Poprzedni temat «» Następny temat
You could be a hero...
Autor Wiadomość
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-01, 20:32   You could be a hero...
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


– The B.R.O.K.E.N. SHIELD –
Stark Tower Lab, godziny popołudniowe, sobota


Ukryj: 


- Wiesz, normalny ojciec zabrałby mnie na zakupy, do parku na spacer czy nawet na głupia paradę tańczacych wiewiórek. – wyliczała znad niebieskich kartek, pełnych misternych zapisków oraz schematów, kręcac raz po raz białym długopisem na kciuku ze znużona mina, gdy przygrywajacy w tle kawałek AC/DC dobiegł końca. Tkwili tu już od trzech dni, a postępy ich pracy były bardziej marne niż udane.
- Jak dobrze zatem, że nie jestem normalny – mruknał z charakterystyczna już w każdej jego wypowiedzi nuta arogancji i wyższości, odkładajac na bok palnik laserowy – a chipmunki już dawno odeszły do lamusa. Proponuję zmianę idolów, Toms. – pokręcił dłonia w powietrzu dla akcentu i ściagnał z twarzy ochronna maskę, jaka można znaleźć w każdym przeciętnym domostwie spawacza-amatora. – Koniec obijania, twoja kolej.
Dziewczyna wywróciła oczami, niechętnie odrzucajac na plany długopis, który potoczył się swoim torem, zatrzymujac przed czarny kubkiem z wystygła już kawa. Zarzuciła długie włosy do tyłu dwa razy, ociężałym i bardzo mozolnym krokiem obchodzac biurko. Ściagnęła z lewego nadgarstka cienka frotkę, której użyła do luźnego zwiazania kudłów.
- Mówiłam, abyś tak mnie nie nazywał – odparła z nieprzyjemnym spojrzeniem, odbierajac trochę brutalnie maskę z rak Tony’ego, który uniósł dłonie, jak bandzior. – A to wykorzystywanie nieletnich.
- Nie jesteś nieletnia – zauważył, wskazujac palcem na rękawice ochronne, widzac, jak Tommy poszukuje ich w obrębie stołu warsztatowego. - Masz dwadzieścia jeden lat.
Zatrzymała się przed szarawym, miejscami przypalonym blatem, zaciskajac mocno szczękę. To miał być kolejny dzień, w którym da w kość Starkowi za wszystko, co ja spotkało. Nie była najwdzięczniejszym człowiekiem, wprost przeciwnie – odkad prawda wyszła na jaw, gardziła bilionerem jeszcze bardziej, nie kryjac swojej niechęci przed innymi.
- Dwadzieścia trzy – poprawiła go, odwracajac z przesyconym jadem uśmiechem – Ale spoko, Tony. Nieinteresujacy się ojciec przez większość czasu może zgubić gdzieś te wszystkie lata, choć Pepper jest już eony świetlne przed toba.– i poklepała go po ramieniu dwa razy, nim założyła hełm na głowę, a potem chwyciła za pierwsza rękawiczkę.
- Tommy – protekcjonalny ton – dobrze wiesz, że…
Pager wydał z siebie głośne piknięcie, a po chwili w pomieszczeniu wybrzmiał głos Jarvisa:
- Panie Stark, zgłoszono napad na placówkę Stark Industries w Nowym Orleanie.
Znowu to samo…
- Co tak stoisz? – zmierzyła Tony’ego wzrokiem, gdy zauważyła ewidentne wahanie w postawie ojca. Zupełnie tak, jakby stawiał jej samopoczucie oraz ich relację na poziomie co najmniej tego głupiego zdarzenia, którym mogli zajać się lokalni Avengersi. Nie, Jarvis, ta głupia pucha bez mózgu, nazywana sztuczna inteligencja, musiała to przekazać właścicielowi jednego z najbardziej wpływowych koncernów technicznych na świecie.
Stark zwinał dłonie w piastki i rozluźnił je, wodzac wzrokiem po pomieszczeniu, skad wystarczyło wyjść drzwiami na lewo, aby trafić do zbrojowni czy, jak to ładnie określał Tony, „garderoby”.
- Idź być bohaterem gdzie indziej. Tam cię potrzebuja bardziej. – bo ona poradzi sobie bez niego świetnie, robiła to przez dwadzieścia jeden lat i czterdzieści dziewięć dni bez przerwy. Opuściła maskę na twarz, odwróciwszy na pięcie i chwyciła za palnik, liczac, że w ten dobitny sposób wreszcie pozbędzie się jego towarzystwa. Wszystko przez głupie „Toms”.
- Nie wiem, o której wrócę…
- Tak, tak, wiem, wiem, nie wysadź warsztatu, jedzenie jest w lodówce, żadnych chłopaków w domu po północy – sprawdziła końcówkę narzędzia z dwóch stron dokładnie – Zamów sobie potem chińszczyznę, dzisiaj wychodzę.
- Wychodzisz? Ale…
- Panie Stark.
Powietrze od zawsze – półtora roku - było dookoła nich ciężkie, choć stopniowo zyskiwało trochę lżejszego tonu. Teraz przynajmniej rozmawiali, ale jeszcze na samym poczatku, Tommy nie chciała go znać. Szukała całe życie prawdziwych rodziców tylko po to, aby dowiedzieć się, że jej ojciec jest dupkiem. Anthony Stark, choć stwarzał pozory prawdziwego skurwysyna, dbajacego jedynie o swój biznes, odkrył w sobie słabość do córki, jakiej wcześniej nie odczuwał względem innego organizmu żywego. Poza Chai Tee – ten kocur zdobywał uwagę wszystkich, choć ona uznawała go za darmozjada. Nawet teraz czaił się w jednym z kartonów z vibranium, które sukcesywnie wszczepiali w „nowe zlecenie”.
- To, ten… Nie wysadź warsztatu.
Skutecznie zignorowała ojca, zasiadajac na regulowanym, obrotowym krześle przed stanowiskiem pracowniczym, przypominajacym teraz te z tych wszystkich filmów science-fiction przez unoszace się w powietrzu hologramy blueprints starej tarczy Rogersa, na których bazowali.
Czerwonawa wiazka wystrzeliła z długopisowej końcówki narzędzia, trzymanego w dłoni Tommy i jeszcze zanim Stark opuścił pomieszczenie z kolejna porażka na koncie, rzuciła w powietrze:
- Jarvis, T.N.T.
Jeżeli była rzecz, w której choć minimalnie się zgadzali, było to zamiłowanie do ACDC; a dla osób trzecich – nieprzeciętny intelekt, sarkastyczne usposobienie i preferowana samotność, bo tak było łatwiej.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-01, 22:32   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Ukryj: 


09:30

- Łokcie za wysoko
Sapnęła pod nosem, obracajac się w miejscu, aby zgiać nogę w kolanie i przyłożyć z kopniaka żołnierzowi w prawie pełnym rynsztunku. Chociaż cios dosięgnał celu, został równie szybko spacyfikowany przy pomocy solidnego ramienia.
Od dwóch godzin próbowała przewrócić kapitana na ziemię, co było trudniejsze, niż zakładała. Przecież wcale nie ustępowała mu tak bardzo pod względem…
W uszach zadzwoniło nieprzyjemnie, gdy ciężki cios dosięgnał szczęki.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

11:30

Dyszała ciężko przy zimnej podłodze, piwnicznej sali ćwiczebnej, wycierajac wierzchem dłoni saczaca się z nosa, jasnoczerwona substancję. Rogers szybko podparł się rękoma chłodnej nawierzchni, żeby ponownie stanać na dwóch nogach.
- Mogę tak cały dzień.
- Daj sobie spokój. Nie pora już na emeryturę? Ile to już lat… prawie dziewięć-
Tym razem to kostka została zaatakowana z zaskoczenia, co przyczyniło się do upadku na wytarta, odrobiona kroplami krwi, podłogę.

14:51

Gardło drapało nieprzyjemnie, kiedy po zjedzeniu shoramy z kurczakiem poodbijane od wewnatrz gardło dało o sobie znać. Narzuciła na ćwiczebne ubrania luźna bluzę oraz spodnie dresowe, odrobinę naciagajac na głowie czapkę Yankesów. Sięgnęła po wyciagnięta w jej stronę drukowana gazetę, z niezwykle interesujaca, pierwsza strona.

„Nowy rekrut w szeregach Avengers. Steve Rogers szykuje się na zasłużona emeryturę?”


Prychnęła cicho pod nosem. Ściagnęła brwi, kiedy przyuważyła na fotografii sama siebie, zakryta przez stary hełm Rogersa, podczas ostatniej interwencji, zleconej przez S.H.I.E.L.D. Nadal nie miała pojęcia co oznaczaja poszczególne litery. Jedno było pewne, próbowali się wepchnać praktycznie wszędzie, gdziekolwiek pojawiały się wzmianki o nadnaturalnych ludziach badź podobnie nadnaturalnych substancjach. Jedno musiała im przyznać – posiadany przez nich sprzęt, wysyłany do indywidualnych zleceń przewyższał asortyment, którym dysponowała armia Stanów Zjednoczonych. Nie znaczyło, to, że od razu zacznie pałać do nich sympatia. Miała zwyczaj krzyżowania rak ilekroć Nick Fury wchodził Steve’owi na częstotliwość, celem zbadania coraz to nowszych anomalii. Nie pisała się na to. Dlaczego nie mogła po prostu prowadzić normalnego życia, poświęcajac się w całości życiu rodzinnemu? Nie, żeby jakiekolwiek miało miejsce, chociaż Jane Forrester, z która dzieliła mieszkanie, wydawała się kimś więcej niż zwyczajna przyjaciółka. Miała jedna, wyraźna cechę charakterystyczna, która Carter nawet w niej lubiła. Zupełnie nie pojmowała świata, zwiazanego z ludźmi o ponadprzeciętnych zdolnościach.

15:10

Poturbowane przez Rogersa ubranie uwierało coraz bardziej. Istniała inna alternatywa oprócz zgłoszenia się do jednego z najtęższych umysłów na całym świecie? Pewnie tak, ale gdzie indzie mogłaby liczyć na podobna, profesjonalna obsługę? Miała po drodze.
Zgniotła lewa dłonia pusta puszkę po red bullu, powoli zsuwajac ciemne aviatory z nosa. Siniak, widniejacy przy prawej brwi nadal pulsował lekkim bólem. Musiała przyznać, że Kapitan zdecydowanie miał ciężka rękę. Ale tylko na treningach.
Wyrzuciła doszczętnie zgnieciony przedmiot, między krzaki. Dostałaby za to linijka po łapach od nauczyciela.
Language!
Nadal słyszała tę typowa uwagę, gdy na głos podsumowała stan swojego odzienia po sparingu. Tego nie da rady z niej wyplenić.
Wejście do rezydencji tego specyficznego człowieka, Anthony’ego Starka, strzegł w dużej mierze robot, który zdażył zebrać skan jej siatkówki. Mała, podstępna sklejka złomu. Stark ukręciłby jej kark za takie sformułowanie. Czy „Interaktywny lokaj” nie brzmiało lepiej?
Zdażyła niemrawo przesunać wnętrzem dłoni po twarzy, przez co nieznacznie się skrzywiła. Każda sobota wygladała podobnie. Niektóre niosły za soba mniej poprzestawianych szczęk.
Ostrożnie zsunęła z siebie bluzę, wpakowujac ja następnie do niewielkiego plecaka, w ciszy idac w kierunku obleganego przez Tony’ego, miejsca.
Przekręciła głowę na bok, przesuwajac ramieniem po nagim ramieniu, ozdobionym poszarpanymi końcówkami ćwiczebnego stroju. Wypadało doprowadzić to do porzadku przed kolejna, przyjacielska potyczka.
- Stark - charakterystyczny ton potoczył się po pomieszczeniu, kiedy przerzucajac przez odkryty obojczyk, ramiaczko plecaka, przeszła dalej, przepuszczona przez sztuczna inteligencję, która prowokowała dawno temu do układania „zabawnych” określeń. Raz zdarzyło jej się ledwo parsknać, bo Jarvis okazał się mistrzem sucharów. Stand up w wykonaniu tej zrobowaciałej puszki byłby prawdziwa klapa. Chyba, że Ellis akurat miała za soba kilka opróżnionych butelek piwa. Lepiej powiedzieć „kilkanaście”, co dawało i tak marny efekt. Metabolizm nie miał sobie równych, chyba, że porównywano ja do mentora, majacego kłopoty ze zwykłym podchmieleniem.
Przeszła przez kolejna sekcję, schodzac w dół, kiedy dobiegł do niej odgłos AC/DC oraz czegoś, co wydawało z siebie iskry. To nie był osławiony na całym globie Iron man. Nie miała przy tym oporów przed taksowaniem wzrokiem odwróconej do niej tyłem, postaci.
- Gdzie jest Tony? - żadnego „cześć, nie przeszkadzam?”, „mogę zajać chwile?”. Po części nie wiedziała, kto obsadza stanowisko w warsztacie Starka seniora chociaż… podświadomie zaczęła podejrzewać jego córkę. Ściagnęła lekko brwi, krzyżujac dłonie. Po części próbowała przykryć siniaki i zadrapania przy pomocy niezastapionego podkładu, ale wyszło jak zwykle. W końcu jaki byłby z niej przyszły obrońca Ziemi, gdyby nie nosiła przynajmniej części ran wojennych?
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-01, 23:13   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Zmarły wokalista zespołu, podobnie do obecnego, miał coś tak specyficznego w głosie, że wystarczyły dwa przypadkowe kawałki, aby Tommy sama zaczynała nucić i ruszać noga pod stołem do rytmu bębnów. Back In Black wybrzmiewał w najlepsze w pomieszczeniu pachnacym smarem, metalem, charakterystyczna wonia amoniaku oraz tony narzędzi, które miała na swoja wyłaczność. Postanowiła, że popracuje nad tarcza nie więcej niż trzy, góra cztery godziny, aby Tony dał jej spokój, a potem resztę dnia spędzi w oddzielnym warsztacie, jaki mogła nazywać swoim. Lazarus Pit widniało zapisane neonowa zielenia (jak włosy Travisa) sprejowej farby na drzwiach po lewej, które prowadziły do azylu Tommy, gdzie nieprzerwanie od trzech miesięcy próbowała od zera skręcić mniej lub bardziej ambitny projekt, na razie będacy tajemnica przed Tony’m. Wystarczyło, że i tak robił jej wyrzuty o treningi w Tarczy, co równie skutecznie olewała. Mógł sobie mówić, co chciał, nie była już dzieckiem, ale kaprysami czasami przypominała piętnastoletnia nastolatkę, wkraczajaca w fazę buntu.
Podskoczyła w miejscu, jedna ręka łapiac się za czarny strój roboczy na wysokości serca, gdy tylko usłyszała głos za soba. Znała go, a i tak za każdym razem przechodziła mini-zawał, zbyt pochłonięta praca oraz muzyka dookoła.
- Hare fuckin’ Kryszna! – warknęła nieprzyjemnie, zamykajac laserowy obwód. – Mówiłam coś o tym! – krzyknęła, w tłumiaca jej głos maskę, gdy obróciła się pretensjonalnie na krześle. Złapała za metalowa klapę ochronna i uniosła krótkim, gwałtownym ruchem do góry, oddychajac ciężko przez nos. Drobne pasma włosów, które uciekły z kitki, przykleiły się do spoconej, trochę czerwonawej twarzy. Ujrzawszy przed soba nowego Avengersa, odetchnęła ciężko z niezadowolona mina, mierzac do niej z ręki. – Carter – prychnęła - a któż by inny. – odłożyła palnik na stół ostrożnie. – Jarvis, wyłacz muzykę – poleciła, ściagajac po kolei rękawiczki i wetknęła je do przedniej kieszeni kombinezonu. ACDC przerwali w połowie solówki, na co w normalnych warunkach by nie pozwoliła. Problem tkwił cały w tym, że ilekroć pani Zostałam Kapitanem Ameryka Resting Bitch Face przychodziła do Stark Tower, nic nie było zwyczajne. Wnioskujac po jej stroju, który ostentacyjnie zmierzyła od góry do dołu, wycierajac spocone dłonie o nogawki, a także kodujac fioletowe ślady tu i ówdzie. – Wygladasz, jakbyś wyszła z kambodżańskiego targu niewolników, a twój właściciel stwierdził „Nope, jednak jej nie lubię. Weźcie ja zostawcie w burdelu wioski”. – niech tylko spróbuje się wyprzeć Starka. Nawet mówiła, jak on. No... Może trochę bardziej przekraczała granice. Wstała z krzesła i rozpięła suwak do połowy. Ściagnęła długie rękawy kombinezonu, które zawiazała na wysokości bioder, zostajac w szarej koszulce, gdy przemierzała pomieszczenie do wysokiej, srebrnej lodówki po wodę. – Rogers znowu ci wpierdzielił. – już dawno przestała używać tego zdania w kontekście pytania. To był już fakt, podobnie jak te wszystkie plastry na palcach Tommy. „Czymś się pocięłaś?” przechodziło w „Znowu próbowałaś na siłę wyciagnać zębatkę.” - ewolucja postępowała.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-02, 00:27   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Odruchowo uniosła dłonie w obronnym geście. Nie chciała przecież dostać przez łeb palnikiem, posłanym w przestrzeń, jedynie w geście defensywnym. I nie tylko palnikiem. Tutaj zawsze mogłoby być gorzej. Nie zdziwiłaby się, gdyby okazało się, że Starkowie trzymaja pod podłoga pociski z napalmem... takim wzmocnionym o sto procent.
Pokręciła głowa z niedowierzaniem, umieszczajac plecak na podłodze. Do burdelu? Serio?
- Dlaczego akurat kambodżańskiego? Złe wspomnienia?
Nie mogła sobie darować lekko zaczepnego tonu. Nie przyznałaby się na głos do tego, że nawet wolała wpadać na Tommy, niż na Tony’ego. Masochistka? Być może. Z reszta, Stark senior nadal był znacznie starszy, a jego uwagi odnośnie Rogersa, potrafiły skutecznie zmienić pierwotny tor rozmowy. Nie mogli wyjść razem na piwo i rozwiazać swój problem komunikacji?
Podażyła dyskretnie wzrokiem za zawiazywanymi z przodu rękawami od kombinezonu. Zwykły gest bezwarunkowy.
Zdażyła przyzwyczaić się do specyficznego zapachu, wypełniajacego warsztat. Podobnie pachniał motocykl Steve’a, do którego uprowadzenia przymierzała się od dobrego roku. Za każdym razem trafiała na inny rodzaj pułapki. Czy to był test czy zwyczaje uprzykrzanie życia? Ostatnia łapka na myszy, była aż zbyt oklepana. Oczywiście, dała się na to złapać.
- Hm… zdażył się podpisać… ? - uniosła pytajacy wzrok na Tommy, pociagajac końcówkami palców za wydrapana, poszarpana część kombinezonu, przy ramieniu. Wbrew pozorom ten charakterystyczny, sarkastyczny ton, używany przez Starków wcale jej nie odstraszał. Może poczatkowo, ale tylko dlatego, bo była przywiazana do Rogersa i jego spojrzenia na świat. W miare upływu lat to przeszło. Mniej więcej wtedy, kiedy rozzłościł ja automat z puszkami, serwujacymi napoje gazowane. Ktoś musiał za niego zapłacić… szczególnie, że posypała się z niego góra drobniaków.
- Dlaczego go tak wyciszasz? - poruszyła jeszcze raz kwestię Jarvisa. - Szykujesz się do „Rozmów w toku”? AC/DC nawet ujdzie, ale chyba wolę Guns n’ Roses.
Choćby i You Could Be Mine. Ile ludzi tyle gustów. Stevie’ego i jego odrobinę przestarzały gust nieco ostawiała na bok. Musiał się staruszek edukować (Shut up Steve, you’re wasted, i tak dalej). Chociaż, w jej przypadku ciężko było jednoznacznie mówić o „człowieku”. Bezpiecznej jest mówić „obdarzonego specyficznymi umiejętnościami”? Coś o tym słyszała.
- Dasz radę coś z tym zrobić? - pierwszy raz (!) tak porzadnie naruszyła strukturę pancerza, rzekomo chroniacego przez potężniejszymi ciosami. Albo Stark rypnał się w obliczeniach, albo wcisnał jej nieco słabszy model, bo wolał w międzyczasie poświęcić się innym projektom. Nie można przecież całego życia podyktować innym członkom jakże elitarnej formacji. Nie na tym poziomie.
- Miałam się jeszcze zapytać o projekt tarczy… nie tej TARCZY.
Właściwie, to cholera wie czy główna kwatera ważniaków nie zlecała Starkom poważniejszych zleceń. Dałaby sobie rękę uciać, że byli w stałym kontakcie i może nawet coś razem planowali. Technologia nieustannie szła do przodu.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-02, 01:18   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Mogła podejrzewać, że nie obejdzie się bez choćby krótkiego komentarza. Inaczej Ellis Carter nie byłaby soba, podobnie jak Tommy z tymi odzywkami. W pewien sposób stanowiły osobliwy duet, majacy miejsce jedynie w trakcie konfrontacji służbowych – bo żadnych innych nie uskuteczniały. Nie żeby na to narzekała. Znosiła Carter na terenie S.H.I.E.L.D.u, okazjonalnie tutaj i vice versa. Nie musiały tego dodatkowo przenosić na popołudniowe herbatki – bo Peggy Carter – czy plotki i ploteczki. Niepotrzebne informacje zaśmiecały umysł, a Stark gospodarowała każda szara komórkę, jakby była zrobiona z czystego złota. Potrzebowała pamięci. Kropka. Android, nie człowiek.
Czasami to nieświadome podejście do sprawy za bardzo przypominało jej utarczki pomiędzy Rogersem a Tony’m, o których okazjonalnie wspominał, gdy padał temat Kapitana Ameryki w ich towarzystwie. Gdyby jeszcze między nimi doszło do konfliktu, ludzie z Tarczy najpewniej określiliby je jako młodsze pokolenie Team Captain vs Team Stark, bo nie liczac kilku różnic, były jak ich mentorzy.
Pochyliła się nieco niżej, aby wyciagnać z niższej półki leżaca, szklana butelkę wody mineralnej, wywracajac oczami bardziej do siebie niźli Carter.
- Widzisz, taka jest między nami różnica – podjęła, prostujac się i zamykajac noga drzwiczki lodówki, przy czym dziarsko przełożyła napój z jednej ręki do drugiej. – Ja wolę prad stały i zmienny, a ty tylko strzelanie. To mówi samo za siebie, a ostatnio jak czytałam gazetę to raczej nie tkwiłaś w bloku lodu, aby nie ruszyć z rozwojem do przodu. – nawet kwestii zespołów nie mogła pozostawić bez echa. Podobnież nie powiedziała Jarvisowi, aby zrobić coś z ta cisza, bo była uparta i nie chciała iść na rękę Ellis. #JustStarkThings Civil War wisiało w powietrzu…
Wracajac na obrotowe krzesło, ściagnęła z głowy całkiem ochronę przed szkodliwymi działaniami lasera i położyła na blacie. Otarła przedramieniem spocone czoło, odgarniajac przy okazji włosy na boki. Nadal było goraco.
- Wygladam ci jak krawcowa? – zapytała na wydechu, sięgajac po palnik. Skręciła wartości i jak gdyby nigdy nic przypaliła metalowa zakrętkę u szczytu butelki, topiac ja tylko odrobinę w dwóch miejscach. – Człowiek stara się, a potem inni tak właśnie szanuja cudza pracę. – może trochę za bardzo marudziła, bo w końcu to była też robota ojca, ale każda okazja dogadania Carter była godna wykorzystania. Pstryknęła w zakrętkę, a ta spadła z brzdęknięciem na podłogę, przetoczyła i zniknęła gdzieś pod jedna ze skrzyń z surowcami.
Ostatecznie obróciła się w bok, krótkim gestem dłoni przywołujac Ellis bliżej. Pociagnęła dwa konkretne łyki, odetchnęła ciężko i z łomotem odstawiła butelkę na blat.
- Jeżeli to polecenie Kapitana… - od niechcenia sięgnęła dłonia do jednego z wiszacych w powietrzu modułów, powiększajac jeden z nich, klikajac w następny i znowu powiększajac zakodowanym ruchem dwóch placów – koniecznie kciuka oraz serdecznego. Przezroczysty zarys obracajacej dookoła własnej osi tarczy pojawił się w hologramowej przestrzeni. – …to możesz mu powiedzieć, że jeśli chce się czegoś dowiedzieć, niech w końcu ruszy sam swoja zamrożona dupę tutaj. – Rogersa również nie lubiła. A raczej – tolerowała, ale nie przepadała, bo gdy denerwował Tony’ego, Stark Senior stawał się istnym wrzodem, z którym musiała jakoś koegzystować. W dużej mierze, coraz bardziej była zdania, że lepiej wyszłaby na tym, gdyby jej nie odnalazł, nawet przez przypadek.
Potarła nadgarstkiem nos i pokręciła ustami, obracajac z pomoca nóg tym razem przodem do Carter i krytycznie dogladajac stan stroju. Teoretycznie mogłaby coś z nim zrobić, a technicznie – maszyna, zajmujaca się jej małym projektem. Podejrzewała również, że to będzie najszybszy sposób na pozbycie się poobijanego gościa z domu. Nie powie tego głośno, ale te siniaki nie wygladały najciekawiej. Steve na serio wział sobie do serca przygotowanie Ellis na swojego następcę.
- Chodź ze mna – podrapała się po potylicy, podnoszac z wygodnego siedziska. – Im szybciej to zrobię, tym szybciej nie będziemy mieć ze soba dzisiaj już do czynienia, prawda? – aż tak bardzo jej towarzystwo nie przeszkadzało, ale jak to mówili – once a lone wolf, always alone wolf.
Drzwi z neonowa farba otwierały się na czytnik linii papilarnych, wbudowany w ścianie tuż obok. Osobne pomieszczenie przypominało ciag dalszy warsztatu ojca, z ta różnica, że wśród walajacych się części leżały też podręczniki do literatury czy nauki języka hiszpańskiego, a nawet ostatni tom Władcy Pierścieni obok starego, wiekopomnego GameBoya Color. Chyba nawet z kaseta Pokemon Yellow. Na największa uwagę zasługiwała jednak szara plandeka, podwieszona na hakach, jak odwrócona kurtyna, której mechanizm łańcuchowy tkwił przy naprzeciwległej do wejścia ścianie.
- Jarvis, zapal światło. – rzuciła w przestrzeń, omijajac drobne przeszkody, jak skrzynie z narzędziami czy walajace się prototypy metalowych elementów, z pamięci. Jarzeniówki – old school – zabrzęczały trzy razy, nim rozgrzały się i uwidoczniły pieczarę młodego naukowca, równie szalonego, co ojciec. – No to co ci zrobił, że twoje ubranie bojowe przypomina szmatę z odzysku? – podeszła do łańcucha zwiniętego na mechanicznej korbce. Wystarczyło tylko przełaczyć kierunek, aby zabrzęczała charakterystycznie i kotara zaczęła się unosić, stopniowo odsłaniajac do połowy skończone dzieło życia Tommy. Zbroja, jak w mordę strzelił. Żaden Iron Man. Roboczo nazywała ja Ironheart, co, gdyby tylko Ellis zdecydowała się na drobne myszkowanie, dostrzegłaby w zapiskach, porozwieszanych po ścianach. #1 ironheart head-helmet, #13 ironheart hand-blaster i wiele innych. Metalowe nogi tkwiły połaczone z nieskończonym tułowiem, a na niskim podwieszeniu tkwił prototyp otwartego hełmu, otoczonego zmyślna aparatura, służaca do precyzyjnego zespajania drobnych elementów. Dokładnie tego potrzebowała, aby ogarnać jakoś strój Ellis. Mniej lub bardziej.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-02, 02:36   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


- Auć, zaszufladkowałaś mnie - skrzywiła się pokazowo, zupełnie, jakby oberwała tym cholernym palnikiem. W innych okolicznościach, nawet nie miałaby ochoty na wypowiadanie podobnych stwierdzeń, bo twarz szczypałaby znacznie intensywniej, odbierajac jakakolwiek chęć na odgryzanie się. Szczególnie, że Tommy mogła wyskoczyć z całkiem udana kontra, a jedynym sposobem na „święty spokój” byłoby wycofanie się i skapitulowanie. Nie tym razem. Miała jedna sprawę do załatwienia. Pierwsza lepsza osoba mogłaby nie podołać.
Bynajmniej, w tym otoczeniu nikt nie przypominałby marnej krawcowej, o której zawodzie zapominała. Kiedy coś się pruło, lepiej było kupić nowszy model, do czego przekonywała swojego starodawnego mentora. Nie musiał łazić z każda pierdoła do krawcowej, niejednokrotnie liczacej sobie cenę za usługę, dorównujacej nowej części garderoby. W dziwacznych czasach przyszło im żyć.
- Ja ja szanuję - zmarszczyła brwi, kierujac spojrzenie na powierzchnię treningowego odzienia. Nie była pewna, który ze Staków je skonstruował, ale czy to było ważne? Trzymało się w miarę, dopóki Rogers nie zarzadził treningu wytrzymałościowego… to mało powiedziane. Rzeczywiście chciał sprawdzić dotychczasowe umiejętności swojej uczennicy, zupełnie, jakby miał ja lada chwila wysłać na bardzo wymagajaca misję. Nie zdziwiłaby się, gdyby tak właśnie było.
Ruszyła się z miejsca, zostawiajac porzucony plecak na wypolerowanej posadzce. Ktoś musiał bardzo dbać o czystość. Znowu Jarvis?
- Czuję, że to będzie mnie kosztować kolejne przestawienie szczęki - oparła dłoń o krawędź żuchwy, wymownie ja pocierajac. Nic przyjemnego. Szczególnie, gdyby użyła tych samych słów przy tłumaczeniu Steve’owi, takiej a nie innej kolei rzeczy.
Dlaczego Tommy w ogóle kręciła się obok swojego ojca? Tak bardzo pragnęła pozyskania tworzonej przez niego technologii? Nie chciała żyć tak jak inni? Zupełnie przeciętni? Najwyraźniej miały dwa, zupełnie inne podejścia do tych kwestii.
Nie zamierzała się ociagać. Zostawiła w tym samym miejscu plecak, wypełniony bluza, zwinięta gazeta, portfelem i butelka gazowanej wody. Bynajmniej nie osadzała Jarvisa o kradzież. Czyżby ufała tej sztucznej inteligencji bardziej, niż prawdziwym mieszkańcom willi Starków?
Nie zamierzała się ociagać przy przejściu do kolejnego pomieszczenia, nie zwracajac większej uwagi na zbywajacy ton. Chociaż… poniekad dotknał ja, jednak wolała nie dawać tego po sobie poznać. Może powinna poczekać aż Tony wróci, gdziekolwiek się w tym momencie podziewał? Zdawało jej się, że Tommy miała jeden z gorszych dni i wręcz dusiła wzrokiem wszelkie obiekty, które nie uchodziły za przedmioty nieożywione.
Ostrożnie rozejrzała się po oświetlonym pomieszczeniu, uważnie stawiajac kroki na tej samej, wyłożonej ciemnymi płytkami, podłodze. Lekkie, ale wytrzymałe buty wydały z siebie przyciszony stukot.
- Odkad się tym przejmujesz? - gorzki ton wkradł się między wypowiedziane słowa, co ostatecznie podsumowała ciężko wypuszczonym z płuc powietrzem. Nie miała powodów, żeby się tak odzywać, skoro jednak Tommy zamierzała pozbyć się jej jak najszybciej z tego miejsca… nie widziała większych przeszkód.
- Musiał za mocno szarpnać. Model made in 1920, ale nadal ma krzepę.
Poruszyła od niechcenia posiniaczonym ramieniem, zatrzymujac się gdzieś niedaleko dziewczyny. W najlepszym wypadku zostanie potraktowana wymyślna maszyna, naprawiajaca włókna i będzie mogła zrobić w tył zwrot.
- Lepiej, żebym nie zabierała ci zbyt wiele czasu - ściagnęła brwi, czekajac aż Tommy przejdzie do właściwego elementu spotkania. Telefon, wsunięty do przedniej kieszeni spodni, kryjacych dolna część kombinezonu, dał o sobie znać, kiedy na skrzynce pojawiła się wiadomość. Nie fatygowała się z odczytaniem jej. Wiedziała, od kogo pochodziła. Jane znowu się niepokoiła? Rozchodziło się jedynie o naprawienie kostiumu, przecież to nic takiego. Wstrzyma się z tym dopóki nie opuści tego terenu, jednoznacznie naznaczonego przez młoda Starkównę. Bynajmniej nie stwierdziła tego po GameBoyu, ułożonym gdzieś na boku. Wcale.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-02, 02:59   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Usłyszała to, nadepnęła jej na odcisk. Dobrze, może w ten sposób rzeczywiście ukróci to nieplanowane spotkanie do minimum, ograniczajac w równym stopniu rozmowę. Guzik prawda, potrzebowała więcej szczegółów, co wyraziła kręceniem głowy i ciężkim westchnięciem, bo samo szarpnięcie Rogersa nie było wystarczajace. Albo ten chuderlak na sterydach faktycznie zyskiwał na sile, im dłużej pozostawał aktywny, a nie jako sopel lodu. Nie bez powodu w końcu wybrano go na przywódcę oddziału Avengersów, ku nieszczególnemu zadowoleniu Starka.
- Jeżeli chcecie mieć tarczę do końca tygodnia to tak, lepiej, aby obyło się bez jego marnowania.
Brzmiała bardziej na znużona, aniżeli rzeczywiście zła czy zirytowana. Coraz częściej przyłapywała własny język na wypowiadaniu pierwszych, lepszych myśli, co na bank kiedyś wpędzi ja do grobu. Albo przynajmniej na oddział intensywnej terapii. Dostanie za to w twarz.
Ostrożnie ściagała kolejne elementy zbroi i odkładała na podłogę obok, uwidaczniajac przezroczysta, ludzka formę manekina. Akurat ściagnęła niedokończony hełm, który miała położyć obok mechanicznego buta, gdy dźwięk cudzego telefonu skupił jej uwagę. Obejrzała się krótko w bok na Ellis, niekwapiacej do odczytania wiadomości, a to z kolei wzbudziło podejrzenia Stark. Był dwudziesty pierwszy wiek, ludzie od razu odbierali takie rzeczy, wręcz żyli w telefonach, więc takie zachowanie aktualnie zakrawało o alienowanie.
Wetknęła hełm pod pachę, schodzac z niskiego podestu z zastanawiajaca mina przygladajac Carter.
- Nie odbierzesz? – prosto z mostu, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Cisza, brak reakcji. – Pokłóciłaś się z Jane Doe czy unikasz reporterów i fanów, głodnych twojego autografu na ich kopii Times'a? – w obecnej sytuacji sama wręcz przypominała tego wścibskiego dziennikarza, pragnacego wyciagnać same brudy celebrytów na światło dzienne. Hełm stuknał w kontakcie z wypolerowana, ciemna podłoga, a gdy wyprostowała się, coś strzeliło cicho jej w kręgosłupie. Skrzywiła się, marszczac brwi i poklepała się w okolicach lędźwi, skad tępy, towarzyszacy już od dwóch dni ból dawał się we znaki. Za dużo siedziała w kiepskiej pozycji, za dużo pracy, za dużo nerwów. Po prostu za dużo wszystkiego.
Rozmasowała punkt na wysokości prawej nerki przez szara koszulkę, przestępujac z nogi na nogę. Dwadzieścia trzy lata, a już miała wrażenie, że dobiega do emerytury w takich momentach.
Znaczaco spojrzała na Carter, wyciagajac doń dłoń i machnęła palcami dwa razy. Lepiej mieć już to wszystko za soba.
- Dawaj ten strój. – żadnego „proszę” albo miłego „czy możesz”, proste żadanie.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-02, 03:36   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nie skomentowała w żaden sposób wzmianki o skończeniu tarczy do końca tygodnia. Jak dla niej, mogłaby się pojawić również za miesiac. Nie była w stu procentach zależna od podobnego ekwipunku, chociaż w pewnym stopniu ułatwiał on funkcjonowanie. Rzeczywiście, mniej bolało, kiedy obrywała z pięści napompowanego kilkadziesiat lat temu, typa. Nadal nie wierzyła w to, że kiedykolwiek mogłaby zajać jego miejsce. Nadal miała przed soba długa drogę, a po za tym… nie widziała takiej potrzeby. Póki co. Nikt przecież nie zagrażał bezpośrednio społeczeństwu na tym globie. Że niby ona musiałaby nagle odpowiadać za setki istnień, wymagajacych ochrony? Nadal fachowcy ze środowiska nazwaliby ja kompletnym amatorem.
Zaskoczył ja poniekad ten ciekawski ton, używany przez pannę Stark. Próbowała jedynie pociagnać rozmowę dalej czy rzeczywiście interesowały ja sprawy, które powinny zostać w sferze prywatnej? Powinna odwrócić głowę na bok? Rzucić w przestrzeń zgryźliwe: Nie po to tutaj jestem, aby opowiadać historie swojego życia”? Postanowiła pominać kwestię Jane Doe, bo w rzeczywistości wcale się z nia nie pokłóciła. Chyba, że coś pominęła i słabo wychodziło jej wychwytywanie poszczególnych sygnałów.
- Nikt nie podchodzi do mnie z autografami dopóki nie rozwalę gigantycznego mutanta, zagrażajacego całej galaktyce.
Zgrywała się, nie mówiła serio, co niektórych mogłoby wpędzić w skonfundowanie. Istotnie, nie byli jedyny we wszechświecie, do czego Ellis była przekonana już jako nastolatka. Mniej więcej wtedy wpadła na Tommy, która była wtedy zaledwie…
Zerknęła w jej kierunku dyskretnie, równie szybko przenoszac wzrok na metalowe części zbroi. Ktoś tu próbował dorównać własnemu ojcu. Pytanie, kto w tym zestawieniu okaże się skuteczniejszy. Młoda krew czy stary wyjadacz?
Przeszła kolejne kilka kroków, wyczuwajac w kieszeni wibrujacy telefon, zwiastujacy nadejście kolejnej wiadomości. Już, przecież to nie potrwa długo.
Zamrugała nieznacznie oczami.
- Muszę się rozebrać? - ściagnęła brwi, nieszczególnie przekonana do takiego rozwoju wydarzeń. Miała pod spodem bieliznę, co nie znaczyło, że tak po prostu zrzuci z siebie ten przylegajacy strój, dopasowujacy się do sylwetki właściciela. Nie mogła go naprawić na niej?
Widzac uporczywe, pełne determinacji spojrzenie (już je widziała u innej, spokrewnionej z dziewczyna osoby), sięgnęła do misternie ukrytego pod rękawem przełacznika, ułatwiajace zdejmowanie kombinezonu. Musiała zsunać również spodnie, zanim podjęła się zsuwania właściwego ubrania nadczłowieka. Odkrywane kolejno siniaki, zarysowane na udach, a później, wyżej, między żebrami, a mięśniami brzucha, wcale nie wygladały przyjemnie. Codzienność, jeśli chodziło o to, co przeżywała podczas typowych, porannych ćwiczeń, jeśli Steve nie zostawał zaangażowany przez SHIELD do odgrywania superbohatera.
- Zamierzasz w tym chodzić? - zatrzymała przelotnie wzrok na metalowych częściach, stanowiacych domyślnie jedna całość, w postaci zbroi. Podejrzewała, że prędzej Stark użyczy jej któregoś ze swoich specjalnych skafandrów, ale skoro jego córka konstruowała coś w samotności… świadczyło to o zgoła innej decyzji.
Pozostawszy jedynie w ciemnym komplecie bielizny, podsunęła dziewczynie złożony kombinezon. Byle szybko, tak?
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-02, 13:36   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


- No to zostaje tylko druga opcja.
Logiczny wniosek, system zero jedynkowy, żaden chybił-trafił, choć równie dobrze i o to mogło nie chodzić. Nie dało się ukryć, że bycie wścibskim stanowiło zarówno poważna wadę, jak i zaletę Tommy. Napędzało jej hakerski motor, ale zdecydowanie blokowało wszelkie drogi, prowadzace do lepszych relacji międzyludzkich z innymi.
Nie, posłusznie wezmę igłę, nitkę i kawałek po kawałku będę zszywać te pozostałe ochłapy na tobie. Na szczęście nie była ani poczatkujaca telepatka, która nie panuje nad przekazem myśli, ani w ogóle żadnym superbytem z umiejętnościami, w przeciwnym razie Carter znowu dostałaby sarkastyczna uwaga prosto w twarz. A raczej któryś z płatów mózgu.
W oczekiwaniu na przekazanie stroju, nie omieszkała rzucić okiem na ślady, które skrywały się w bardziej niedostępnych miejscach. Cała konstelacja fioletu, szram, a nawet schodzacej już miejscami żółci ewidentnie popierała jej teorię, jakoby żyjacy jeszcze starymi zasadami i regułami Rogers był zwyczajnym sadysta.
Ściaganie kostiumu trwało, równie dobrze mogła w tym czasie zwyczajnie właczyć już cały sprzęt, ale po co? Wolała obejrzeć skutki treningu z żywa legenda. Założyła ręce i dmuchnęła na ten jeden, niezmiennie denerwujacy kosmyk, który uciekał zza ucha do przodu, nieważne ile razy go tam zakładała.
Kciukiem u lewej dłoni wskazała na stalowa szafkę, jaka posiadały szkoły średnie, gdy na krótko skonfrontowała się spojrzeniami z Ellis po krótkim, ale jednoznacznym pytaniu.
- W szafie znajdziesz zapasowy kombinezon, jeżeli tak bardzo ci przeszkadza chodzenie w bieliźnie – pyskate to stworzenie, co bezwstydne. - Nie wiem – wymijajaca odpowiedź była najlepsza i najbliższa prawdzie forma, do tego proste wzruszenie ramionami, jak przed nauczycielem, który zapytał, dlaczego pobiła kolegę. – Robię to, bo jestem znudzona. – dodała lekko, odbierajac strój, który nadal był ciepły w dotyku, gdy przejechała po nim palcami. Dziur było co nie miara i najbardziej obawiała się w zwiazku z tym – jako naukowiec – jednej rzeczy. – Ty nie? – uniosła pytajacy wzrok, tym razem nawet nie silac na normalny ton, który przyszedł sam – Kapitanujesz przez głębokie przekonanie, że ten kraj można jeszcze uratować? – bo o to od poczatku chodziło w noszeniu tarczy, co już uważała za oklepany motyw, bazujac na obecnej strukturze politycznej (yup, still #canon). – Czy może robisz to, bo chcesz wiedzieć więcej o Peggy? – przechyliła głowę na bok i zmrużyła lekko oczy, próbujac dostrzec jakaś zmianę na zmęczonej treningiem twarzy Carter. Była bardziej jak Rogers czy może bardziej jak babcia Carter? Niezależnie od uzyskanej odpowiedzi, przerzuciła strój przez lewy bark i obróciwszy na pięcie, zabrała się za nakładanie go na fleksyjnego manekina, aby w pierwszej kolejności ocenić rozległość uszkodzeń (a także zyskać kolejny powód do opierdzielenia).
Nie marzyło jej się działanie w szeregach Mścicieli, jak to robił Tony czy pozostali, ale prawda było, że jego strój wywołał na niej poważne wrażenie, kuszac podświadomie potrzeba stworzenia własnego. Nic zatem dziwnego, że tak czy inaczej zamierzała wyświadczyć Carter przysługę z jej własnym. Może sesje na świeżym powietrzu w dosłownym wymiarze latania nad miastem pomogłyby jej choć trochę ogarnać tę cała sytuację? Niechęć do Tony’ego? Do pozostałych superbohaterów? Do tego, że jej rodzice nie okazali się normalni, a wprost przeciwnie – supernienormalni? Każdy dzieciak zamieniłby się na miejsce Tommy – bo w końcu, który inny mógł tak bezkarnie przybijać sobie piatki z Hawkeye czy flirtować z Thorem, pomimo jego iście starożytnego podejścia do niektórych spraw? Albo omawiać najnowsze wydarzenia z Czarna Wdowa, która traktowała nawet jako ciotkę? Cholera, nawet za Pepper większość by zabiła, chociaż jej – tak jak i Tony’emu – robiła z życia czasami piekło swoimi humorkami? Nadal wolałaby normalna rodzinę, ale narzekanie przed innymi nie było w stylu Stark. Mogła marudzić na wszystko oraz innych, lecz gdzieś tam w środku miała pokłady rezerwy minimalnego uznania – bo równie dobrze, Anthony mógł ja odrzucić, jak niechciany przeszczep.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-02, 16:42   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


- Wydaje mi się, że za mna nie przepada.
- Naprawdę?

Jakiś czas temu, kiedy omawiała z Tonym wytyczne co do wyposażenia, zdażyła wpaść na jego córkę, co miało najpewniej miejsce we wczesnych godzinach południowych (dwunasta?). Chociaż mordercze spojrzenie, mogło być równie dobrze powiazane ze stanem przedkofeinowym i zapewne zarwana nocka, wyciagała wnioski takie, a nie inne. Z reszta, lepiej sobie nie wyobrażać nie wiadomo jak przyjacielskich relacji, kiedy w grę wchodziło również kopanie się nawzajem po nogach, w ramach ćwiczeń fizycznych. Prawdopodobnie Stark jeszcze długo się nad tym zastanawiał, nim dał córce przyzwolenie na pakowanie się w sam środek świata ludzi z mocami.
Gdyby to zależało od samego Rogersa, śladów po treningu, byłoby znacznie mniej. Dwa razy dopytywał czy nie lepiej ograniczyć sparing do maksymalnie godziny, przy czym Carter kręciła uparcie głowa, wystawiajac swoja wytrzymałość na próbę. Miała dziwna potrzebę szlifowania umiejętności, choćby miała pod sam koniec paść na posadzkę, od razu zapadajac w sen. Nie bez powodu sięgnęła po trzy puszki energetyków, nim pojawiła się na terenie Starków. Dawki kofeiny również przyjmowała podwójne, jeśli nie potrójne.
Czuła na sobie wzrok, jednak nawet nie podniosła go na stojaca ze skrzyżowanymi ramionami, dziewczynę. Z jednej strony, zastanawiało ja, dlaczego nie zaczęła przygotowywać swoich zabawek (dostałaby za to po głowie), odkładajac te czynności na później, na rzecz zwykłej obserwacji poobijanego ciała. A może nie była wcale taka zwykła? No tak, kolejny powód do nabijania się z przemocy w rodzinie oraz umniejszania umiejętności Carter przy chodzacej skamielinie.
Złożyła zdjęte wcześniej spodnie, które mogłaby po prostu z powrotem założyć na siebie, podobnie, jak schowana do plecaka bluzę. Skoro jednak padła propozycja przywdziania zapasowego kombinezonu, zamierzała skorzystać z sugestii.
Bez słowa skierowała się do wskazanej szafki, bo po części, paradowanie w samej bieliźnie, po podobnym pomieszczeniu, wydawało się średnio odpowiednie. Już pal licho, że miała do czynienia z córka Starka. Znudzeni naukowcy, no tak.
Uniosła nieznacznie brew, po otwarciu skrzypiacych cicho drzwiczek szafki. Spojrzała przez ramię na Tommy, kierujac chwilę później wzrok na podłogę.
- Niektórzy nie widza innego sposobu, aby się „wpasować”. Moga żyć pomiędzy im podobnymi, albo uchodzić pośród przeciętnych ludzi za dziwaków.
Niekoniecznie uznawała swoja misję za przymus. Bardziej, jak coś, w czym się widziała.
Szybko uporała się z ubraniem zapasowego stroju, z wolna podchodzac nieco bliżej Tommy, gdy temat Peggy znowu ujrzał światło dzienne (a raczej piwniczne). Czasami rozmawiała o niej ze Steve’m, gdy ten podpytywał poczatkowo dosyć niepewnie, co dalej się z nia działo. Ellis i tak nie posiadała wszystkich informacji, danych, bo część była zastrzeżona przez S.H.I.E.L.D., a jej nie przysługiwały żadne, większe uprawnienia. Być może, gdyby poprosiła, część zostałaby jej odtajniona, ale musiała na to w pewien sposób zapracować. Samo nazwisko nie otwierało przez nia wszystkich drzwi.
- Nie wiem czy to coś zmieni - ściagnęła brwi, splatajac dłonie za soba, na wysokości odcinku lędźwiowego. Zatrzymała wzrok na przezroczystym manekinie, katem oka zerkajac na przygladajacej się zniszczeniom, dziewczynie.
- Słyszałam, że była jedna z lepszych agentów w organizacji. Przysłużyła się całemu S.H.I.E.L.D. i doczekała emerytury. To tylko świadczy o tym, jak dobrze się w tym wszystkim odnajdowała.
Nigdy wcześniej nie rozmawiała z Tommy o tej osobie, będaca w jej oczach autorytetem. Zdaje się, nawet większym, niż sam Steve Rogers.
Zamrugała oczami, zupełnie, jakby odsunęła od siebie masę napływajacych wspomnień.
- Ok, koniec służbowej gadki.
Bo równie dobrze mogła tak stać w ciszy. Zdaje się, nigdy nie rozmawiały bezpośrednio na tematy niepowiazane ze sprawami służbowymi. Czuła, że Tommy bez przeszkód mogłaby ja zagiać, zarówno sarkastycznymi uwagami, jak i wplataniem przemadrzałych wypowiedzi.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-02, 17:48   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Odrębny tok rozumowania sytuacji zasługiwał na uznanie. Przynajmniej wstępnie, bo choć gdzieś w tle czaiła się ideologia Rogersa, Carter nie sprawiała wrażenia osoby gotowej poświęcić własne życie tylko dla patriotycznych pobudek. Być może widziała większy obrazek, niż ten staruch z kostki lodu, a to z kolei zmieniało nawet minimalnie poglad na jej osobę. Drobny szczegół, który zamierzała zapamiętać.
- Nie wszystko jest takie, jakie chcemy, aby było – wtraciła jeszcze, choć Ellis ogłosiła koniec służbowych rozmów. - Moja personalna rada… - naciagnęła pewniej lewy rękaw przy szwie, uwidaczniajac rozpiętość uszkodzeń - … żyj wyobrażeniami, bez drażenia tematu. – zerknęła przez ramię krótko na Carter i cmoknęła wymownie. - Mniejsze rozczarowanie, lepsze spanie. - sama nie była przekonana czy było jej lepiej ze świadomościa posiadania ojca naukowca. Może Peggy również skrywała tajemnice na swój temat, o których należało nie mówić głośno? Coś przez co ród Carterów ucierpiałby psychicznie?
W przeciagu niepełnych czterech minut, manekin został przeskanowany, a obraz bojowego ubrania przeniesiony na trójwymiarowy schemat. Przygladała mu się z kwaśna mina, kręcac głowa za każdym razem, gdy obróciła obraz o kilka stopni czy wykonała zbliżenie na konkretna partię.
- To nie ma sensu – potarła prawe oko wnętrzem dłoni i z warknięciem westchnęła pod nosem. Oparła podbródek o knykcie piastki, podpierajac łokieć druga ręka, przy czym cały czas stroiła niezadowolone miny. – Jarvis, jakie jest procentowe wysycenie materiału balistycznego w tej szmatce?
Obok modelu pojawiły się liczbowe zapiski, ulegajace ciagłym zmianom, jakby miała przed soba najnowsza maszynę losujaca z totka lub bardzo specyficzny automat do gier z kasyna w nowoczesnym Las Vegas. Krótki dźwięk i ustajacy licznik zasygnalizował koniec obliczeń.
- Trzydzieści cztery i osiem setnych w pozostałych włóknach. – mechaniczny głos dobiegł z głośnika nad nimi.
Parsknęła urywanym, nieszczerym śmiechem wobec werdyktu wydanego przez Jarvisa. Tak jak podejrzewała, ten strój nada się najwyżej jako wypełnienie do zacerowania skarpetek albo ozdobne serwetki na stół.
- Nic z tym nie zrobię – wredny uśmiech nadal nie schodził jej z twarzy, gdy odeszła od panelu, omijajac Carter przy czym niechcacy dyndajacy bok kombinezonu Tommy zdzielił ja w bok. - Jarvis, dawaj rękawicę. – dziarskim krokiem szła do manekina, uniósłszy prawa rękę. Jedna z prototypowych rękawic, leżaca w kacie na stosie podpisanym „FAILED” poleciała w kierunku dziewczyn i oplotła jej dłoń do połowy przedramienia. - Nie rozgryzłam jeszcze, jak miotacz jest napędzany przez latarkę Starka, więc nie mogę nawet tych łachmanów podpalić… - w dwóch konkretnych susach znalazła się na podeście z manekinem i chwyciwszy robotycznym ramieniem za kawałek materiału, pociagnęła go sprawnym ruchem, rozrywajac biała gwiazdę ze środka na strzępy. - …ale skoro wadliwym produktem mogę zrobić to – odwróciła się z urwanym kawałem, jak trofeum łowcy głów, prezentujac zniszczenie Ellis – wyobraź sobie, co by się stało, gdyby Iron Man cię trafił. – jej ton był rzeczowy, nie przechwalała się, o czym świadczyło gwałtowne ściagnięcie rękawicy, która cisnęła na podłogę. Drobne części posypały się, a czerwona blacha odpadła od pokrywy naręcza i posunęła po powierzchni kawałek. – Nie wiem, co Tony wcisnał Steve’owi za szajs, ale nawet jeżeli naprawiłabym go, jedna kulka i po tobie. – uniosła dłonie i opuściła ciężko, stawiajac kroki w dół podestu. – Pogadaj z Epoka Lodowcowa, aby dogadał się z Nickiem, który przegada zarzad, który zgłosi się do Stark Industries… - wyliczała po kolei, zostawiajac za soba Carter, gdy zmierzała do głównej części warsztatu z pozostawiona tarcza. - …którego zarzadca zwoła spotkanie z wiecznie nieobecnym CEO oraz ojcem roku i może za pięć, góra osiem miesięcy ta droga pantoflowa, będziesz mieć nowy strój, bo najwidoczniej dostałaś gówno w prezencie. Miłego dnia. - skoro już udowodniła, jak bardzo bezsensowne wdzianko Carter było, mogła wrócić do swoich zajęć oraz ignorowania całego świata w najbardziej wredny sposób, jaki potrafiła. Za cel obrała maskę i szklana butelkę z woda, a potem skróci czas pracy nad tarcza do trzydziestu minut, bo taki naszedł ja kaprys. Była wyjatkowo okropna.

Ukryj: 
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-02, 20:33   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nie potrafiła do końca zrozumieć tych całych patriotycznych haseł, równie dobrze robiacych za swoista propagandę. Potulni, oddani narodowi ludzie z nadnaturalnymi mocami nie sa postrzegani jako zagrożenie. Nie w pełnym tego słowa znaczeniu.
Nie miała pewności, co Tommy rozumiała pod pojęciem mniejszego rozczarowania. Miała na myśli swojego ojca? Zawsze mogło być gorzej, chociaż bycie córka jednego z najbardziej rozpoznawalnych ludzi na całym globie, wymagało też pewnych zachowań i powściagliwości. Nadmiar tego ostatniego raczej nie groził dziewczynie. Ba, nawet przeciętna dawka powściagliwości zdawała się umykać ilekroć mniejsza wersja mechanika się odzywała.
Ściagnęła brwi, łypiac na elektroniczny obraz, gdzieś ponad ramieniem specjalistki. Parsknięcie pogrzebało jakiekolwiek szanse przywdziania ubrania po raz kolejny, z mniejszymi zniszczeniami. Nic z tego... na pewno?
Obróciła się w miejscu, kiedy część kombinezonu szturchnęła ja w bok. Już koniec? Mogła się zwinać i przekazać Rogersowi radosna nowinę? Ani nowszego modelu tarczy, ani poskładanego kostiumu. Miała pecha, narastajacego do jeszcze większych rozmiarów, majac na uwadze telefon, schowany w kieszeni zdjętych, typowo cywilnych spodni. Nie spieszyła się z poznaniem prawdy. Nie była nawet świadoma zmieniajacych się kolejno rzeczy, w jej otoczeniu.
Powiodła wzrokiem za dziewczyna, bezceremonialne odpruwajaca najbardziej charakterystyczny symbol z powierzchni kombinezonu. Syknęła cicho pod nosem, dopiero teraz dostrzegajac jak mało praktyczne było wdzianko bojowe. Gdyby nie miała innych, stabilniejszych przyrzadów, jak chociażby solidnej tarczy, już dawno mogłaby znaleźć się w ciężkim stanie.
Pozostało jej wzruszenie ramionami w odpowiedzi. W końcu to sam Iron man przygotował ten pancerz, który nawet nie wydawał się ambitnym projektem. Gdzie te całe elektroniczne wspomaganie, które mogłoby się znaleźć w środku? Klimatyzacja, gps, ukryte pociski, mechanizm samonaprowadzania. Nawet przy tych żelaznych, rzekomo nieudanych częściach zbroi, kostium, który miała na sobie podczas treningu, wydawał się niczym innym, jak łachmanami, być może minimalnie bardziej wytrzymałym, od pierwszego outfitu Kapitana. Doczeka się czegoś na miarę XXI wieku?
Nicku Fury… miała z tym iść do jednej z największych szych? Nawet nie podlegała mu bezpośrednio. Większość spraw załatwiał z nim Steve, a i tak nie zdarzało się to nie wiadomo jak często. Wygladało również na to, że równie szybko została zignorowana przez sama Stark, która przecież nie ustępowała aż tak bardzo pod względem umiejętności swojemu ojcu. Chyba, że ja przeceniała.
- Chwila… mam czekać aż Fury to załatwi? - zdażyła zgarnać z podłogi zrzucone wcześniej spodnie, nim ruszyła śladem Tommy, do pomieszczenia, z którego przeszły na ten prywatny plac zabaw.
- Nie mogę czekać ośmiu miesięcy - to ponad pół roku. W takim odstępie czasu dziecko potrafi przerodzić się ze zlepek dwóch komórek w niemowlaka. Miałaby czekać na nowy strój jak na dziecko? Tym bardziej w aktualnym położeniu, nie będac pewna do końca dnia jutrzejszego, bo zawsze mogła zostać wysłana na drugi koniec kraju. Potrzebowała czegoś wytrzymałego, lekki stój, który można było wcisnać na pierwsza, lepsza misję, nie przeszedłby testu.
Zatrzymała się w miejscu, już po przekroczeniu progu części warsztatu, odgrodzonej dla młodszej wersji Starka.
- Co z tym, który mam na sobie? Istnieje jakakolwiek szansa, że nie kopnę w kalendarz po jednym strzale? Z reszta, ty też się znasz na konstruowaniu pancerzy, prawda? O ile to cię nie przerasta…
Mniej więcej w tym samym momencie coś otarło się o lewa nogę. Skierowała wzrok w dół, napotykajac kulkę futra, wydajaca z siebie krótkie miauknięcie. Pozwalano kotu włazić bezkarnie do warsztatu? Równie dobrze mógł mieć na to swoje własne sposoby, w końcu mieszkał razem ze Starkami.
W każdym razie, nie zamierzała tak łatwo odpuścić.

Ukryj: 
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-02, 21:21   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Pochwyciwszy za napój, a stojac plecami do Carter, poruszyła szczęka na boki, pocierajac o siebie zębami. Nikt w dzisiejszych czasach nie miał tych wolnych ośmiu miesięcy na zbyciu, ale taka była kolej rzeczy i nawet taka głupia drobnostka wyjatkowo irytowała Małego Starka. Poważnie rozważała nakazanie Jarvisowi właczenia z powrotem AC/DC na pełnej parze, byle zagłuszyć jojczenie – jako takie – zastępcy Ameryki.
Usiadła na obrotowym krześle i obróciwszy przodem do biurka, ułożyła obie nogi na jego krawędzi, jak rasowy szef pierwszego lepszego korpo. Argument popierajacy takie ułożenie – profilaktyka żylaków kończyn dolnych oraz chęć dopieczenia inny swoim ewidentnie olewajacym nastawieniem. Ostrzeżenie – nie na wszystkich robi wrażenie.
- Brzmisz, jakbyś się wahała pomiędzy zrobieniem aborcji, a oddaniem dziecka do adopcji. – z jej ust był to wyjatkowo czarny żart, na który sobie pozwalała, jednocześnie wymagajac od innych, aby nawet nie poruszali tego sensytywnego tematu.
W środku szklanej butelki nie pozostało więcej, niż jedna trzecia zawartości, odkad po zajęciu miejsca na stanowisku wypiła trzy krótkie łyki, przepłukujac jamę ustna i przerywajac w połowie, gdy padło hasło. Prawie pusty surowiec wtórny oparła o prawe kolano, ułożone wygodnie na tym lewym po skosie, a brazowe tęczówki, łypiace na typowe „spod byka”, jak i zaciśnięte usta zdradzały, że Carter poruszyła wrażliwa strunę.
- Ty… - przerwała, gdy mruczacy czworonóg pojawił się w zasięgu wzroku. Chai Tee musiał opuścić swoja dotychczasowa kryjówkę kartonowa z vibranium, a jego przymilanie do kogoś zupełnie obcego było zaskoczeniem dnia. Pierwszy raz miał do czynienia z Ellis, bo ta leniwa buła niechętnie opuszczała swoje posterunki całodniowych drzemek. – On cię… lubi? – przechyliła głowę w bok ze śmiesznym wyrazem zdumienia, gdy kocur - nie większy niż tak naprawdę małe kociatko przez wadę genetyczna – zaczepił pazurami o materiał nogawki i zaczał wspinać po nodze Carter, jak miniaturowy alpinista. Nie żeby traktowała Chai’a jako wyroczni, ale on nawet Thora zdzielił łapa, gdy ten próbował go pogłaskać.
Założyła ręce z zastanawiajaca mina, która często ludzie mylili z naburmuszeniem czy złościa. Postukała palcami lewej dłoni o biceps, w prawej ściskajac butelkę. Futrzak skutecznie pokonywał kolejne centymetry, unikajac dłoni Ellis przez sprawne przejście na jej plecy, w które wbijał swoje pazurki, nie przestajac miauczeć i ten widok miał w sobie tyle uroku oraz czaru, że całe anty nastawienie gdzieś przepadło. Na moment. Ze zwierzętami zawsze miała lepszy kontakt niż z ludźmi i być może to, co odgrywało się na jej oczach, faktycznie stanowiło dobry znak.
- Jeden szkopuł – wyprostowała wskazujacy palec przy butelce – Co będę mieć z tego, że zrobię dla ciebie strój, który, pragnę zaznaczyć, przebije ten Rogersa i Starka? Zabierzesz mnie do Disneylandu na spotkanie z Donaldem albo Aladynem? - opuściła opuszkę z powrotem na zimna strukturę szkła. - Fair warning, nie lubię Myszki Mickey.

Ukryj: 
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-02, 22:53   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Nawet nie zawracała sobie głowy drugim dnem wypowiedzi. Podjęła się za to jawnej prowokacji tej dziewczyny, rzekomo specjalizujacej się w nowoczesnej technologii. Dopóki denerwujacy, nastoletni wręcz kaprys, wymieszany z dawka arogancji nie wpłynie na odpowiedź zwrotna w stylu jak mi się zachce. Nic dziwnego, że nie potrafiła na wstępie wpasować się do ludzi w organizacji, doskonale znajacych swoje obowiazki. Mogła jej to kiedyś wygarnać, ale wolała w pewnych momentach trzymać język za zębami. Technologia, używana w Stark Industries bywała niezastapiona przy pozyskiwaniu kolejnych, przydatnych części ekwipunku. Tommy miała przy tym sporo do powiedzenia, jako oczko w głowie Tony'ego.
Nawet mało przychylne spojrzenie nie skłoniło jej do odpuszczenia tej batalii, majacej na celu doprowadzenie przynajmniej jednej kwestii do końca. Nie po to tutaj zawędrowała, aby wróciła z niczym.
Ze zdezorientowaniem zaczęła przygladać się jak kocur wspina się po nogawce.
- Co ty… ej! - przekręciła głowę na bok, próbujac nieudolnie złapać małego futrzaka, zaczepiajacego pazury o kolejne odcinki kombinezonu. Obróciła się w miejscu, nie na tyle gwałtownie, aby miauczacy pasażer na gapę został zrzucony na posadzkę. Nic poważniejszego i tak by mu nie groziło, skoro kotowate spadały na cztery łapy.
Ponownie słyszac głos Tommy, odwróciła głowę w jej stronę, przez co pojedynczy kosmyk przesunał się do przodu. Jeszcze przez chwilę myślała, że to taki żart. Nie powinna zostać zasypana przynajmniej tysiacem powodów, dla których zawracanie głowy Starkowi to bardzo zły pomysł?
Ściagnęła brwi z lekkim skołowaniem, nie odnotowujac faktu, kiedy Chai Tee dotarł do wysokości barku, jakby chciał się zwinać w kłębek niedaleko zgięcia szyi. Dopiero kiedy przyciszone mruczenie dotarło do uszu Carter, przytrzymała kieszonkowego zwierzaka dłonia, odchrzakujac chwilę później.
Do Disneylandu? Ale tak tylko we dwójkę? Gdyby Tommy rzuciła podobnym pomysłem w towarzystwie Jane, kobieta nie szczędziłaby sobie podejrzliwego wzroku.
- Zobaczę, co da się zrobić. O ile mówisz serio z tym Disneylandem. Podwójnych form wdzięczności nie uznaję, więc dobrze się zastanów.
Profesjonalny przez większość czasu ton głosu, zelżał w większym stopniu, gdy przekręciła lekko głowę, wyczuwajac tuż pod podbródkiem miękkie, kocie futro. Ten miniaturowy ninja sprawiał wrażenie, jakby nie zamierzał zmienić miejsca położenia przez następne kilka godzin. Zapewne czeka ja dramatyczne, przymusowe pożegnanie, gdy przyjdzie czas opuszczenia tego technologicznego rewiru.
Czy Jane już poczułaby się brutalnie zignorowana? Oczywiście, że nie. Odkad złapała tę kobietę w ostatniej chwili, ratujac przed wypadnięciem przez okno, opanowanego przez terrorystów budynku, nie patrzyła na nikogo w ten sam sposób. Nawet specjalny uśmiech miała zarezerwowany tylko dla niej, podobnie, jak styl wypowiadania się, którego nie praktykowała przy nikim innym. W przypadku córki Starka chodziło przecież o zwyczajna przysługę. To i tak stosunkowo niska cena, w porównaniu do podobno lepszego ubrania bojowego, aniżeli zbroja Iron Mana oraz to, w czym chodził jej mentor.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-06-02, 23:00   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Teatralne wywrócenie oczami było całym podsumowaniem, jakiego potrzebowała Carter, aby przekonać się, że to kolejne granie na nosie w wykonaniu Tommy.
- Odczytujesz sarkazm tak samo, jak Steve. Wcale.


- Stark Tower Lab & Rooftop, zmierzch, poniedziałek –


Sundara Karma stali się najnowszym odkryciem na play liście Tommy, której humor od trzech dni powrócił poniekad na właściwe tory, a wszystko za sprawa nieobecności Anthony’ego w Stark Tower. Interes w Nowym Orleanie przeciagnał się konkretnie przez zniszczony generator, od którego sprawności zależały postępy na traktach wszelkiej maści, a poczuwajac się w obowiazku perfekcyjnego opracowania planu naprawczego, Stark pozostał na południu kraju, nadzorujac prace oraz wprowadzajac nowe modyfikacje.
Jarvis zapowiedział pojawienie się Carter w budynku niespełna dwie minuty temu, czyli od momentu, kiedy kobieta przekroczyła próg na samym dole. Winda jechała na szczyt wieżowca – zakładajac, że bez przerw po drodze – kolejne pięć, co dawało jej wystarczajaco czasu, aby przynajmniej umyć twarz ze smaru, którym ufajdała czoło i policzki w trakcie poprawiania rakietowych butów, zdobiacych teraz jej nogi. Nadal nie miała czasu, aby je przetestować, więc postanowiła przeprowadzić betę od razu po wyjściu Ellis.
Stalowy stukot butów wtórował pstrykaniu palcami, gdy prawie tanecznym krokiem i kiwajac głowa do słów piosenki, cicho pod nosem nuciła wraz z wokalista, zapominajac o kontroli czasu czy choćby rzuceniu polecenia Jarvisowi, aby ściszył muzykę.
- Taste of the thunder from her thighs makes me shayayayayayaaaake~ - zakręciła biodrami, przechodzac obok biurka z prawie skończona, nowa odsłona tarczy i pochwyciwszy za śrubokręt krzyżakowy, podrzuciła go w powietrzu. Narzędzie zrobiło trzy obroty, wpadło z powrotem do dłoni Tommy, która zmieniła go w jedyny w swoim rodzaju mikrofon, wczuwajac w rolę blond piosenkarza. – Walking along the razor's edge and she sweetly moaaaanssss – zatrzepotała rozpuszczonymi włosami, wskakujac na stół obok (chwała za mechanizm sprężynowy w tych superanckich butach) i krótkim kopnięciem posłała papierowa wersję planów konstrukcyjnych tarczy na podłogę. – Hey! What's that from above? Is it love for blood?
Mogłaby tak godzinami, kiedy nikogo nie było w pobliżu, a prosta komenda „Jarvis, skasuj historię nagrania” pozostawała na wyciagnięcie ręki. Inna strona medalu, że nie potrafiła tego zrobić z organizmem żywym i wcale nie rozchodziło się o Chai Tee, czajacego swe kocie usposobienie w pudle z pozostałymi częściami, jakich zamierzała użyć do poprawienia rękawic. W momencie, gdy Tommy rzucała włosami na boki, rozsuwane drzwi laboratorium otworzyły się przed nikim innym, jak sama Ellis Carter, majacej teraz sposobność na zobaczenie szalonego, młodego geniusza w naturalnym środowisku bardziej niż kiedykolwiek. Stark zeskoczyła ze stołu na podłogę, grajac w powietrzu na wyimaginowanej gitarze, a nawet pokusiła się o ten charakterystyczny ruch nogami „duck walk”, który był sygnowanym znakiem rozpoznawczym Young’a, muzyka AC/DC.
Hey! What's that from above? Is it love for blood? Hey! What's that from above? Is it love for blood? Is it love for blood?
Ostatnie dźwięki powoli zamarły i zapanowała cisza, przerywana ciężkim oddechem Tommy, zbierajacej rozwiane włosy w prowizoryczny kucyk.
- Jarvis – robiła krótkie przerwy na złapanie powietrza pomiędzy słowami – Daleko jest Carter? – musiała ogarnać się zanim przyjdzie, bo jak to tak…
- Jest dokładnie tysiac dwanaście centymetrów za pani plecami.
Chwila? What? Tommy.exe crashed. Jak surykatka na środku sawanny (albo w skrócie, jak Timon), wyprostowała się i odwróciła przez ramię, zastygajac w bezruchu z wielkimi oczami przyłapanego na buszowaniu po nocy w szafkach głodomora. Well, fuck…
- Niczego nie widziałaś – uniosła rękę, powstrzymujac Ellis od wszelkich komentarzy. – To się nie wydarzyło – zrobiła gest podobny do Skipera z Madagaskaru, i wskazała na drzwi prowadzace do Lazarus Pit – Skończyłam twój strój – krótka piłka, odwrócenie uwagi, strategia z zajęć z logistyki 101. Coulson byłby dumny. – I zrobiłam tymczasowa tarczę do kompletu. Zmieniłam ci kolory – przy okazji sama zrobiła się czerwona na twarzy. Uniosła kciuki do góry, nie poruszajac jednak z miejsca nawet o centymetr, zupełnie, jakby stalowe buty nagle stały się zbyt ciężkie. – Chcesz zobaczyć? – oczywiście, że chciała, ale kupowanie sobie czasu na ogarnięcie wewnętrznego roztrzepania czy pogodzenie z faktem, iż właśnie straciła swoja opinię grumpy cata, wymagało tego.
Ukryj: 



[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 5