Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Nina Reyes
2017-12-23, 19:58
Chatka Świętego Mikołaja
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-11-19, 19:51   Chatka Świętego Mikołaja
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth





[Profil]
 
 
Yevtsye Reyes









29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2017-12-23, 23:12   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!


Gdy tylko okazało się, że to właśnie ona została brentwoodzkim Mikołajem nadchodzacych świat, zaczęła piszczeć i skakać dookoła, myślac o tym, że chyba nigdy wcześniej nie była jeszcze tak szczęśliwa. Co oczywiście podchodziło pod nieprawdę, ale Yev miała prawo się pomylić - w końcu była szczęśliwa przez dziewięćdziesiat procent swojego życia. W każdym razie myśl o tym, że spędzi mnóstwo czasu, robiac za Świętego Mikołaja i obdarowujac kochane dzieciaki prezentami, niesamowicie ja cieszyła i już nie mogła doczekać się momentu, kiedy przywdzieje odpowiedni strój i zasiadzie na specjalnym, mikołajowym fotelu. Ojejku, jejku, mamrotała, ilekroć dopadały ja watpliwości, czy na pewno była w stanie podołać tak ważnemu zadaniu. Skarżyła się więc ze swoich problemów rodzeństwu i przyjaciołom, a oni za każdym razem zapewniali ja, że dzieci ja pokochaja, więc wierzyła im, bo wiedziała, iż oni nigdy by jej nie okłamali. Ale nawet ich słowa nie zapobiegły temu, że gdy już dotarła do Winter Wonderland, była potwornie stremowana. Trochę się bała, że powie coś głupiego albo że jakiś berbeć rozpłacze się na jej widok. Pamiętała, że gdy była mała, płakała na widok Mikołajów. Pocieszała się jednak tym, iż za tamtych czasów jej przerażenie budziła głównie biała, wielka broda, której ona rzecz jasna nie miała. Na szczęście nie musiała przebierać się za starego dziadka - organizatorzy imprezy nie widzieli przeszkód, aby ubrała się w odpowiednia kolorystycznie sukienkę, która kupiła na jakimś straganie w przeddzień rozpoczęcia swojej kariery Mikołaja. Bogu dzięki, bo nieważne jak bardzo Yev była otwarta na nowe doświadczenia, podejrzewała, że z broda czułaby się dziwnie.
Na szczęście piętrzaca się z dnia na dzień góra obaw zniknęła wraz z zajęciem miejsca na wygodnym fotelu i wręczeniem prezentu pierwszemu dziecku, które wskoczyło jej na kolana i poprosiło o zdjęcie. Już po godzinie Yevtsye była wniebowzięta, mogac obdarowywać dzieciaki drobnymi upominkami, rozdajac im uściski, przybijajac piatki czy pozujac do fotografii. Po jakimś czasie zaczęli przychodzić do niej nawet dorośli i Reyes uśmiechała się szeroko, widzac, iż magia świat nie udzielała się tylko najmłodszym. Co za wspaniały czas w roku!
Wraz z upływem godzin tłum odwiedzajacy chatkę Świętego Mikołaja zwiększał się i zwiększał, więc Yevtsye miała masę roboty. Jeszcze żadne dziecko nie rozpłakało się na jej widok, co niezmiernie ja radowało.
- Ho, ho, ho! A wy co chcielibyście dostać od Świętego Mikołaja? - zapytała wchodzace do środka osoby, kiedy już jakiś niesforny dzieciak zeskoczył jej z kolan. Wczuła się w rolę, nie ma co!

Święty Mikołaj zaprasza wszystkich do odwiedzin! Mile widziani sa zarówno dzieci, jak i dorośli. Każdy śmiałek zostanie nagrodzony niewielkim upominkiem i cieplutkim uściskiem od Mikołaja, warto więc przełamać nieśmiałość i podejść bliżej, Mikołaj będzie zachwycony, mogac trochę z kimś porozmawiać albo zapozować do jakiegoś światecznego zdjęcia!
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Dylan Bishop








33

strażak na rencie

tequila is her love

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2017-12-24, 12:14   
  

  
Dylan Bishop

  
alcohol and sex addicted, bad mom, disabled


Zbliżały się Święta, a co za tym szło, nawet ktoś pokroju Bishop potrafił wczuć się w panujaca dookoła atmosferę, szczególnie, że mały Sammy nie pozwalał jej o nich zapomnieć. Spędzała święta z synem, chociaż obiecała jego babciom, że w dzień Bożego Narodzenia, pojawia się na światecznym obiedzie. Teena również była zaproszona i była pani strażak liczyła na to, że kobieta pojawi się bez towarzystwa skurwiela, który niejednokrotnie podniósł na nia rękę. Może i nie były już razem, ale Dylan w dalszym ciagu uważała Hollenbeck za miłość swojego życia, dlatego była w stanie rozszarpać tego całego Jamesa, nawet podczas światecznego, rodzinnego obiadu.
Tego dnia jednak nie zamierzała o tym myśleć. Obiecała Samowi, że wspólnie wybiora się do zimowego miasteczka i pomimo ogromnego kaca, postanowiła dotrzymać słowa. Młody wcisnał na siebie strój elfa, który zakupiły mu babcie, aby tym sposobem nie tylko zrobić wrażenie na świętym Mikołaju, ale również stać się jego pomocnikiem. Dylan za namowa syna zasłoniła ślepe oko światecznie ozdobiona piracka opaska, która kilka dni wcześniej podarowała jej Moore. Wraz z czterolatkiem wygladali całkiem uroczo.
- Mama, pospiesz no się, bo nie dopchamy się do Mikołaja - Samuel ponaglił matkę, która w dalszym ciagu poruszała się o kulach i naprawdę dawała z siebie ile mogła, aby dzieciak jak najszybciej dotarł na miejsce. Gdy tylko znaleźli się w zimowym miasteczku, Bishop zatrzymała małolata przy jednej z budek z napojami. Dla siebie wzięła zimne, niestety lane piwo, a dla dzieciaka goraca czekoladę, która i tak miała wystygnać szybko, przez panujacy na dworze chłód. - No chodź już - młodzieniec pociagnał matkę za rękaw kurtki, niemal wytracajac jej z ręki nie tylko ortopedyczna kule, ale również plastikowy kubeczek z niskoprocentowym alkoholem.
- Przecież Mikołaj ci nie ucieknie - mruknęła z niezadowoleniem, po czym oblizała mokre od piwa palce. Nic nie mogło się zmarnować. Wiele trudu kosztowało ja dokuśtykanie do chatki świętego Mikołaja, ale ostatecznie ku zadowoleniu czterolatka - udało jej się. Młody pomimo panujacego chłodu rozpiał kurtkę, aby jego elfowy strój był dobrze widoczny. Z szerokim uśmiechem przecisnał się przez tłum i stanał na przodzie, oko w oko z... dziewczyna.
- A gdzie święty Mikołaj? - zapytał z ogromnym rozczarowaniem w głosie, bo przecież liczył na spotkanie z podstarzałym, brzuchatym, białobrodym panem w czerwonym wdzianku. Został okrutnie oszukany. Bishop słyszac głos syna, również przecisnęła się przez tłum zebranych, co jakiś czas oblewajac kogoś piwem, czy uderzajac ortopedyczna kula.
- No przecież jest i to niczego sobie - oznajmiła, uśmiechajac się do siedzacej w fotelu dziewczyny. Nie zapominajmy, że Dylan była w stanie wyruchać każda cipkę. - Usiadź pani na kolanach, zrobię wam zdjęcie i pójdziemy wygrać ci jakiegoś pluszaka - poleciła jasnowłosemu chłopcu, który odstawił kubeczek z napojem na drewniana podłogę i obrażona mina skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej.
- To jest dziewczyna, a ja miałem być pomocnikiem świętego Mikołaja - powiedział drżacym głosem, aczkolwiek łzy nie pojawiły się w jego oczach.
_________________
I'm Gonna Swing
from the chandelier, I'm gonna live like tomorrow doesn't exist


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2017-12-24, 13:17   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Święta zawitały do Brentwood, a kiedy tylko Joey dowiedział się, że powstanie cała wioska Mikołaja to obiecał sobie, że musi się tam pojawić. Nawet z tym newsem zadzwonił do brata, któremu powiedział, że to cholernie kiepskie, że go tutaj nie ma. Oh jaka ta wioska była fajna! Budowlańcy nawet użyli sztucznego śniegu do przyzdobienia niektórych domków, na wypadek gdyby święta miały się okazać kompletnie pozbawione białego puchu. No i po chwili znalazł chatkę Mikołaja. Kiedy tylko Joseph przekroczył próg domku, zrobił głęboki wdech zachwyconego dziecka, po czym chwycił za ramię Theodore-Paaatrz jak tu fajnie – chatka rzeczywiście była niesamowicie przytulnie wystrojona. Ile pracy ekipa musiała w to wszystko włożyć, żeby tak wspaniale dopieścić? Ojacie, każdy szczegół domku wygladał tak strasznie awesome! Po chwili Harrison zauważył Dylan i kiwnał jej z uśmiechem. No cóż, pamiętał ja z swojej parapetówki, ale biorac pod uwagę to, że miała towarzystwo to nie chciał jej za bardzo przeszkadzać. Zamiast tego chłopak podszedł do choinki i przekręcił lekko głowę patrzac na przeróżne światełka zawieszone na drzewku, które mieniły się. Wszystko wygladało tak niesamowicie magicznie, a Joey czuł jak jego serduszko oblewa ciepło-Boże, kocham święta – oświadczył w końcu z uśmiechem za siebie, majac nadzieję, że Theoś tam nadal stoi-O co będziesz prosić Mikoł... – już miał zapytać swojego nowego, fajnego kumpla kiedy spojrzał w stronę fotelu Mikołaja. Ten Mikołaj, którym jak wiadomo była Yev był jakiś.... dziwny. Joey słusznie zauważył, że talia Mikołaja jest jakoś tak dziwnie wcięta w tym roku, a tyłek wyglada tak, jakby można było na nim rozbijać jajka – twardy, jędrny-Mikołaj przeszedł operację korekty płci – szepnał do Theo. No i pewnie zastanawiacie się, czy Joey wierzył w Mikołaja i odpowiedź brzmi nie. O dziwo, przecież nie był w żaden sposób cofnięty w rozwoju – on po prostu lubił się wygłupiać. No i oczywiście biorac pod uwagę ilość dzieci wokół nie chciał mówić głośno "Ej co za debil zatrudnił kobietę do tej roli, hello?". Dlaczego? Część przebywajacych w domku dzieci faktycznie w Mikołaja wierzyła, Joseph nie chciał być tym który im tę wiarę odbierze.
[Profil]
 
 
Theodore Phillips
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-24, 13:44   

Święta! Theo, z całym swoim schopenhaueryzmem i bólem istnienia łapiacym go od czasu do czasu, naprawdę uwielbiał święta. Byłoby znacznie fajniej, gdyby mógł je spędzać z rodzina, ale chyba już przywykł do tego, że nie wróci do tamtych czasów i nauczył się cieszyć tymi dniami w gronie ziomków. Czasami przyjechała do niego siostra lub nawet obie, ale to już raczej po Bożym Narodzeniu. Zreszta, jemu było obojętnie, bo taki z niego wierzacy jak z Dwayna Johnsona baletnica.
W każdym razie, nie potrafił odmówić Joey'owi, gdy ten zapragnał wyciagnać go do wioski Mikołaja, no po prostu nie. I tak właśnie skończył z nim w chatce bożonarodzeniowego brodacza.
- Ale zajebiście - szepnał, rozgladajac się po pomieszczeniu, które było chyba kwintesencja świat. Dopiero gdy jego przepełnione ekscytacja spojrzenie trafiło na kobietę z dzieckiem, która patrzyła na niego karcaco, postanowił się ogarnać. Znaczy, z przeklinaniem w tym magicznym miejscu, bo swojej radości raczej łatwo nie opanuje. Wtedy doszły do niego kolejne słowa kumpla, z którym przyszedł.
- Hm? - mruknał i zerknał w jego stronę, ale ten nie zwracał uwagi na niego, lecz na Mikołaja. Tudzież pania Mikołajowa... Co się tu właściwie działo? Theodore zmrużył oczy, przygladajac się osobie, do której tak lgnęły dzieciaki spragnione prezentów i zdziwione, że święty nie ma brody. Zaraz minał Joey'a i podszedł do Yev, wsadzajac dłonie do kieszeni spodni.
- Ja rozumiem równouprawnienie, ale jesteś najciekawszym świętym Mikołajem, jakiego w ogóle widziałem - powiedział do niej i chwilę zastanawiał się, czy powinien usiaść jej na kolanach i wyszeptać jej na ucho swoja listę prezentów, ale powstrzymał się. Nie przesadzajmy już z tym wygłupianiem się i cieszeniem małymi rzeczami.
 
 
Yevtsye Reyes









29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2017-12-24, 19:12   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!


Uśmiechnęła się wesoło do wchodzacych Dylan oraz Sama, machajac im na powitanie. Kiedy Dylan określiła ja jako niczego sobie, puściła do niej oczko (gdyby miała jakaś przerwę w mikołajowaniu, może udałoby im się pójść gdzieś na stronę? no bo w sumie ona też powinna mieć coś z tych Świat!), a potem już całkowicie poświęciła swoja uwagę jej synkowi. Nawet nie zrobiło jej się specjalnie przykro, kiedy usłyszała zawiedzione pytanie chłopca. Przerobiła to dzisiaj tyle razy, że aktualnie zdziwienie dzieci robiło na niej naprawdę małe wrażenie.
- A co, nie lubisz dziewczyn? - spytała ze zmartwieniem, nachylajac się bliżej chłopca. - Dziewczyny nie maja drapiacej brody i w ogóle. - Średni pretekst na przekonanie małego dziecka co do wyższości płci pięknej, zwłaszcza że chłopcu na dziewięćdziesiat dziewięć procent nie było w głowie smyranie Mikołaja po brodzie, ale hej, przynajmniej spróbowała jakoś ratować honor dziewczyn!
Wyprostowała się na swoim fotelu, patrzac na chłopca uważnie.
- Tak całkiem serio to Mikołaj jest moim mężem - powiedziała poważnym tonem. Sam nie był pierwszym, któremu nie podobało się to, że tegoroczny Mikołaj był kobieta i w końcu musiała wymyślić historyjkę, która byłaby w stanie zadowolić takie uparte dzieciaki. - Ale widzisz, nie mógł przyjechać, bo zwyczajnie się rozchorował. Na tydzień przed Świętami, gdy robił próbę sani z reniferami, wyszedł z domu bez szalika i czapki. A przecież tysiace razy mówiłam mu, aby cieplej się ubrał - westchnęła, drapiac się po głowie ze zmartwieniem. - Wrócił do domu z katarem i goraczka, i choć kazałam mu pić ciepłe mleko z miodem i czosnkiem, nie udało mu się wydobrzeć. Dlatego musiałam go zastapić. Ot, cała historia - wyjaśniła i pokiwała głowa, aby dodać swoim słowom autentyczności. Musiała wyjść z tej całej sytuacji z twarza! - Morał z tego taki, że zawsze trzeba się ciepło ubierać. - No, ona to miała gadane. Gdyby kiedyś doczekała się swojego dziecka, z pewnościa kwestia wychowania nie sprawiłaby jej żadnego problemu.
Nie kryła radości, kiedy zobaczyła przed soba Theo w towarzystwie kolegi (bo uznałam, że się nie znaja, okej?) i nawet puściła mimo uszu jego komentarz, który normalni ludzie odczytaliby za mało przyjazny.
- Cześć, chłopcy - przywitała się, gestem dłoni zachęcajac ich do tego, aby się zbliżyli. - Też chcecie zostać pomocnikami Mikołaja? - zapytała, nawiazujac do uroczego stroju Sama. - Twoja mama też może pomagać, jeśli chce - powiedziała po chwili, uśmiechajac się do Dylan. - W tej chatce nikogo nie dyskryminujemy. - Sama wymyśliła tę zasadę, dlatego była z siebie bardzo dumna!
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: odkopię się kiedyś z tych postów, zobaczycie

Wysłany: 2017-12-24, 21:16   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


Gdy dotarła do niej informacja o tym, że jej starsza siostra została wybrana na Świętego Mikołaja, parsknęła śmiechem, no bo nie oszukujmy się, Yev w żaden sposób nie była do niego podobna - miała ciemne włosy, ledwo damski meszek pod nosem, który właściwie nie był nawet widoczny, żadnego brzucha, a do tego wszystkiego Hiszpańska krew, której zdaje się Mikołaj nie posiadał. Jedyne, co mogło choć trochę pasować, to Barry z reniferowymi rogami przyklejonymi do uszu, ale Barry tak naprawdę należał do Jaydena, i w ogóle co ta Yev sobie wyobrażała? W końcu jednak Nina odpuściła, po cichu czujac gdzieś w środku drobna dumę ze starszej siostry, która udzielała się społecznie, no i nawet postanowiła sama być dobrym Mikołajem i przynieść Yevtsye kanapki i herbatę w termosie. Była pewna, że jej starsza siostra ciężko pracuje, użerajac się z dzieciakami.
Ustawiła się w kolejce, która na jej szczęście nie była taka długa, ale zamiast cierpliwie czekać, zaczęła wspinać się na palce i podskakiwać, i machać do Yev owiniętymi w papier śniadaniowy kanapkami, aby tylko zwróciła na nia uwagę. W końcu zaczęła próbować ominać ten niewielki tłum, w ten sposób wpadajac na jakaś kobietę (Dylan), której synek, zdaje się, właśnie siedział na kolanach starszej siostry Reyes. Spojrzała na nia, by przeprosić i ruszyć dalej, ale wystarczyło jedno spojrzenie na opaskę zasłaniajace jej oko, by Nina zorientowała się, kto to. To znaczy, wiele osób mogło tak się nosić, ale tę opaskę zapamiętała chyba najbardziej, bo to była rzecz, która jako pierwsza rzuciła jej się w oczy, jeszcze zanim wlała w siebie kolejne szklanki alkoholu. Zamarła z kanapkami nad głowa, robiac wielkie oczy i karpia z ust. A potem zerknęła na dzieciaka, łaczac fakty, takie jak zabawki, na które jakiś czas temu zupełnie nie zwróciła uwagi, i jej karp na ryju stał się jeszcze bardziej wyraźny. Może powinna udawać, że wcale jej nie kojarzy? Czmychnać bokiem, i już? Szkoda, że było już za późno. Nie umiała się zachować, bo nigdy nie zdarzało jej się uprawiać przygodnego seksu, i właściwie nie do końca wiedziała, czy w jakikolwiek sposób się znaja, skoro nie odzywały się do siebie od tamtego czasu, ale w końcu spróbowała nadrobić sytuację aż nazbyt szerokim uśmiechem.
- Cześć - rzuciła do blondynki, opuszczajac w końcu ręce i zerkajac jeszcze raz to na nia, to na chłopca, aż w końcu na siostrę, która powinna przecież czytać jej w myślach i po prostu, najzwyczajniej w świecie jej pomóc.
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Dylan Bishop








33

strażak na rencie

tequila is her love

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2017-12-26, 11:19   
  

  
Dylan Bishop

  
alcohol and sex addicted, bad mom, disabled


Tłumaczenia dziewczyny w czerwonym stroju, w ogóle nie zrobiły wrażenia na czterolatku. W dalszym ciagu, z rękami skrzyżowanymi na wysokości piersi, patrzył na nia z obrażona mina.
- Brody sa fajne - powiedział w końcu, opuszczajac ręce wzdłuż niewielkiego ciałka. Wprawdzie nie miał z nimi zbyt wielkich styczności, bo zwyczajnie obracał się w towarzystwie kobiet i prawdopodobnie to było powodem jego niezadowolenia, które zaczęło mijać wraz z historyjka o chorym Mikołaju. Ostatecznie na jego twarzy wymalowało się zmartwienie. Zsunał z głowy granatowa czapkę i podał ja, jak przypuszczał, żonie świętego Mikołaja. - Możesz powiedzieć, że to ode mnie, żeby więcej nie chorował? - zapytał, wciskajac dziewczynie wełniane odzienie głowy w ręce. Następnie bez skrępowania wcisnał się jej na kolana i to w ogóle nie było spowodowane wcześniejszymi słowami jego matki.
Poczatkowo Bishop uważała, że nic ciekawego jej tego dnia nie spotka, w końcu odwiedzała chatkę świętego Mikołaja, w towarzystwie Młodego. Chociaż wiadomym powinno być, że tam gdzie jest alkohol i dziewczyny, nie będzie mogła się nudzić. Zanim Sammy dał się przekonać do tego, że ciemnowłosa tylko zastępuje swojego męża, była pani strażak zdażyła już rozebrać ja wzrokiem. Naprawdę była niczego sobie i jeśli Sam nie wyciagnie jej za moment w inne miejsce, miała w planach nieco się zabawić.
- Mama z chęcia pomoże - przyznała z uśmiechem i tym razem to ona zdecydowała się mrugnać do dziewczyny w czerwonym stroju. Chciała dodać coś jeszcze, ale wtedy dostrzegła znajoma twarz, która należała do chłopaka od parapetówki, którego imienia nie zapamiętała. Kiwnęła do niego z uśmiechem na ustach, a w następnej chwili z ogromnym żalem obserwowała, jak plastikowy kufel uderza o drewniana posadzkę, a jego zawartość rozlewa się dookoła. Powodem tego nieszczęścia była niezdarna dziewczyna, w której blondynka szybko rozpoznała jedna ze swoich jednorazowych przygód. - No siemka - rzuciła krótko, dostrzegajac zmieszanie na twarzy Małolaty. Sama nie bardzo była przejęta tym nieplanowanym spotkanie, zwłaszcza, że miała okazję wyruchać większa część kobiet mieszkajacych w Brentwood i okolicach.
_________________
I'm Gonna Swing
from the chandelier, I'm gonna live like tomorrow doesn't exist


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2017-12-26, 22:50   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy Pani Mikołaj przywitała się z nimi, Joey był w trakcie wodzenia wzrokiem po światecznych dekoracjach. Chłopak był naprawdę zachwycony tym co ekipa przygotowała. Boże, ilość światełek, świeczek, reniferków i bomb, które był zawieszone na drzewku była porażajaca! Jeszcze nie tak dawno temu Harrison biegał po sklepach szukajac światecznych dekoracji, bowiem kochał dekorować swoje życie na święta. Dlatego też szczególnei doceniał kunszt całej tej dekoracji, zdawał sobie bowiem sprawę z tego ile sił, pracy i wysiłku wymagało przygotowanie tego miasteczka zimowego. Dopiero po chwili spojrzał na dziewczynę, uśmiechnał szerzej i machnał dłonia:
-Siema, Pani Mikołaj – po czym puścił do niej oczko i rozejrzał się znów mimowolnie. To wszystko co było wokół sprawiało, że stosunkowo trudno było mu się skupić na postaci dziewczyny. Może to było trochę nieuprzejme? Starał się wiec znów zwrócić uwagę na to co ona do niego mówiła – aczkolwiek właśnie dostrzegł mała kolejkę, która poruszała się gdzieś niedaleko i był nia zachwycony. Kiedyś razem z Fitzem uwielbiali się bawić tego rodzaju kolejka, więc wszelkie wspomnienia z nia zwiazane po prostu do niego wróciły -Ja? Pomocnikiem? Nie-e. – skrzywił się mimowolnie. Co jak co, ale Joey nie był zbyt odpowiedzialny i żadna funkcja nie była dla niego odpowiednia-Po prostu jak tylko dowiedziałem się, że powstanie taki domek to sobie obiecałem, że muszę go obczaić -chłopak wzruszył ramionami mimowolnie. To było tak oczywiste, prawda? Nikt nie powinien mieć jakichkolwiek watpliwości co do jego motywacji. Joey był tak zachwycony kolejka, że praktycznie nie zwracał uwagi na nikogo-Przepraszam, to bardzo nieuprzejme tak.. ignorować – oznajmił do YevAle ta kolejka jest freakin awesome, przypomina mi stare dzieje i takie tam – chłopak wywrócił oczami nieco zakłopotany, po czym znów wpatrywał się w zabawkę.
[Profil]
 
 
Percy Aldridge


Wysłany: 2017-12-27, 20:18   

Percy dowiedział się o tym, że jego dziewczyna dostała okazję wcielić się w rolę Mikołaja od niej samej. Gdy tylko doszły do niej te wiadomości, zadzwoniła do niego z informacja, że będzie urzędowała w Chatce Świętego Mikołaja, ustawionej specjalnie na tę okazję w światecznym miasteczku. Cieszył się z tego powodu podwójnie, bo wiedział jak bardzo Yevtsye chciała zostać Mikołajem, a raczej pania Mikołajowa i postanowił odwiedzić ja, gdy będzie pełniła swoje obowiazki. Nic jej wcześniej nie powiedział, chcac zachować to w niespodziance i w którymś momencie po prostu usiaść na jej kolanach, tak jak wszystkie dzieci przyprowadzone tutaj przez swoich rodziców.
Aldridge uwielbiał święta, a w szczególności prezenty, a właściwie dawanie je wszystkim członkom swojej rodziny. Stawiał na takie wykonane przez siebie, chociaż zdawał sobie sprawę, że większość osób, które nimi obdarowywał rzucała je gdzieś w głab szuflady, uważajac, że upominek od Percy’ego na nic im się nie przyda. Jedynie pani Aldridge co roku z duma nosiła otrzymane od niego coraz to nowsze amulety, majace ochronić ja przed negatywna energia. Tym razem pracował nad nimi wraz z Yev, samozwańcza ekspertka od wszystkich duchów, swoja obecnościa sprowadzajacych ów zła energię.
Od Reyes otrzymał już jej schodzone buty emu, w wyblakło różowym kolorze, bo one jako jedyne sprawiały, że czuł się w nich, jakby wcale nie miał na sobie butów, ale jednocześnie było mu ciepło w stopy. Dla kogoś innego nadawałyby si e tylko do śmietnika, a dla Percy’ego były to najlepsze buty, jakie kiedykolwiek posiadał, a warto zaznaczyć, że zazwyczaj obuwia unikał.
- A co Mikołaj ma dla mnie? – zapytał, siadajac na kolanach przebranej Yev, gdy w końcu nadeszła jego kolej.
_________________

    ROUND AND ROUND LIKE A HORSE ON A CAROUSEL WE GO, WILL
    I CATCH UP TO LOVE? I CAN NEVER TELL. COME TAKE MY HAND AND
    RUN THROUGH PLAYLAND SO HIGH, TOO HIGH AT THE CARNIVAL.
[Profil]
 
 
Yevtsye Reyes









29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2017-12-29, 01:11   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!


Zachichotała cicho, gdy Sam stwierdził, że brody w gruncie rzeczy były fajne. Yevtsye nigdy nie miała nic przeciwko bardziej bujnemu zarostowi, po prostu chwytała się różnych argumentów, aby przekonać dzieci do damskiej wersji Świętego Mikołaja.
- Och, kochanie - wymamrotała zaskoczona, kiedy chłopiec wcisnał jej w ręce swoja czapkę. Pokręciła głowa i spojrzała na niego uważnie, gdy ten już wgramolił się na jej kolana. - Nie możesz oddać mi swojej czapeczki. Jak nie będziesz jej miał to ty się rozchorujesz! Poza tym gałga... to znaczy głowa Mikołaja jest o wiele większa od twojej, nie dałby radę jej założyć - stwierdziła poważnie, kompletnie nie przejmujac się drobnym potknięciem językowym. Głowa, gałgan. Co za różnica! - Naprawdę uszyłam mu na drutach mnóstwo czapek i ma w czym wybierać, po prostu jest strasznie zapominalski. - Pokiwała głowa i westchnęła ze zmartwieniem. Jednocześnie delikatnie wsunęła czapkę Sama w jego dłonie, bo chyba nie wybaczyłaby sobie, gdyby ten kochany chłopiec złapał zapalenie płuc przez jej wymyślona historyjkę.
Nie spodziewała się Niny w tym miejscu, właściwie wydawało jej się, że rodzeństwo zareagowało na jej nowy tytuł Pani Mikołaj całkiem sceptycznie, więc jak tylko dostrzegła siostrę w drzwiach chatki, ożywiła się, machajac do niej z daleka. To, że miała okazję sprawiać radość kochanym dzieciakom, które przeżywały okres Świat mocniej niż dorośli, stanowiło główny powód uśmiechu Yevtsye, ale wizyty bliskich jej osób również niezmiernie ja cieszyły. Zwłaszcza takie niezapowiedziane!
- Hejka, Nina! - powiedziała, kiedy siostra już podeszła bliżej. - Przyszłaś zobaczyć jak mikołajuję? - Rozpromieniona Yev niestety była najmniej domyślna istota, na jaka można by się aktualnie natknać, więc dramatyczne spojrzenie posłane przez młodsza Reyes całkowicie umknęło jej uwadze. Pewnie gdyby dała jakikolwiek inny znak, przykładowo przekazała jej przez pośredników karteczkę z napisem SOS czy popatrzyła na Yev bardzo, ale to bardzo wymownie, przy okazji wykonujac nieokreślone ruchy dłońmi w kierunku Dylan, czegoś by się domyśliła. Nigdy jednak nie była najlepsza w odczytywaniu subtelnych sygnałów.
- Ojej - wymamrotała nagle, bo oto kubek z piwem, trzymany dotychczas przez Dylan, wypadł jej z rak i rozlał się na podłogę. Nie wiedziała czego było jej bardziej szkoda - blondynki, która wygladała na naprawdę przygnębiona faktem stracenia alkoholu, czy czerwonego dywanu, który właśnie został oszpecony przez mokra plamę. - Mogę poprosić któregoś z elfów, aby poleciał po drugi - zaproponowała od razu, patrzac na Dylan z otucha. Zdaniem Yevtsye dorośli również powinni dostawać prezenty od Mikołaja.
Machnęła ręka (ta wolna, która nie pilnowała, aby Sam nagle nie zsunał się z jej kolan), gdy Joey wspomniał coś o ignorowaniu. Ona wcale nie czuła się ignorowana! Wręcz przeciwnie - tamtego dnia dostawała tak dużo uwagi, że mogłaby czuć się usatysfakcjonowana jej ilościa już przez resztę życia.
- Prawda, jest świetna - zgodziła się, zerkajac na kolejkę z zainteresowaniem. Co prawda odkad zasiadła na swoim fotelu, zdażyła już się na nia napatrzeć, ale ten mechanizm nadal ja zadziwiał. - Zawsze chciałam taka jak byłam mała. - Zawsze miała dużo zabawek - w końcu sama posiadała na własność mnóstwo lalek i podbierała Simonowi samochody, kiedy nachodziła ja ochota na porobienie wyścigów - ale ta jedna do końca pozostała jej nieuchwytnym marzeniem.
Myśl o kolejce pochłonęła ja na tyle, że nie dostrzegła wchodzacego do środka Percy'ego. Dopiero kiedy usłyszała znajomy głos, obróciła gwałtownie głowę i uśmiechnęła się szeroko, zauważywszy Aldridge'a.
- Percy! - krzyknęła entuzjastycznie i prawie podskoczyła, tak się ucieszyła na jego widok! - Uważaj, zgnieciesz dziecko! - upomniała go, gdy usiadł jej na kolanach. Chociaż Perseus ulokował się na nich z rozmysłem, zajmujac miejsce bardziej z prawej strony i najwyraźniej majac na uwadze to, aby nikogo nie zabić, Yevtsye była bardzo przejęta swoja rola, musiała więc zwrócić mu uwagę. - Powiedziałabym, że dam ci buziaka, ale okazało się, że mam męża i chyba nie wypada - szepnęła mu do ucha tak, aby Sam nie mógł dosłyszeć jej słów. Co by to była za tragedia, gdyby jej okrutne kłamstwo się wydało!
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: odkopię się kiedyś z tych postów, zobaczycie

Wysłany: 2017-12-29, 16:35   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


Ostatnie, czego chciała, to wylać cudze piwo, więc jej mina zrobiła się jeszcze bardziej niewyraźna. W pierwszym odruchu chciała się zaoferować ze swoim - którego nie miała, więc tylko bez sensu uniosła termos z herbata. Przecież nie odda Dylan herbaty, która przyniosła dla Yev, i w ogóle takie zamieszanie zrobiło, że mogła tak naprawdę zostać w domu, przy swoich notatkach, wszyscy by tylko na tym skorzystali, dramat jakiś.
- Przepraszam, zaraz ci odkupię - jęknęła do blondynki, ignorujac trochę siostrę, ale skoro już tamta ja zauważyła, posłała jej niemrawy uśmiech i wzruszyła ramionami. - Przyniosłam ci kanapki, zjesz sobie, jak będziesz miała przerwę. O ile je masz - zaśmiała się, bo obserwujac ruch, jaki był wokół Yev, i to, że jej dwa kolana ewidentnie nie wystarczały (zwłaszcza, kiedy gramolił się na nie Percy, którego Nina tylko pozdrowiła machnięciem ręki), trochę watpiła, czy faktycznie jej siostra znajdzie chwilę na kanapkę i herbatę. No cóż, trudno. Przynajmniej niech ma świadomość, że kanapki były wypełnione miłościa. Nina położyła je gdzieś za krzesłem, albo gdziekolwiek, gdzie Yev będzie miała do nich dostęp, ale gdzie jednocześnie specjalnie nie będa jej przeszkadzać. Potem, zdaje się, musiała chyba wrócić do swoich życiowych fackapów, więc znów zwróciła się do Dylan. - Będziesz tu stała? Zaraz wrócę z twoim piwem - przygryzła niepewnie wargę i przestapiła z nogi na noga, coraz bardziej zakłopotana. Nawet nie zwróciła uwagi, czy ktoś przypadkiem nie został oblany, bo jeszcze Yev wyskoczyła z tymi elfami, i o rany, chyba znów nie dotarło do niej, że coś jest na rzeczy. I że Dylan została nazwana mama.
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Dylan Bishop








33

strażak na rencie

tequila is her love

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2017-12-29, 20:19   
  

  
Dylan Bishop

  
alcohol and sex addicted, bad mom, disabled


Sam zdawał się być niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Był dobrym dzieckiem i naprawdę chciał oddać Mikołajowi swoja czapkę, a matka nie robiła mu żadnych problemów. Wiadomym było, że Dylan nie należała do najodpowiedzialniejszych i nie jednokrotnie narażała syna na niebezpieczeństwo. Gdy Młody miał jakieś dwa lata, zawsze bawił się na klatce schodowej, podczas gdy jego upita do nieprzytomności matka wylegiwała się na kanapie w salonie, czy gdzieś w kacie na podłodze. Nic mu się nie stało, więc i brak czapki nie mógł być tragedia.
- Musisz ustawić mu przypomnienie w telefonie, albo tablecie - dzieciak polecił pani Mikołajowej, bo przecież w tych czasach elektronika była niezastapiona. Chociaż Młody Hollenbeck, zdecydowanie bardziej odnajdywał się wśród kawałka papieru i kredek. - A czy dla mnie też uszyjesz czapkę? - zapytał z uśmiechem na buźce. - Żebym się nie rozchorował i za rok też tu... - chciał wytłumaczyć, ale wtedy niespodziewanie na drugim kolanie usadowił się jakiś mało przyjemny osobnik, co w żaden sposób nie spodobało się Samuelowi. Dlatego też, nie zważajac na nic, niby to przypadkiem, próbował zepchnać go z kolan pani Mikołajowej.
Dylan nie bardzo przejęta była tym co działo się z jej synem, był wśród ludzi, wygladał na zadowolonego. Poza tym przeżywała swoja mała tragedię, do której przyczyniła się dziewczyna, z która miała okazję zabawiać się jakiś czas temu.
- W innej sytuacji, kazałabym ci zapieprzać po nowe, ale chyba właśnie twoja siostra zaoferowała jednego ze swoich elfów - odpowiedziała z rozbawieniem, kierujac swoje słowa do każdej z sióstr. Przez jakiś niedługi czas przygladała się dziewczynom, próbujac dostrzec w nich jakieś podobieństwo. Nic takiego jednak nie miało miejsca, a Bishop miała jeszcze większa ochotę, aby zabawić się z ta druga, w czerwonym stroju.
_________________
I'm Gonna Swing
from the chandelier, I'm gonna live like tomorrow doesn't exist


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2017-12-30, 11:39   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


W chatce panował coraz większy ścisk, co jakiś czas ktoś na kogoś wpadał- wokół panował harmider. Było to zdecydowanie przytulne miejsce i fajnie było w nim przebywać, chłopak mimowolnie poszukał Theo wzrokiem, bowiem jakiś czas temu się rozdzielili. Czy bł jeszczze tutaj? Tak, Harrisonowi wydawało się, że gdzieś tam mignał mu pomiędzy innymi postacami. Dlaczego sie rozdzielili? Joey nadal był zafascynowany kolejka, która gdzieś po ścianie sobie krażyła i zupełnie nie zwracał uwagi na to, że ktokolwiek cokolwiek do niego mówi. Boże to by było takie zabawne, gdyby jendka nie było takie żałosne. Uśmiechnał się mimowolnie do Yev po czym poskrobał się po brodzie i obserwował dalej kolejkę, zupełnie jakby to było najlepsze show świata. Może sama kolejka nie była aż tak fascynujaca, ale coś w niej sprawiało, ze Joey czuł się.... dziwnie, fajnie a wspomnienia minionych świat praktycznie same wracaly. Dopiero po chwili poczuł, że coś w jego kieszeń wibruje. Poczatkowo chłopak kompletnie to zignorował, bowiem wielokrotnie przeżył takie dziwne coś, kiedy myślał, że jego telefon wibrowała tak naprawdęe było zupełnie inaczej. Dopiero po dłuższej chwili postanowił faktycznie sprawdzić czy telefon nie wibruje i okazało się, że dzwoniła do niego mama. Chłopak aż pisnał zadowolony Czy to nie była fajna, świateczna niespodzianka? W domku nie usłyszałby niczego co mamusia do niego ówiła, dlatego zaczał przeciskać się w stronę wyjścia. Gdy był już na zewnatrz porozmawiał sobie dłuższa chwilę z mama. Nim się zorientował, a stał praktycznie przed domem.

[zt]
[Profil]
 
 
Percy Aldridge


Wysłany: 2017-12-30, 19:43   

Percy jako dziecko nigdy nie miał okazji przebywać w takiej chatce Mikołaja, jak ta. Często w okresie świat ciagnał matkę do brodatego mężczyzny ubranego w czerwony kubrak, do którego zawsze stała spora kolejka dzieci, ale pani Aldridge za każdym razem mówiła, że to bujdy i żaden Mikołaj nie przynosi dzieciom prezentów i nie będzie stała ze swoim synem tylko po to, aby usiadł na kolana jakiemuś przebierańcowi. Gdy pytał kto w takim razie jest odpowiedzialny za przynoszenie dzieciom prezentów, odpowiadała, że jedynym bóstwem, zdolnym do takich rzeczy był Zeus. Ale i tak nie ma na co od niego liczyć, bo ma do roboty lepsze rzeczy niż obdarowywanie dzieci jakimiś bzdetami.
Pomimo, że jego rodzice świat nie uznawali, Percy nauczył się obchodzić je, tak jak znaczna większość osób zamieszkujacych Brentwood. Badź co badź, jedynymi wyznawcami religii hellanizmu, a przynajmniej jedynymi, którzy się do tego otwarcie przyznawali byli państwo Aldridge.
Z zaciekawieniem obserwował całe świateczne miasteczko, wraz z chatka Mikołaja na czele, które na okres świat zawitało do jednej z dzielnic ich miasta. Zanim ustawił się w kolejce do Yevtsye, przeszedł się po wszystkich straganach, sprawdzajac co maja do zaoferowania. Może, gdy jego dziewczyna skończy pracę nie będzie miała jeszcze dosyć całej tej światecznej atmosfery i wybiora się tam wspólnie.
Zauważył machajaca do niego Ninę, do której uśmiechnał się szeroko i również odmachał, dajac znak, że ja widzi. Wszyscy Reyesowie byli przemili i Percy uwielbiał spędzać czas w ich domu, a ze względu na Yev był tam częstym bywalcem.
Aldridge nieszczególnie przejał się tym, że na drugim kolanie Yev siedział właśnie chłopiec, który najwyraźniej nie skończył jeszcze swojego posiedzenia w chatce Mikołaja. Dopóki ten nie starał się za wszelka cenę z niego zepchnać. - Hej, mały, Mikołaj ma dwa kolanka, zmieścimy się.
- Twój maż jest daleko, na pewno się nie obrazi jak dasz buziaka grzecznemu dziecku, pani Mikołaj – odparł, majac nadzieję, że dzieci stojace w pobliżu jednak nie będa słyszeć, bo nie chciał psuć ich opinii o Mikołaju. Wystarczy, że jemu mama zabraniała wierzyć w takie brednie. – Nie potrzebujecie tu przypadkiem elfików? Dobrze bym się prezentował w takiej czapeczce.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7