektora zagłuszył pisk nóżki krzesła o podłogę, po tym jak wstała, gotowa wynieść się z przybytku wszystkiego, co kojarzyła ze złem. S.H.I.E.L.D. wcale nie różnili się od Hydry, ale tamci chociaż nie owijali w bawełnę.
Oparła się o blat dłońmi, jak szef wydziału kreatywnego, oczekujący świeżych pomysłów "z chlebkiem" od swoich podwładnych i pierwszy raz podczas tego spotkania, spojrzała świadomie na Ellis, jakby szacując wykres zysków oraz strat.
- I dzięki komu? - mruknęła, pozwalając drobnej dawce smutku przedostać się do niezadowolonej miny, gdy zmrużyła wężowe oczy. Wszystko przez głupi koncept przyjaźni, która nie powinna mieć miejsca dla dobra każdego poległego w tamtej bitwie agenta. Nawaliły obie; jedna pozwalając za bardzo się zbliżyć, zaś druga dając złapać, jak przedszkolak w pułapkę. O wiele łatwiej byłoby, gdyby Stark nie przekazał jej swego serca, a Kapitan Ameryka został unicestwiony. Świat miałby dzisiaj spokój.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-11-18, 14:59   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nikt nie sądził, aby rozchodziło się o substancję, przypominającą nitroglicerynę. To byłoby zbyt łatwe do rozpracowania, a Hydra lubowała się w ukrytych rozwiązaniach, kłując cierniami, doprowadzając do furii, zanim zada cios zaostrzonym, ciężkim orężem. Przekonała się o tym na własnej skórze, chociaż wcale nie rozchodziło się o ciernie, a zaostrzone, ciężkie iglice, przeszywające każdy centymetr ciała, jakby był tym najbardziej witalnym. Nikt nie powinien nigdy więcej przechodzić przez podobne cierpienia tylko po to, aby później dusić rękoma własnych przyjaciół oraz sprzymierzeńców.
Więcej niż pół roku, mniej niż rok, a mimo to nadal nie potrafiłaby przywdziać niegdyś noszonego pancerza, wykonanego w całości przez butną osobę, której nie odmówiła pomocy ani razu. To nadal było niewystarczające przez wzgląd na poczynione szkody. Odbierać komuś największą wartość życia, a później liczyć na wybaczenie. Nie, nie liczyła na nie. Usłyszała za to wtedy, prawie rok temu na powierzchni. Pamiętała jakby to było wczoraj, tak dużo żalu i rozczarowania, ukrytego w prostych z pozoru słowach.
Na hologram patrzyła nieobecnym wzrokiem, jakby wciąż próbowała odkopać coś wyraźniejszego z poprzednich wspomnień sprzed porwania.
Czułaś coś do niej…?
Skrzywiła się, jakby uderzyła nogą o ostry róg stolika, prędko tuszując reakcję niemrawym potarciem ramienia. Rzeczywiście nie spała zbyt dobrze.
Nie była do końca przekonana do wyjścia awaryjnego, chociaż uzyskane przez Sophie osiągnięcia wydawały się całkiem imponujące. Komu innemu mogłaby zaufać, skoro rozchodziło się o profesjonalistów oraz zawodowców w tych dziedzinach.
Miesiąc.
Miesiąc to za długo. Przeżyła wcześniejsze dziewięć, a jednak nie otrzymała żadnej, jednoznacznej odpowiedzi w kwestiach niedobitków Hydry. Przynajmniej Fitz i Jemma nie próżnowali, zaharowując swoje ścisłe umysły. Będzie musiała odpowiednio im to wynagrodzić. Jeśli już przestanie być chodzącą, tykającą bombą zdradzającą tyle, co nic. Cholerna niewiadoma.
Im dłużej słuchała Tommy, tym bardziej utwierdzała się w przeczuciu. Brzmiała jak swój ojciec. Stała się kimś, kogo wcześniej unikała i gardziła radami, jakby robiła mu łaskę, że zdecydowała się z nim zostać, korzystając przy okazji z pozyskiwanych technologii. Od zawsze taka… była?
Przełóżcie to na kiedy indziej, nie mam czasu.
Przekaż Rogersowi, że jeśli chce się spotkać, musi poczekać.
To nie broń zabija.
Nie jest zwyczajną dziewczyną i nigdy nią nie będzie.

Pokręciła lekko głową, opierając skroń o wewnętrzną podstawę dłoni, akurat gdy Fury ponownie doszedł do głosu. Podniosła powoli wzrok, przez chwilę jeszcze nie słysząc nic, zanim przyciszony głos Stark nie dosięgnął uszu. Patrzyła na nią. Nie tak, jak wcześniej, pobieżnie. I ta drgająca nuta, która nie uciekła jej, zdradzając to, co miało miejsce przed wieloma miesiącami. Może i latami.
Spory ciężar na nowo zaległ na klatce piersiowej, przez co nie potrafiła od razu wydobyć z siebie logicznie brzmiących zdań, chociaż przed chwilą jeszcze mogła.
- Hydra - Jemma przerwała ciszę jako pierwsza, co zaskoczyło przyczajoną na krześle Ellis. - Gdyby nie ich niszczycielska ideologia, pranie umysłów w imię "większego dobra", nikt z nas nie musiałby przez to przechodzić.
Wciąż była taka sama. Zupełnie, jakby zasłaniała ją ramieniem, pomimo tego, jaki los zgotowała całej organizacji poprzez swoją nieostrożność.
Chciała z nią wtedy porozmawiać, po misji w Sokovii. Pamiętała to. Próbowała do niej zadzwonić. Uczucie dziwnej niepewności, w której kryło się coś więcej, co nie powinno nigdy wyjść na wierzch.
Przypomniała sobie wskazówki udzielane przez doktor Stewart. Nie mówiła jej o wszystkim, a jednak kobieta zdawała się rozumieć większość, z czym się zmagała. Zupełnie, jakby potrafiła czytać w myślach.
- Miesiąc może wystarczyć Hendersonowi, cokolwiek zamierza i co robił przez ten czas, gdy nie mogliśmy go dorwać.
Przyzwyczaiła się już do brzmienia swojego głosu, co na początku wcale nie zdawało się takie łatwe. - Nie było go w żadnej z opuszczonych placówek Hydry, do której mamy dostęp - bezpośrednio poinformowała wszystkich zebranych o nadrzędnym celu „misji” do której przypisano ją razem z Romanoff. - Im dłużej będziemy zwlekać, tym bardziej będzie nas zwodził i naprowadzał na fałszywe tropy.
Nie znała go dobrze, ale tyle czasu, ile spędziła pod jego opieką, zdecydowanie wystarczało.
Jeszcze raz podążyła wzrokiem ku stojącej przy stole Stark. Chciała jej powiedzieć coś więcej, ale to byłoby nieprofesjonalne w tym towarzystwie. Musiała się tego wystrzegać, odkąd zaczęła funkcjonować w miarę normalnie. Zdolności nadal zdawały się być nie do końca wyjaśnione, za to związane z serum, mnożącym się nieustannie w organizmie.
- Tylko ty jesteś w stanie wpłynąć na to urządzenie, wykorzystać je na naszą korzyść.
Przejąć je, zhakować, podporządkować, jakkolwiek by to nazwali.
- Dla wszystkich tych, których Hydra pozbawiła wtedy życia i świadomości.
Przestała się obarczać tak bardzo winą, gdy zrozumiała, że sama padła ofiarą organizacji.
- Proszę.
Nie odwróciła wzroku, cały czas wlepiając tęczówki w widniejącą dalej postać. Nie brzmiała już tak żałośnie jak wcześniej. Mówiła prawdę, tą swoją, która została wymazana, aby namieszać jej w głowie. Pozbawić świadomości.
Przeżywam to po raz drugi, trzeci, czwarty i każdy następny (…)
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-18, 18:23   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Nazwisko nazistowskiego naukowca obiło jej się o uszy już kilkakrotnie, ale nigdy nie przykuwała do niego szczególnej uwagi. Nawet po wydarzeniach sprzed niespełna roku. Zdecydowała odciąć sznur pępowinowy, łączący ją z tamtymi czasami, poświęcając całkowicie odbudowaniu dorobku ojca, aby przekształcić go w coś własnego. Do tego potrzebowała ciszy i spokoju, a nie znienacka pojawiających się na wycieraczce agentów S.H.I.E.L.D. z kolejnymi interesem, który miałby ją wmieszać w nie ten świat, do jakiego chciała należeć. Jedynym jego reliktem, jaki tolerowała, była Bobbi i... na tym kończyła się cała lista.
Być może dlatego machnęła dłonią na Carter, odchodząc od stołu. Znowu głowa zaczynała ją boleć, im dłużej jej słuchała. Już rozumiała z jakiego powodu podjęła decyzję o całkowitej izolacji od wszystkich. Zwyczajnie dostawała nieprzyjemnych zawrotów głowy.
Zaczesała ciemne włosy z prawej strony za ucho, zatrzymując przed hologramem prawie uśmiechniętej kobiety, która mogłaby ponoć konkurować z jej umysłem. W przeciwieństwie do niej, nie posiadała uznanego tytułu doktora. Porzuciła pomysł pójścia na Harvard, gdy Giberli położył łapska na fortunie Starków. Tak samo rozważała odrzucenie prośby, od której coś zatrzęsło w mechanicznym sercu Tommy.
Wsunęła dłonie do kieszeni czarnych dżinsów, licząc po cichu do dziesięciu. Głęboki wdech, spokojny wydech. Proszę. Niech ją szlag jasny trafi. Ich wszystkich, bo nagle postanowili dołączyć do zmowy milczenia, wywierając presję na młodym umyśle, pracującym za szybko i za mocno dla obecnych warunków.
O wiele łatwiej było wymyślać nowe projekty, mające szansę na zyskanie tytułów światowych.
Obejrzała się za siebie, wpatrując w porzucony folder przy krawędzi stołu, bliżej Fury'ego, który wyczekująco mierzył wzrokiem Juniorkę. Jeżeli była choć trochę podobna do ojca, jeżeli choć odrobinę podzielała jego poglądy...
[...]których pozbawiła życia i świadomości.
Zacisnęła pięść w kieszeni. Dobrze wiedziała, że to nie wina Carter, ale nie mogła tak po prostu odpuścić. Nie potrafiła, bo przez ich poczucie sprawiedliwości straciła na zawsze ojca. Rodzica, który może nie był wzorem, ale choć trochę miał z nią wspólnego. Wyrzekała się podobizn, tego, jak wywracali oczami w podobny sposób czy mamrotali pod nosem w trakcie kreślenia schematów, nucąc raz po raz piosenki AC/DC, ale dobrze było wiedzieć, że ktoś taki był. Doceniła go dopiero po stracie. Po głupiej stracie, bo nie on miał umrzeć, a ona. Zginęła. Wróciła. Wszystko przez tę kobietę siedzącą najbardziej na uboczu.
Wypuściła ciężko powietrze nosem i obróciła przodem do zbiegowiska, nie siląc na wyciągnięcie dłoni ze spodni.
- Jak to miałoby być zrobione? - uniosła pytająco brwi, maskując zgodę kpiącym tonem. - W ogóle to jakoś widzicie? Czy czekacie, aż opracuję fantastyczne urządzenie wielkości mikrofalówki lub piekarnika, do którego włożymy głowę patrioty od siedmiu boleści i upieczemy?
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-11-18, 19:49   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nie potrafiła wymagać, mogła tylko prosić, co przeszło przez gardło lepiej, niż początkowo sądziła. Nie było w tym większego wstydu, ani hańby. Nigdy nie obawiaj się prosić o pomoc, gdy jej potrzebujesz – to nie oznaka słabości, a rozsądku i odpowiedzialności. Wiele by dała za to, aby Rogers nie zapadł się pod ziemię. Miewał swoje gorsze dni, ale nie był wcale takim złym mentorem.
Poczuła wyraźną ulgę przy kolejnym oddechu.
Dwójka naukowców wymieniła spojrzenia między sobą. Czarny humor zdawał się nie ruszać nikogo z obecnych, tworząc dosyć neutralną atmosferę przy czym nawet wymowny uśmieszek objawiłby się jako skłonności nieco socjopatyczne.
- Właściwie, to maszyna jest już prawie ukończona, potrzeba tylko kilku części… przy wykorzystaniu technologii Starka - Fitz przejął pałeczkę, chwaląc się kolejnymi, ukazywanymi schematami, gdy Fury skubał w zamyśleniu brodę, raz przechylając głowę na bok, raz mrużąc oko. Co i raz spoglądał na siedzącą dalej Carter, jak również na córkę Tony’ego, wyglądającą jakby słuchała tego całego wykładu wyłącznie z nudów. Pamiętał jeszcze, jak nie tak dawno oddała mu osobiście odznakę, uderzając o stół, pełna wściekłości. Zdawało się, że gdzieś wyciekło te protekcyjne podejście względem dawnej przełożonej z czasów początkowych treningów. Równie dobrze mogła je schować głęboko w sobie, tak, aby nikt inny więcej tego nie dostrzegł. Rozsądne podejście, to musiał jej przyznać.
- Nikt wcześniej nie dokonał podobnie poważnego przedsięwzięcia - zdawało się, jakby w Jemmę wstępowały nowe pokłady motywacji. Miała nadzieję przez cały czas, nawet mimo napotkania drażliwego tonu głosu ze strony Tommy. Gdyby naprawdę nie była w stanie, przecież by odmówiła.
Stworzyła dla niej odpowiedni pancerz, a później zgodziła się odegrać znaczą rolę w usunięciu pluskwy. Zaciągała u niej jeszcze większych kredyt, którego nie będzie w stanie spłacić. Nie tak od razu. Zerknęła na zaczepione u nadgarstka pochłaniacze. Zupełnie, jakby nie mogła funkcjonować bez tej całej technologii przeczepionej do ciała.
- Całość musi zamknąć się w kilku etapach sesji technicznych - Szkot zerknął na wciąż siedzącą w tej samej pozycji kobietę, powracając chwilę później spojrzeniem do Stark. - Próba załatwienia tego w jednym, albo dwóch mogłaby mieć kolosalnie złe skutki.
Takie, związane ze zwarciem i dosłownym usmażeniu mózgu. Ponoć mało przyjemne doświadczenie.
Złączył ze sobą wnętrza dłoni, obserwując Tommy, jakby obawiał się spojrzeć w stronę Carter. Kiedyś przyprawiła go prawie o atak, gdy kichnęła tuż nad jego ramieniem, pobudzając reakcję obronną, to jest odskoczenie na bok. Nadal chodziło przecież o kogoś, chodzącego z nadajnikiem Hydry w głowie.
- Można zacząć od jutra.
O ile już obgadają wszelkie sprawy sprzętowe, dzięki czemu unikną awarii oraz zbyt szybkiego przegrzania podzespołów. Zamierzał osobiście doglądać tego wprawnym okiem.
- Ellis?
Od dawna nie słyszała jak zwraca się do niej po imieniu, o ile kiedykolwiek to robił.
Przytaknęła krótko.
- Cokolwiek ustalicie w tej kwestii.
Fury wyprostował się na swoim krześle.
- Dostaniesz swobodny dostęp do bazy na czas trwania zabiegów - rzucił w stronę Tommy. Eksperymenty byłyby sformułowaniem niewłaściwym. - Po każdym powinien trafić do mnie raport, sporządzony przez... kogokolwiek do tego wyznaczycie.
W końcu miał do czynienia z samymi mózgowcami. Nic dziwnego, że czuł się odrobinę nieswojo, przy czym zapiął płaszcz i opuścił zajmowane miejsce, rzucając jeszcze krótkie spojrzenie zebranym w pomieszczeniu agentom. Łącznie z tymi byłymi. Czas pokaże, co z tego wyjdzie.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-18, 21:00   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


- Mojej technologii.
Poprawiła Fitza. Lubiła go, ale pamiętała również jego chorobliwą fascynację osobą Tony'ego. Wiedziała, że w tym momencie mówił o zasobach, które za życia stworzył jej ojciec, ale ten nie chodził już między żywymi. Przy dobrych wiatrach może trafił do któregoś z wymiarów, o jakich opowiadał Thor, kiedy jeszcze pojawiał się na Ziemi. Od czasu śmierci Starka i zniknięcia Rogersa, jedynym z Avengersów, który utrzymywał kontakt z nią - również ograniczany przez samą zainteresowaną - była agentka Natasha Romanoff.
Pomimo otwartego dystansu, jakim traktowała wszystkich dookoła, słuchała tego, co Fitz miał do powiedzenia, jednocześnie odnosząc to do zapisków, które zapamiętała w większym stopniu. Powolnym krokiem podeszła do stołu, otworzyła jeszcze raz teczkę, przekartkowała zawartość na stronę czwartą i postukała paznokciem o gładką powierzchnię, zamykając we własnym świecie. Puściła mimo uszu uwagę Fury'ego, rzucając pod nosem oschłe "Nie jesteś moim szefem", co wywołało wytrzeszcz oczu Simmons. Zapomniała już, jak bardzo bezpośrednia była córka Tony'ego w stosunkach z byłym dyrektorem i przez moment wierzyła, że czarnoskóry mężczyzna cofnie się, lecz ten wyszedł bez słowa. Atmosfera wcale nie zelżała.
- Jeśli chcecie to zrobić porządnie... - zwinęła dokumenty i wsunęła je pod pachę, wbrew oczekiwaniom Fitza, który niezręcznie cofnął wyciągniętą dłoń. Był przekonany, że odda zapiski. - ... zadziałamy na moich zasadach.
Początek nie brzmiał ani trochę zachęcająco.

Po pierwsze, wszędzie, ale nie tutaj.
Stary hangar pod Stark Tower zdawał się nadawać idealnie do przeprowadzenia eksperymentu doświadczalnego z wybuchową czaszką Ellis Carter. Jeżeli dojdzie do eksplozji, nic nie runie. Sześć metrów warstwy litego, wzmocnionego betonu powinno powstrzymać ludzką formę pasu Szahida, jakim określała Kapitana Amerykę Na Urlopie, odkąd tylko następnego dnia przystąpili do montowania sprzętu. Musieli własnoręcznie stworzyć warunki, dzięki którym pomiary nie zwariują, a pędzące w maszynie cząsteczki nie zmienią tkanki organicznej w prawdziwą papkę bez uruchomienia zapalnika.
Po drugie, tylko ja mam wgląd w plany urządzenia.
Broniła dostępu do tworzyw Starka, jak niepodległości. Sama domontowała brakujące elementy i sama wprowadzała odpowiednie kody do oprogramowania daleko od świadków narodzin nowej ery dla zderzaczy. Jajogłowi w CERNie zbaranieją i zzielenieją z zazdrości. Niemal widziała, jak wymachuje im przed nosem Noblem.
Po trzecie, ona nie będzie chodzić sama.
Nie godziła się na opuszczanie hangaru przez Ellis ani Fitz-Simmons, dopóki nie skończą dzisiejszej sesji. Bobbi miała odpowiadać za porządek.
- Jak to jest, że nie ma nic przeciwko akurat tobie? - zapytał Leopold, wpisując nowe sekwencje, które przesłała mu przez wewnętrzną sieć Stark Industries. Męczył się z nimi od dziesięciu minut, ale im dłużej je studiował, tym bardziej przekonany był, że mógł znosić humorki Tommy, dopóki wyciągał z tego prawdziwą korzyść.
Blondynka siedziała przy kwadratowym stole na rozkładanym krześle, popijając ciepłą herbatę z cynamonem i imbirem. Przekładając figurę czarnego konia na kolejne pole na szachownicy, trąciła niechcący puste siedzenie po swojej lewej butem, gdy przekładała pod blatem nogi.
- Jesteś zazdrosny? - Bobbi uśmiechnęła się rozbawiona do Fitza, który machnął ręką, nie chcąc już wiedzieć. Wolał wrócić do rozpracowywania hakerskich kodów, podczas gdy Morse spojrzała ciepło na siedzącą naprzeciwko Ellis, krzywiąc jednak odrobinę, kiedy musiała zabrać powaloną wieżę przeciwnika. - Szach.
- Muszę jednak przyznać... - Jemma pojawiła się znikąd dzierżąc szeroki tablet opatrzony logiem SI. - ...nie wpadłabym na pomysł takiego stymulowania mózgu, zanim rozpoczniemy zabieg. To genialne w swojej prostocie. I bardziej zajmujące, niż kolorowanie mandali. - brzmiała przy tym na pozytywnie zaskoczoną, że Stark zasugerowała coś więcej w kwestii ich sprawy, aniżeli zwyczajne "odwalcie się, dajcie mi pracować" - choć wyglądało to na nieco lżejsze ujęcie tej sprawy.
- Może i wydaje się zirytowana, ale tak naprawdę zainteresowaliście ją tym bardziej, niż myślicie.
Simmons posłała jej pytające spojrzenie, bez krępacji zajmując wolne miejsce przy stole. Prawie jak za dawnych czasów, kiedy wszyscy pracowali dla jednej organizacji, a ich jedynym celem była ochrona świata przez powrotem nazistów.
- Siedziała całą noc nad waszą teczką. - wyjaśniła i zamoczyła usta w napoju. Oblizała koniuszkiem języka czerwone usta, potraktowane ochronną pomadką. - Chyba tylko raz zrobiła sobie przerwę. Cokolwiek tam stworzyliście, pochłonęło ją doszczętnie. Nie mogłam jej namówić, aby wróciła wcześniej spać z warsztatu. Rada na dzisiaj? Nie zbliżajcie się, dopóki nie skończy pić kawy.
Dopiero nadchodziło południe.
- Byłaś tu wczoraj?
- Och, jestem tu cały czas.
- I nie wykopała cię tak po prostu?
- Niby dlaczego?
- Bo jesteś z S.H.I.E.L.D.
Bobbi uśmiechnęła się tajemniczo i skontrowała kolejny ruch milczącej Carter. Przestawiła laufera, strącając jednego z ostatnich białych pionków. Odstawiła ofiarę na swój stosik
- Mam taką zasadę, że nie wnoszę pracy do związków. - i zakrywszy kubkiem usta, spojrzała na swoją przeciwniczkę, a głównego szczura doświadczalnego dzisiejszych zabaw szalonych naukowców. - Szach mat, Ellis.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-11-18, 22:35   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nie spóźniła się.
Dostała inne, zastępcze mieszkanie w jednej z nowojorskich kamienic. Tym razem nie potrzebowała zasłaniać się wymówkami dotyczącymi przeprowadzania seniorów przez jezdnię, ani zdejmowania kotów z drzew. Nie musiała nawet kłopotać się z zejściem do jednej z lepszych kawiarni, serwujących kawę z bitą śmietaną. Odebrała napój przy drzwiach, po usłyszeniu dzwonka, kiedy to starowinka o siwych włosach wręczyła jej skromną nagrodę, za pomoc przy wniesieniu mebli poprzedniego wieczora. Ponoć męża straciła już dawno, dzieci były zapracowane, a jedynie wnuczka wpadała co i raz, chociaż uchodziła za kobietę dosyć zapracowaną.
Za to jaką mądrą. Yale, a później Cambridge
Posłuchałaby do końca, wiedząc podświadomie, że znalezienie kogoś do rozmowy, będąc w podeszłym wieku było niekiedy utrapieniem, ze względu na zabieganie reszty pokolenia, jednak obowiązki wzywały, na co babcia odpowiedziała jedynie uprzejmym uśmiechem i życzeniem miłego dnia. Następne godziny pokażą, na ile będą one trafne.
W hangarze nie była zdaje się nigdy, chociaż przestrzeń wydawała się znajoma, podobnie jak drzwi, które przekraczała wraz z obstawą mózgowców. Dopiero wtedy poczuła się, jakby rzeczywiście brała udział w poważnym projekcie, nadzorowanym przez tylko kilka wtajemniczonych osób.
W tym jedną, o niebieskim - albo szarym, nie potrafiła tego dokładnie określić - spojrzeniu, w koszulce, przypominającej dokładnie taką samą, którą podesłała Tommy w zamian za zajęcie się zgniecioną repliką czerwonej fury Coulsona. Kapibara zdawała się uśmiechać w jej stronę pobłażliwie, trzymając w łapkach ten sam, nieodzowny instrument. Saksofon. Coś tu nie grało… i nie chodziło bynajmniej o pozłacane narzędzie kapibary, ani fakt, iż w brutalny sposób została rozciągnięta na atrybutach agentki tak , że powinny zostać oddzielnie sądzone za okrucieństwo wobec gatunku niezagrożonego. Sprawiedliwość dla gryzoni! Dziwiła się niesłychanie, że podczas nieznacznego pochylenia do przodu materiał nie puścił w szwach.
Ją samą poniekąd frapowała kwestia, poruszona przez Fitza (i nie tylko o jedną kwestię jej chodziło), ale zachowywała taką samą, neutralną powagę, przyglądając się figurom, ustawionym na szachownicy. Czasami grała w podobny sposób z Leopoldem, przy czym tylko raz udało jej się ograć geniusza. Najpewniej dał jej wtedy fory.
Zaczęła nawet w pokrętny sposób analizować te przypadkowe zahaczenie nogą o puste krzesło.
Niepotrzebnie się rozpraszała. Udało jej się załatwić kilka figur, łącznie z wieżą, kiedy to z wyciągniętymi nogami, odzianymi w oliwkowe bojówki, skrzyżowanymi w kostkach powróciła spojrzeniem na planszę, przez ułamek sekundy zaledwie patrząc na siedząca naprzeciw blondynkę. Kapibara trzymała się dalej swojego jestestwa, jak tonący brzytwy.
Nie pamiętała już w jaki sposób Stark okazywała zainteresowanie. Przedmiotem, tematem, osobą. Nie, to ostatnie pozostawało dla niej jeszcze większą zagadką. Szczególnie wtedy, gdy Barbara Morse odkryła swoje karty, istne asy z rękawa, co wyjaśniałoby poniekąd okrutność wobec niewinnego gryzonia. Była niedomyślna, albo mało spostrzegawcza, gdyż nie spodziewała się, że Tommy mogłaby być w ten sposób zainteresowana kobietami. Kiedyś chyba... pomyślała o tym, raz. Było głupie.
Szach mat.
Że też zdecydowała się na tak otwarte zwrócenie się do niej po imieniu. Czasami trzeba przegrać bitwę, aby wygrać wojnę. Nie pamiętała już gdzie to słyszała, ale… słyszała.
- Nieźle - przyznała, z tym drobnym, lekko rezerwowym uznaniem, odnośnie umiejętności blondwłosej agentki. Zarówno tych szachowych, jak i…
- Kolorowanie mandali nie jest takie złe - uznała, przekręcając głowę w stronę Simmons, której nawet posłała niewielki, szczery uśmiech. Przynajmniej nie miała wtedy do czynienia z przeciwnikiem, bezczelnie podkreślającym swoje przywileje. Poświeciła więcej pionków, ale dzięki temu dopięła swego i wygrała tę partę. Miały nieco inne sposoby prowadzenia rozgrywki.
Jakby od niechcenia spojrzała na zegarek, widniejący u bransoletki. W nocy odkryła to nowe ulepszenie, wprowadzone przez Fitza, gdy zalecił przetestowanie ukrytego panelu dotykowego, przed tym jak wyszła z bazy.
- Zawsze tyle zwleka? - posłała Bobbi pytające spojrzenie, chcąc brzmieć neutralnie, chociaż najchętniej zerwałaby z niej koszulkę… w tym mniej przyjemnym motywie. Kapibara Louise 2, wręcz błagała o pomoc, uwięziona w potrzasku. Z Tommy mogło być podobnie. Może wcale tego nie chciała i czekała na odpowiednią interwencję oraz stosowne uświadomienie szkodliwości syndromu sztokholmskiego.
Wypatruj znaków.
Zbyt wiele czasu miała to kłopotliwe urządzenie w głowie.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-18, 23:09   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Widać było, że problem natury "pojawiania na czas" również leżał u osoby, która przywiązywała do tego sporą uwagę. Ta wewnętrzna hipokryzja narosła jednak dopiero całkiem niedawno, a mimo to dawała się ludziom we znaki.
Bobbi przytaknęła, wykrzywiając usta w sympatyzującym geście.
- Kiedy jest zajęta, świat dla niej nie istnieje. Pepper mówiła, że już nie widzi różnicy pomiędzy nią, a Tony'm. - stuprocentowe skupienie na jednej rzeczy, żadna przeszkoda nie była w stanie jej zatrzymać. Udowodniła to już wiele razy, najbardziej tego dnia, kiedy cena pokonania wyzwania okazała się zbyt wysoka. Podołała, ale czy warto było szaleć tak? (przez całe życie!) - Jeszcze raz? - skinęła na figury, które poczęła ściągać ze swojej połówki, rozdzielając na białe i czarne, tak jak Ellis. Nikt nie mógł przewidzieć, kiedy Stark opuści swoją pieczarę, więc propozycja kolejnej partyjki wydawała się logicznym ciągiem rzeczy, podczas gdy Jemma z Leopoldem grzebali w swoich dokumentach na tablecie oraz laptopie, czasem tylko wymieniając się spostrzeżeniami odnośnie nowej porcji danych przysłanych z góry.
Czarne dresowe spodnie przylegały do powłóczących przez długi korytarz nóg. Szurała stopami, jak prawdziwe zombie, popijając kawę z jednego kubka, a to dolewając sobie z najprawdziwszego, starego dzbanka z drugiej. Cienie pod oczami oraz przekrwione oczy współgrały z rozwianymi w artystycznym - zaskakująco interesującym - nieładzie na głowie, którego nie miała czasu (ochoty) ogarnąć po opuszczeniu warsztatu. Zdążyła tylko zmienić koszulkę na podobną do tych, jakie zaprojektował sobie ojciec, z dziurą na Arc. Ukrywanie go pod spodem było zbędne w warunkach domowych.
Windą zjechała do podziemi, wydając polecenie J.A.R.V.I.S.owi, aby otworzył kolejne przejścia do hangaru i wprowadził protokół zabezpieczeń, gdy tylko wejdzie do środka. Sztuczna inteligencja brzmiała jak Emily Blunt. Po części z kaprysu, a po części dlatego, że lubiła brytyjski akcent; nigdy o tym nie powiedziała Jemmie.
Ciężkie drzwi otworzyły się od wewnątrz, zwracając uwagę zebranych, którzy nie takiego widoku oczekiwali po młodym umyśle ścisłym. A na pewno nie braku butów czy choćby kapci. Od czasu powrotu władzy, lubiła czuć podłoże pod stopami, jakby bała się, że któregoś dnia ta funkcja znowu przepadnie.
- Spóźniłaś się, Tommy. - oznajmiła Jemma, przekładając z ręki do ręki czarnego gońca. Tym razem Carter prowadziła w partyjce.
Tommy głośno pociamkała, wypiwszy do dna kolejny kubek. Był malutki. Miniaturka. Taki na 125 mililitrów, więc zdradziecki, w dodatku ze znakiem ostrzegającym BIOHAZARD. Wlewała w siebie już n-ty raz czarną, nie mogąc rozbudzić dostatecznie ociężałego, zmęczonego całonocnym wytężaniem umysłu.
- Możemy już zaczynać? - Fitz był bardziej niż podekscytowany, lecz widząc stan Stark, która zatrzymała się przy stole, gdzie toczono pojedynek szachowy, odczuł poważny zawód. Ona miała zastąpić Tony'ego? W porządku, przyczyniła się do skoku obrotów - ale nadal? Co stało się z tą dziewczyną, którą znał?
Umarła.
- Dzień dobry. - tylko na nią mogła liczyć. Tylko na Bobbi, która czule pogłaskała ramię Tommy, nim ta odstawiła dzban na szachownicę, brutalnie kończąc żywot górującej armii Carter. Szach mat, Stark wchodzi do gry.
Pociągnęła nosem, czując, jak zmęczenie przeistacza się w przeziębienie albo wypalenie i przelała odrobinę kofeiny do kubeczka.
- Jak się czujesz? - zachrypnięty głos z rana, jak śmietana. - Wyspana? - pytanie do publiczności po jej lewej. Przekrwiony wzrok skierowała ku Ellis w sposób jaki kamera monitoringowa śledziła ruchy przemieszczających się punktów i pomimo przenikliwego charakteru tego gestu, wcale wiele sobie nie pomyślała. Ot, wzięła kubek i znowu się napiła.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-11-19, 00:38   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nie tylko ona była przekonana o przewadze, jaką zyskiwały geny Starka seniora, względem zapracowanej ostatnio córki. Osobiście słyszała od niego kilka razy na temat zarywania nocek, a i upartym kontynuowaniu prac przy wsparciu rzeszy puszek z energetykami, jak również stosowania innych chwytów, naładowanych kofeiną, powstrzymujących ciało przed opadnięciem z sił. Osobiście kawę piła bardziej do smaku, a żeby zadziałała w pożądany sposób chyba musieliby jej podawać w kroplówce.
Skinęła krótko głową. Przynajmniej nie będą siedzieć w ciszy i jedynie mierzyć się wzrokiem, co i tak wydawało się uskuteczniane z jej strony.
Też zaczynała widzieć tych różnic coraz mniej.
Przekonała się o tym kilka chwil później, dostrzegając niemrawo podążającą ku nim dziewczynę. Znowu te blado-niebieskie światło, działające dziwnie kojąco za każdym razem gdy na nie spoglądała. Podniosła wzrok znad planszy. Rozplątała również skrzyżowane wcześniej nogi, tupiąc cicho podeszwami sznurowanych buciorów o hangarową podłogę. Założone ramiona rozluźniły się nieznacznie. Musiała nie spać całą noc. Zastosowanie się do wcześniejszych rad Bobbi nie miało sensu, kiedy to Tommy pojawiła się w pobliżu, razem z bezceremonialnym gestem burzenia szachownicowej rozgrywki. Powiodła wzrokiem aż do królowej, powalonej nagle przez ingerencję młodego naukowca. Nawet względem arystokracji nie było litości.
Z pewną dozą ukrywanego zaskoczenia, przy którym nie mogła powstrzymać niewielkiej dawki troski, odkryła, że słowa Stark odnoszą się do niej. Spojrzała jeszcze przez moment na blondynkę w koszulce z kapibarą, nie dłużej niż mrugnięcie oka.
- W porządku, tak myślę - przekazała, prostując się na krześle, na którym wcześniej utrzymywała lekko zsuniętą pozycję.
- Za to ty wyglądasz… - powstrzymała w ostatniej chwili gest machnięcia przed własną twarzą. Zbyt wiele czasu przebywała w towarzystwie Fitza, teraz zerkającego przelotnie na scenę przy stoliku. - Bobbi wspomniała, że siedziałaś przy dokumentacji.
Potrzebowała zdaje się jakiegoś zapewnienia, że wybitny naukowiec nie opadnie z sił w trakcie zabiegu, popełniając tym samym istny błąd kardynalny. A kardynał i tak miałby to głęboko w skromnym interesie. Nie do końca rozchodziło się jedynie o potencjalne błędy.
- Możemy jeszcze poczekać, zanim przejdziemy do właściwej części - Jemma była zbyt wyrozumiała.
Nagle zaczęło jej przeszkadzać towarzystwo wszystkich zebranych. Bała się zostać z nią sam na sam w jednym pomieszczeniu? Przecież nie tak dawno niosła ją na własnych ramionach, umożliwiając wyrwanie się z podziemnej bazy. Nie znała jej myśli, nie mogła niczego przypuszczać tak po prostu. Wydawała się nieco inna również od tamtej Stark, przemierzającej przestrzenie na wózku.
Powoli sięgnęła po figurę królowej i ponownie ustawiła ją na planszy, przodem do niewzruszonego dzbanka, pełnego kofeinowej zawartości.
Na jakiej zasadzie miała właściwie działać ta maszyna? Coś jak przekaźnik? Czy może zwyczajne komendy, zaszyfrowane w języku mózgowców od programów operacyjnych i pisanych komend?
Cokolwiek mogłaby zobaczyć wśród tego natłoku myśli, nie będzie przywiązywać do większej wagi.
Zmęczenie zdradzało ją samo, a i zdaje się dziewczyna nie próbowała tego ukryć.
- Jakieś uwagi dodatkowe? – dopytała jeszcze łagodnie, przesuwając powoli pionka obok tego drugiego. Już mu raźniej. - Wypiłam na śniadanie kawę z bitą śmietaną.
Oby nie prowadziło to do uzyskania ewentualnych efektów niepożądanych
- Powinnaś przeżyć - tym razem Fitz zabrał głos ze swojego stanowiska. Czy on właśnie zażartował? - O ile transfer między urządzeniem, a twoim przekaźnikiem nie zostanie zachwiany.
Czyt. twój los spoczywa w naszych rękach? Nie, żeby miała inne warianty wyjściowe.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-19, 12:22   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Ten moment zawahania nie umknął brunetce, co tak kątem oka znad kubka spojrzała ostrzegawczo, wyczekując końcówki. Nic z tego. Rozczarowała ją; nawet bardziej niż zwietrzała kawa, która jednak pozostała jedynym źródłem energii przyswajalnej - kiepsko, bo kiepsko, ale wszystkie Monstery, Rockstary czy nawet beznadziejne Las Vegas i Red Bull przepadły w tajemniczych okolicznościach, o jakie oskarżała kobietę siedzącą po jej prawej. Odkąd przyłapała Stark na łykaniu nitrogliceryny, kofeina stała się słaba, a wspomagacze zniknęły. Dobrze było mieć kogoś, kto pilnował, aby i tak zmasakrowana pikawa nie uświadczyła drugiego wyłamania z gry.
Tak czy inaczej, zaklaskałaby.
Dla Fitza - bo poczucie humoru z rana miał, którego biolożka na trzecim krzesełku nie podzielała. Świat dzisiaj zwariował.
- Nie słuchaj go - zwróciła się do Ellis, wykładając tablet na dostępnym kawałku blatu, którego nie okupowały poległe figury. - Nic ci się nie stanie, jestem o tym przekonana.
- No to jesteś jedyna... - burknęła cicho w kubek, odchodząc od zbiegowiska, krótko kładąc dłoń na ramieniu uśmiechniętej Morse. W duchu musiała przyznać, że brakowało jej towarzystwa w warsztacie; zwłaszcza wtedy, gdy natłok myśli rozsadzał czaszkę na tyle, iż prawie wywróciła stół do góry nogami, bo nie mogła dojść do bezpiecznego rozwiązania. Jak zderzyć cząsteczki w obrębie mózgu, aby nie zrobić z niego kiślu? Zadawała sobie to pytanie, podobnie jak Fitz przy laptopie. Wszystkie kody zostały wprowadzone, więc nie pozostało nic innego do zrobienia, oprócz podjęcia pierwszej próby.
Bosymi stopami weszła na niewielki podest, przypominający stanowisko Starka, na którym testował kompatybilność każdej zbroi. Przepłukała usta małą czarną, podumała nad wcięciami metali, które czuła pod palcami i rzuciła komendę w przestrzeń.
Emily Blunt zawitała między ścianami hangaru, jako homanoidalny hologram w najprostszym wydaniu nie miał nawet twarzy, a sięgał niewiele ponad głowę Tommy.
- J.A.R.V.I.S., będziemy zaraz odpalać. Przygotuj wszystko.
Cybernetyczna istota przytaknęła zgodnie, stając na baczność i zaczynając przetwarzać sprowadzone dane, które jak potok przesuwały się od góry do dołu po jego figurze.
- No dobra, słuchajcie - tak bardzo nie miała ochoty na te wszystkie przemowy. - Według moich siermiężnych obliczeń, istnieje dziewięćdziesiąt procent szans na powodzenie...
- Jesteśmy w domu. - wtrąciła Jemma.
- ...i dziesięć, że usmażymy dzisiaj cudzy mózg żywcem. Statystycznie, nie powinno nic się wydarzyć, ale jeśli tak, będziecie mogli wpisać do pamiętniczka wieczorem wrażenia z nietypowego widoku eksplodującej głowy. Tak czy inaczej, będzie fajnie. - wcale nie chciała przestraszyć Carter, na którą spojrzała z podestu, robiąc kubkiem małe kółka w powietrzu. - Chodź tutaj. - skinęła i tupnęła paliczkami stóp o zimny metal obok siebie. - No dalej, nie mamy całego dnia - nieważne, że pojawiła się w południe. - Łatwiej mi będzie wytłumaczyć ten przebieg, jak już tutaj staniesz. J.A.R.V.I.S. zrobi dodatkowe pomiary i po sprawie.
Leopold przeczuwał jakieś nowinki w ich planie, odkąd począł rozszyfrowywać przesyłane kody. Założył ręce kurczowo i z nietęgą miną obrócił się na krześle.
- Dodatkowe pomiary?
- Mhm.
- Przecież wszystko zostało już zaprojektowane w prototypie. - Simmons szybko podłapała znajomy ton niepokoju Fitza. - O co w tym chodzi?
Zapowiadało się długie intro, na które naprawdę nie miała już sił po całej nocy grzebania w obwodach i programowania. Wypuściła ciężko powietrze, potarła palcami prawe oko, bo swędziało nieprzyjemnie.
- O ten tramwaj, co nie chodzi. - dyplomatyczna odpowiedź. Prawie. - Mieliście martwe pole w starym projekcie, więc go przerobiłam. - tak po prostu. Dostała własne przyzwolenie, nic więcej nie potrzebowała do tego. - Z tamtymi danymi, zrobienie Carter wody z mózgu wynosiło siedemdziesiąt procent. Moje zaplecze zmniejszyło ryzyko, ale nie można go wyeliminować, ale hej - wzruszyła ramionami - dzięki Tommy, że pilnujesz, aby nikt więcej nie umarł z powodu zdarzeń prawdopodobieństwa. Och, nie ma sprawy! Taka tam tylko cała noc w plecy i bolące gałki oczne. Drobiazg.
- Tom. - w głosie blondynki usłyszała przyganę. Skrytą, ale była tam, zwłaszcza w tym powolnym pokręceniu głową z dezaprobatą.
Wywróciła oczami, unosząc dłonie w geście poddania.
- Okay, I admit it. I'm a piping hot mess. - Pepper już to raz usłyszała. Dobrze, że była poza Stark Tower i nigdy nie schodziła do podziemi. - Zdenerwowaliście mnie. - założyła ręce, wykrzywiając usta to w prawo, to w lewo, niechętnie przyznając między wierszami, że te dziesięć procent ciążyło jej na mechanicznym sercu.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-11-19, 14:14   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Z tego wszystkiego zapomniała sprowokować JARVIS'a do wypowiedzenia jednego z zaprogramowanych żartów. Chociaż, równie dobrze sam mógł się ich uczyć. Poprawka, raczej mogła. Nie słyszała już tamtego głosu, przypominającego lokaja, a bardziej kobiecy, brytyjski akcent, prawie jak w wydaniu babci Peggy. Ona postawiłaby na nogi S.H.I.E.L.D. w mgnieniu oka, nawet po drastycznych krokach, podjętych przez Hydrę. Powinna ją odwiedzić, jak już przeżyje pierwszą fazę eksperymentu. Znowu to samo. Może jednak do tego była przeznaczona, skoro przez podobną ingerencję przyszła na świat. Dzieciak z probówki, wiecznie dźgany igłami i poddawany testom, na kształt ludzkiego prototypu lepszej rasy. Nie narzekałaby na prowadzenie przeciętnego życia nowojorskiego obywatela.
Optymizm Jemmy podnosił na duchu, nawet jeśli nie można było wykluczyć tych niewielkich procentów niepowodzenia.
A co jeśli ktoś nie ma pamiętniczka?
Ściągnęła usta, ukrywając zręcznie cisnące się rozbawienie, które nie powinno mieć miejsca w tak poważnych okolicznościach. Co jeśli zostałaby nagle oblana dzbankiem gorzkiej kawy? Szkoda napoju.
Przelotnie zerknęła jeszcze na białe, szachowe figury, zanim dźwignęła się z krzesła, co by dołączyć do niecierpliwego naukowca. Za nic nie wiedziała, co się mogło kryć pod hasłem dodatkowych pomiarów, mimo to nie oponowała, pozwalając na cokolwiek tylko było potrzebne przy zwiększeniu skuteczności drużyny rasowych nerdów.
Zerknęła krótko na Simmons, gdy ta się odezwała, równie prędko wracając do przyglądania się sztucznej inteligencji. Nie miała wcześniej do czynienia z podobnym rodzajem hologramu, przez co musiała powstrzymać gest wyciągnięcia ręki i zamachania nią w powietrzu, przez świetlistą postać.
Słuchała przy tym słów Tommy, wypowiadanych porannym, zachrypniętym tonem, chociaż była już prawie dwunasta w południe. Szczegóły. Południe było południem, bo ktoś tak wcześniej zarządził. Nie dla wszystkich musiało być tym samym. Ściągnęła przez chwilę brwi.
Szybkie rozrysowanie prawdopodobieństwa - przy wsparciu technologii Fitz-Simmons, głowa pękłaby jej w trzydziestu scenariuszach na sto możliwych. Po podrasowaniu w stylu Starków, w dziesięciu na sto możliwych. Stanowiło to już poważną różnicę. Nie roztrząsała tego, na jakich zasadach zadziałałaby wspomniana wczoraj specjalistka z dwoma doktoratami. Nawet jeśli była specjalistką, nadal pozostawała obca, a jeśli już miałaby się pożegnać z mózgiem, wolała, aby nadzorował to ktoś zaufany. Tommy, Leopold, Jemma… Bobbi również mogłaby zaufać, chociaż część osobowości wcale nie była do tego przekonana. Zwłaszcza, po widoku zaserwowanym przy okazji szachowej potyczki.
- To dla wszystkich jest wciąż świeży temat - wtrąciła, korzystając z przerwy między słowami Mini Starka. Obróciła się po części w jej stronę.
- Z resztą, nadal to dziewięćdziesiąt procent powodzenia… zawsze mogłabym się obudzić martwa w przestrzeni kosmicznej.
Dziwaczne żarty musiały jej się wyostrzyć w towarzystwie Romanoff i po przejściu przez kolejne fazy terapii z doktor Stewart. Bo zawsze mogłoby być gorzej, więc nie narzekaj. Wzruszyła nieznacznie ramionami w tej marnej namiastce humoru, na co wpływ musiała mieć osłodzona cukrem trzcinowym kawa z mlekiem i bitą śmietaną. Gdyby rozchodziło się o jej ostatnią wieczerzę w takim wydaniu… nie mogła narzekać.
- Postaram się zapanować nad wybuchającymi skłonnościami od wewnątrz… jeśli obiecasz, że później odpoczniesz.
Posłała jeszcze wyczekujące spojrzenie Stark, zanim przyszło jej dostosowanie się do kolejnych poleceń.
- Dodatkowo istnieje prawdopodobieństwo, że serum może reagować na urządzenie, zarówno te Hydry, jak i podrasowaną przez Tommy maszynę - Fitz wtrącił jeszcze trochę naukowej teorii. - Przez ten czas organizm mógł uznać „pluskwę” za integralną część organizmu… oby ryzyko mieściło się w tych dziesięciu procentach niepowodzenia.
To już brzmiało nieco mniej optymistycznie, przy czym wyłapała lekko zaniepokojone spojrzenie Jemmy. To nic takiego. Lepszych naukowców na ich miejsce nie mogłaby znaleźć.
- Nie ma co zwlekać. Niczego się nie dowiemy, jeśli nie spróbujemy.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-11-19, 15:19   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Na pewno nie takich żądań spodziewała się po Kapitanie Ameryce. Właściwie żadnych nie oczekiwała, a tymczasem paradująca bomba z tykającym pasożytem w mózgu postanowiła stawiać roszczenia, których brunetka nie potraktowała poważnie; nawet w dobrej wierze.
Obrzuciła Ellis wątpliwym spojrzeniem, pogrywając na nosie głośnym, groteskowym siorbnięciem resztek kawy w kubeczku, wysłuchując tego, co miał do powiedzenia Fitz. Nie spuszczała z niej krytycznego oka, jakby chciała zapytać, kim do cholery była, aby dyktować warunki.
- Sama cię wystrzelę w kosmos.
Przemyciła gdzieś pomiędzy "integralną częścią", a "ryzykiem", co miało stanowić wystarczające ostrzeżenie. Pójdzie spać, kiedy zechce (a chciała już teraz). Od nadmiaru kofeiny zrobiła się drażliwa, gubiąc gdzieś to przyjemniejsze poczucie humoru na rzecz sarkastycznych, opryskliwych odzywek, w których tylko ona odnajdowała ukojenie dla nerwów. Lepsze to od ciągłego przeklinania, jak szewc; a ten bez butów chodził. Blisko.
- W takim razie rozbieraj się. - rzuciła, wsuwając wolną dłoń do kieszeni dresów. - Do bielizny. Twój ubiór będzie przeszkadzał. - od tego zależało powodzenie molekularnego skanu, ale bardziej zależało jej na tym, aby powiedzieć coś tak nieprzyzwoitego głośno i wyraźnie. Pozostawiła J.A.R.V.I.S.a za sobą w towarzystwie Carter, stąpając po obniżeniu podestu w kierunku Fitza, który wymieniał zagubione spojrzenia z Jemmą, w duchu na bank zastanawiając, dlaczego, u diabła, musiał pracować z kimś takim, jak Tommy Stark.
Bo miała środki, technologię i mózg. Tego nie mógł jej odmówić.
- Jedną z modyfikacji jest czytnik gęstości - nie próżnowała w działaniach. - Choćby Hydra próbowała, nigdy nie zrobią czipu z ludzkiej tkanki lub o podobnej strukturze. Fizycznie, jest to niemożliwe, więc albo mają nas za idiotów albo opracowali coś innego, co zadziała, jak zapalnik. - ciągnęła swój wykład w miarę pokonywania kolejnych metrów, aż zatrzymała się za Fitzem i palcem wskazała na ekranie jedną z sekwencji kodu. - Przyjmujemy mniej optymistyczną oraz prawdziwą wersję, choć nadal są gorsi ode mnie. - oczywiście. - Widzisz to?
Leopold oparł łokcie o blat wąskiego stołu, prawie wchodząc nosem w ekran, gdy śledził kolejne ciągi.
- Przecież to... robak?
- Wolę nazywać go pasożytem. Brzmi ładniej, ale tak. To komputerowy wirus.
Jemma spojrzała na Bobbi, która bezradnie rozłożyła ręce, nie mając zielonego pojęcia o tym, co mówiła Tommy.
- Chcesz wprowadzić nieistniejący namacalnie kod do czipu, aby... - potrzebował chwili. Wyprostował się w krześle, uniósł dłonie. Potarł palce o siebie, marszcząc mocno brwi. Odpowiedź była blisko, miała jakieś powiązanie z... - ... Aby uwidocznić czip w trakcie zderzania?
- Grałeś kiedyś w bingo?
- Czy wyglądam na takiego, co gra w bingo?
Stark wzruszyła ramionami, potakując nieznacznie, nie zauważając nagłego ożywienia Simmons, która znalazła się przed podestem, przyglądając J.A.R.V.I.S.owi przy pracy.
- Izolujesz uszkodzenia. Narzucasz cząsteczkom kierunek ruchu przy tkankach organicznych przez komputerowego wirusa, którym chcesz zhakować czip. - czuła się teraz jak oświecona albo ktoś na poziomie samego Darwina i Einsteina. - To genialne!
- Prawie. - westchnęła, odstawiając kubek z cichym stukotem na blat. - Najlepszy pisarz sci-fi nie wpadłby na coś takiego - musiała podkreślić swoją wyższość nad wszystkimi, lecz to charakterystyczne zmierzwienie włosów z tyłu wnosiło kompletnie przeciwne wrażenie. - Problem tkwi w integracji. Nawet po uwidocznieniu czipu, pozostaje te dziesięć procent. Zderzacz, który zrobiliśmy, ma wadę nie do przeskoczenia, bo fizyka rządzi się swoimi prawami. - przynajmniej ona nie potrafiła tego obejść, a to rokowało kiepskiemu podejściu do sprawy. Zerknęła na Carter, zawieszając krótko wzrok na ubraniach leżących pod nogami. - Wystarczy drobny, niekontrolowany przeskok kwantu i płat mózgowy może zacząć się palić. - na początku chciała to mieć jak najszybciej z głowy, ale teraz, gdy pierwszy raz wygłosiła tezę, którą zmagazynowała we własnych szufladkach puszki mózgowej, nie mogła odmówić grozy czającej się za tymi słowami. Złagodniała. Jej spojrzenie, jakkolwiek niewyspane, na moment wyglądało na obudzone, szeroko otwarte w przestrzeni. - Powiedziałam dziesięć procent, mając na myśli cały przebieg. Na etapie, kiedy już wprowadzę pasożyta i uwidocznię dla fal, ryzyko rośnie o pięć procent na każde dziesięć sekund, a to oznacza...
- Że po trzech minutach i trzydziestu trzech sekundach będziesz przypominać żywy grill, jeżeli prawdopodobieństwo nie zrobi tego wcześniej przy minucie dwadzieścia w zaokrągleniu. - dokończył myśl Tommy i przyłożył drżącą dłoń do trzydniowego zarostu pod nosem. Ich pomysł mógł pozbawić życia jedyną osobę, na której im szczerze zależało i która mogła zatrzymać Hydrę przed czymkolwiek planowali w drodze po władzę nad światem.
Jemma wypuściła ciężko powietrze i złapała się za przedramię, czując jak ten optymizm znika zmiażdżony buciorem ciężkiego realizmu oraz naukowych faktów; nie brali jeńców.
- Nie lubię tego mówić, ale... nic innego na razie nie mogę zrobić. - nie sama, choć przy wytężonej pracy umysłów ich trójki i tak osiągnęli wiele. - Powinnaś nad tym się zastanowić jeszcze raz, Carter. - to dlaczego kazała jej się rozebrać? Dla własnej przyjemności i podręczenia patriotki. - W ciągu minuty mogę najwyżej przestroić twojego zwierzaczka albo zgarnąć trochę informacji. Tylko przy spieczonych zwojach, nawet serum ci nie pomoże.
- A co z Sophie?
Cisza.
Bobbi.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 6