nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
impreza halloweenowa
Autor Wiadomość
Brentwood



1

I'm so glad I live in a world where there are Octobers






Brentwood

Wysłany: 2018-10-23, 11:26   impreza halloweenowa



[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-10-23, 12:51   

Kiedy trzydziestego pierwszego października zaszło słońce, ekscytacja związana z obchodami Halloween sięgała zenitu. Mieszkańcy stawiali w oknach przerażająco powycinane, świecące dynie i zasiadali do oglądania horrorów bądź dokonywali ostatnich poprawek w stylizacjach, którymi mieli nadzieję przestraszyć znajomych podczas szalonej domówki. Poprzebierane dzieciaki powychodziły na ulicę, aby chodzić od domu do domu z nadzieją na zgarnięcie jak największej ilości słodyczy. Byli również tacy, którzy w ramach obchodów Halloween kierowali się do Southend, gdzie miała odbyć się największa tego typu impreza, zorganizowana przez grupkę kreatywnych studentów z miejscowego uniwersytetu. Miejsce zabawy - stara, opuszczona fabryka z powybijanymi gdzieniegdzie szybami i odpadającym ze ścian tynkiem - z wierzchu jak najbardziej wpasowywała się w klimat tego wieczoru. Przestrzenne wnętrze zaś zostało udekorowane wedle inwencji twórczej grupy wolontariuszy, którzy wykazali chęć pomocy w tym wielkim przedsięwzięciu. Pomysłów było wiele, stąd różnorodność wystroju. Do dyspozycji uczestników zabawy zostały oddane nie tylko udekorowana czarno-pomarańczowymi balonami sala taneczna oraz poprzeplatane ciągnącymi się, sztucznymi pajęczynami pomieszczenie ze stolikami, gdzie na środku usytuowano stół z napojami i przekąskami, ale również pokój pełen podwieszanych u sufitu szkieletów, sala udekorowana maskami znanych postaci z horrorów, klaustrofobiczne miejsce spoczynku leżącego nieruchomo w trumnie wampira, a także pomieszczenie imitujące cmentarz z usypanymi kopcami, spod których wystają gumowe, aczkolwiek całkiem realistycznie wyglądające ręce. Jakby tego było mało, wnętrze fabryki okazało się na tyle pokaźne, że z niezagospodarowanej części przestrzeni postanowiono utworzyć niekończącą się sieć korytarzy z przejściami do mniejszych, obfitujących w iście halloweenowe niespodzianki pomieszczeń. Czy jest na sali jakiś śmiałek, chętny do odkrycia ich tajemnic?

Sherridan Rose i Gabriel Torres:
Dopiero kiedy przybyliście na imprezę, zdaliście sobie sprawę z tego, że trochę odstawaliście od tłumu młodych osób, zaludniających wnętrze fabryki. Na szczęście, jako że organizatorzy imprezy pomyśleli o zaopatrzeniu uczestników zabawy w barek z alkoholem, nie zdecydowaliście się na wyjście. Sherridan pociągnął Gabriela w stronę wspomnianej atrakcji wieczoru, uznając alkohol za swoją ostatnią nadzieję. Kto wie, może jakieś wymyślne, halloweenowe drinki akurat zachęcą was do zabawy?

Winter Aldridge i Leonard Harper:
Przybyliście na imprezę trochę głodni, zresztą nic dziwnego. Spędziliście na przygotowywaniu swoich kostiumów tyle czasu, że kompletnie nie zwracaliście uwagi na jedzenie. Na szczęście na miejscu znaleźliście stół z przekąskami, przy którym zgodnie przystanęliście. Impreza imprezą, ale przed wstąpieniem na parkiet bądź odkryciem przygotowanych przez studentów tajemnic tego miejsca, należało trochę uzupełnić zapasy energii.

Timmy Farrar:
Jeden z twoich nowych znajomych, którego zapoznałeś tuż po przyjeździe do Brentwood, już po dziesięciu minutach rozmowy zaprosił cię na imprezę halloweenową, która miała odbyć się w Southend. Zaznaczył przy tym, że koniecznie musisz wpaść do krypty wampira i zobaczyć go w akcji, ponieważ to właśnie on miał wcielić się w tę rolę i wylegiwać się w trumnie. Kiedy dotarłeś na miejsce, od razu zacząłeś szukać odpowiedniego miejsca, nie chcąc zawieść nowego kumpla. Chwilę ci to zajęło, jako że sieć korytarzy była naprawdę pokręcona, ale wreszcie udało ci się dotrzeć do celu. Wszedłeś do środka i podszedłeś do trumny, niepewny czy powinieneś dać mu znać o swojej obecności. Zanim jednak zdążyłeś podjąć jakąkolwiek decyzję, twój kumpel podniósł się nagle i chwycił stojącą obok ciebie dziewczynę za rękę, ciągnąc ją w kierunku trumny. Jak zareagujesz na jej przerażoną minę?

Raya Blackborne:
Przyszłaś na imprezę z dobrą koleżanką, Anne, która obiecała, iż spędzi w twoim towarzystwie całą imprezę i nie pozwoli ci się zgubić. Tak się jednak zdarzyło, że kiedy przechadzałyście się po korytarzach w poszukiwaniu jakichś przerażających smaczków, została zaczepiona przez grupkę swoich znajomych ze studiów, z którymi nie widziała się przez całe wieki. Po pięciu minutach sterczenia z boku czułaś się już zniecierpliwiona, więc, rzuciwszy Anne znaczące spojrzenie, jasno mówiące "pospiesz się", ruszyłaś dalej i po chwili znalazłaś się w niewielkiej sali, na której środku została postawiona trumna. Mimo obaw, podeszłaś bliżej i przez moment obserwowałaś śpiącego w niej wampira, czekając na jakąś niespodziankę. Gdy już całkiem straciłaś nadzieję na to, że cokolwiek się wydarzy, leżąca w trumnie postać podniosła się z sykiem i złapała cię za rękę, ciągnąc w swoim kierunku. Ponoć boisz się tego, że pewnego razu obudzisz się w trumnie? No cóż, szczęśliwego Halloween!


Wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
  
[Profil]
 
 
Timmy Farrar



18

bezrobotny gówniarz

make america gay again






Timmy Farrar

mów mi: grazyna

multikonta: brak

Wysłany: 2018-10-23, 16:24   
   dzielnica: Downtown Brentwood
   MG: Tak


#3 look

Kiedy nowy znajomy Timmy'ego postanowił zaprosić chłopaka na imprezę halloweenową, trudno było odmówić. Od paru dni Amerykanin biegał po domu niczym kot z pęcherzem i niemalże siłą zaangażował najbliższych w przygotowania do wielkiego wyjścia! Sam miał jedynie pomysł na przebranie - gorzej z realizacją, jednak na pomoc przyszedł mu braciszek oraz jego ukochana, która zajęła się charakteryzacją. Było to dość uciążliwe, ponieważ niechęć nastolatka do kosmetyków była ogromna, ale...końcowy efekt bardzo przypadł mu do gustu!
Anthony zgodził się podrzucić brata do Southend, gdzie miała odbyć się cała impreza. Farrar był pod wrażeniem miejscówki, jaką zastał tuż po przybyciu. Wszystko idealnie pasowało do klimatu dzisiejszego święta i...już teraz wiedział, że będzie fajnie, nawet jeżeli mało kogo tutaj znał. A w zasadzie, to tylko nowego kolegę.
Zgodnie z sugestią chłopaka, Timmy w pierwszej kolejności udał się do krypty wampira. Co innego miał robić, skoro będzie prawdopodobnie jedynym trzeźwym na tej imprezie a znajomy bardzo nalegał, żeby Amerykanin właśnie tam zajrzał? W zasadzie, to jeden drink czy mała lampka wina nie zaszkodziłaby, jednak Anthony to by chyba zmiótł młodego z powierzchni ziemi, gdyby wyczuł. Przecież przed samym wyjściem Timmy przyjmował swoje leki na serce. Trochę odpowiedzialności, gówniarzu jeden!
Dotarł wreszcie do tej nieszczęsnej trumny i... I nic. Zastanawiał się, czy powinien zakomunikować jakkolwiek swojemu kumplowi o tym, że już jest, kiedy nagle chłopak się zerwał i pociągnął do trumny jakąś dziewczynę, która stała tuż obok. A Timmy? Jak to on, wybuchnął takim śmiechem, że dźwięki jego głupkowatego głosu odbiły się echem po całym pomieszczeniu.
[Profil]
 
 
Winter Aldridge



22

student | barman

how can a heart like yours ever love a heart like mine?






Winter Aldridge

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Gabriel, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley


Wysłany: 2018-10-23, 21:31   
   dzielnica: South - West Brentwood
   MG: Tak


Ukryj: 
Czmycha bokiem, ledwo To dostrzegasz, bo ciemna twarz niknie w półmroku. Tylko szeroki, niemal śnieżnobiały uśmiech wyróżnia się na tle wszystkiego. Próbujesz dojrzeć, co To dokładnie jest, bo wydaje Ci się, że w blasku świec delikatnie lśni sierść wokół twarzy, podobnie ciemna, jak makijaż, granatowa, lekko pasiasta. Uszy? Czy To ma uszy? Lekko spiczaste, nastroszone. Koci nos i żółte oczy – to na pewno soczewki, myślisz. Zapewne tak jest, jednak efekt daje wrażenie. Choć postać ma na sobie długi, ciemny płaszcz, to zza jego krawędzi także wystaje futro. Na zewnętrznych stronach dłoni, na szyi. Całości dopełniają proste, ciemne spodnie i pantofle, które właściwie nie przyciągają Twojej uwagi. Ważniejsza jest przecież aksamitna sierść, której tak bardzo chciałbyś dotknąć, no i ten uśmiech, który wcale nie wydaje Ci się wesoły, a raczej potworny, i kiedy mrugasz, jego widok pozostaje pod Twoimi powiekami. To wycofuje się, znów zatapiając się w ciemność, znika ukradkiem, wykorzystując niewielką ilość światła w pomieszczeniu. Przyglądasz się jeszcze chwilę, ale w końcu kształty postaci zamazują się, widoczny pozostaje tylko ten wyraźny, jasny uśmiech, i oczy, aż w końcu i one znikają, prawdopodobnie poprzez mrugnięcie. Ktoś zachodzi Ci drogę, a po chwili nie widzisz już uśmiechu, jedynie ruch poły płaszcza, choć może tylko Ci się zdawało? Dziwna postać zniknęła, ale przyjęcie dopiero się rozpoczyna, więc może dane Ci będzie spotkać ją po raz kolejny. Nie oznacza to jednak, że uraczy Cię ona rozmową.


Choć z początku Winter wcale nie chciał wybierać się na to przyjęcie, to ostatecznie dał się namówić, nawet, jeśli miała to być randka w ciemno. Cóż, tym więcej czasu poświęcił na przygotowanie swojego kostiumu Kota z Cheshire, bo wyszedł z założenia, że im więcej makijażu nałoży na twarz, tym mniejsza szansa, aby później Leonard miał go rozpoznać na mieście. Aldridge wyczuwał od samego początku, że to spotkanie będzie kompletną katastrofą. Może powinien też przybrać fałszywe imię, jakiś pseudonim? Szkoda tylko, że Leo prawdopodobnie już wiedział, jak się nazywa. Nigdy się nie spotkali, a jednak jakimś cudem mieli wspólnych znajomych, którzy uknuli paskudny pomysł zeswatania ich. Takie intrygi nigdy nie wychodzą na dobre. A już na pewno nie jemu.
Miał numer Harpera, ale uznał, że użyje go w ostateczności. Już wcześniej umówili się niedaleko wejścia, ale blondyn (na co dzień, bo na tę okazję przefarbował swoje włosy na niebiesko) stał tam już od kilku chwil. Nie wiedział, jak Leo wygląda, ani za co się przebrał, i w ogóle to najchętniej by się z całej tej zabawy wycofał, chociaż teraz to już szkoda mu było tego kostiumu. No cóż, najważniejsze, że Leo w końcu się znalazł - albo zdecydowali się na wykorzystanie telefonów, albo po prostu Winter wyglądał tak żałośnie, że tamten od razu go rozpoznał. Ciężko powiedzieć, która opcja była bardziej prawdopodobna.
Futrzaste kocię uśmiechało się trochę niezręcznie (na szczęście szeroki wyszczerz wymalowany na jego policzkach nadrabiał za niego), dukał coś pod nosem, ale nie potrafił zabawić swojego towarzysza rozmowę, bo zwyczajnie nie był w tym dobry. W końcu jednak zaproponował spojrzenie na przekąski, bo jak wiadomo, jedzenie potrafi uratować każdą sytuację, o ile Leo nie byłby na diecie, ale wtedy to nie mieliby już w ogóle o czym rozmawiać. Chociaż i bez tego było niewiele lepiej - skoro Winter wepchał sobie do ust piernikowe paluszki, mógł milczeć z czystym sumieniem, a by unikać wzroku Leonarda, wziął jeden z jednorazowych kubeczków i zaczął nalewać do niego ponczo. Oby tylko był z alkoholem.
- Spójrz, jakie śmieszne - rzucił tylko głupio, kiedy już przełknął i dostrzegł kolejny zabawny, halloweenowy smakołyk - ciasteczka w kształcie oczu. Jedno z nich zaraz zniknęło w kocim pyszczku. Przeżuwanie było bardzo zajmujące, no i znacznie prostsze, niż mówienie, zwłaszcza, jeśli wypadałoby powiedzieć coś z sensem.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Gabriel Torres



35

weterynarz

May the Force be with you






Gabriel Torres

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Mordechai, Philippa, Phoenix, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-10-23, 23:23   

po wszystkim + kostium

Kim miałby zostać Gabriel w Halloween, jeśli nie Cassianem Andorem? Oczywiście, Patka nie ma pojęcia, kim jest ta postać, a Gabriel po wyjeździe z Ameryki chyba mocno zapomniał, na czym polega Halloween i jak powinien się przebrać. Nie wyróżniał się zatem tylko wiekiem (halo, przecież wcale nie był taki stary), ale też kompletnym niedostosowaniem się do sytuacji, i cholera, totalnie się tu nie czuł. Co ten Sherridan wymyślił? Dlaczego Torres nie mógł wziąć na ten wieczór dyżuru w klinice?
Doskonale pamiętał swój dołek jakiś czas temu, kiedy to zdecydowanie przesadzał z alkoholem, i o ile zyskał wtedy tego cudacznego współlokatora, o tyle wcale nie wspominał tego niezbyt długiego okresu zbyt dobrze i zdecydowanie nie chciał go powtarzać. Dlatego też nie był zachwycony wizją upijania się od samego początku. Nie łudził się, że skończy tę imprezę trzeźwo, ale wolał się najpierw rozeznać w terenie, czy coś... Tylko że faktycznie, czuł się na to trochę zbyt nieswojo. Może faktycznie kielich na odwagę mu pomoże? No, czy tam drink. Mogą się dziś bawić po babsku, kto im broni. I tak są już najbardziej żenujący w tym towarzystwie.
- Co to jest? - spytał ni to Sherrie'go, ni to w powietrze, jednocześnie zaglądając sceptycznie do swojej szklanki, kiedy już trzymał ją w rękach, i delikatnie poruszając w niej słomką. Ciecz była gęsta i zapewne miała imitować jakiś szlam, ale przez to wcale nie zachęcała Gabriela do wypicia tego. Poprawił zawieszony na ramieniu plastikowy karabin i przeniósł wzrok na Rose'a. A czym on był? Tego kostiumu Torres też nie mógł zrozumieć. Choć najbardziej niezrozumiałe dla niego było, co oni tu tak właściwie robili. Ten pan będzie chyba potrzebował trochę więcej, niż jednego szlamowatego drinka, by się tu jakkolwiek pobawić.
_________________
So, if we can leave
it all behind us and meet in between

[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

colors nut, van gogh lover, creative, alcoholic and trying to get his life together after being in love with his very best friend






Sherridan Rose

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, isidore, yevtsye, calanthe, nancy


Wysłany: 2018-10-24, 21:46   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


W normalnych okolicznościach Sherrie nigdy nie wybrałby się na coś takiego, jak impreza halloweenowa, a już na pewno nie próbowałby zaciągnąć na nią swojego Bogu ducha winnego współlokatora. Zaczynało mu być jednak coraz bardziej głupio, że więcej czasu spędzał z prawie-chłopakiem Gabriela aniżeli z nim samym, więc wieść o zbliżającym się wieczorze w opuszczonej fabryce była niemalże darem z niebios. Pod pretekstem odciągnięcia Torresa od pracy (naprawdę, jego zaangażowanie w sprawy zwierząt było godne podziwu, ale spędzanie całego życia w klinice nie wydawało się Sherriemu zdrowe), udało mu się namówić go na wspólne wyjście. Na imprezę halloweenową. Boże, ilekroć powtarzał to sobie w myślach, nie mógł nadziwić się temu, że komuś tak staremu jak on przyszedł w ogóle do głowy taki szczeniacki pomysł.
Prawdę mówiąc, nie miał zielonego pojęcia, za co przebrał się Gabriel, ale i tak skomentował jego strój całkiem przekonującym mruknięciem aprobaty, które chyba nie zdradziło jego nieogarnięcia w temacie. Sam nie był lepszy - tamtego wieczoru postanowił wcielić się w rolę jakiegoś dziwnego, diabłopodobnego stwora, głównie dlatego, że kompletnie nie miał pomysłu na kostium. Zresztą nic dziwnego - ostatnimi czasy sprawy biura zaczęły pochłaniać go co najmniej dwa razy bardziej. Nie pomagał również fakt, że Joey cały czas wydzwaniał do niego, wypytując o to, kiedy znajdzie wolny termin na ich grę w Simsy, która miała być wstępem do prac nad wystrojem Kurnika Miłości. Szczerze mówiąc, Rose nie sądził, iż Harrison weźmie to na poważnie - przecież ten plan brzmiał kompletnie absurdalnie i nieprofesjonalnie - ale, jak widać, szefowi tak poważnego biura matrymonialnego podobne zagrania nie były obce. Teraz pozostało mu tylko zastanawiać się nad tym, jak to wszystko odkręcić.
No ale halloweenowy wieczór na pewno nie był najlepszym momentem na roztrząsanie takich kwestii. Dlatego jeszcze przed wyjściem z domu obiecał sobie, że, zamiast zamartwiać się głupotami, spróbuje opanować swój syndrom roztrzęsionej, przejmującej się wszystkim kulki nieszczęścia i po prostu dobrze się bawić. Trochę późno, bo dopiero po przekroczeniu progu fabryki, którą zaludniali w większości młodzi, pełni wigoru ludzie, zdał sobie sprawę z tego, iż chyba postanowił wybrać się na złą imprezę.
No cóż, jedynym wyjściem z opresji było udanie się do niewielkiego barku, gdzie czekał na nich ostateczny ratunek. To znaczy alkohol. Nie, żeby Sherrie od samego początku zamierzał się upić, ale skoro już zdał sobie sprawę z tego, w jak głupią sytuację się wplątał... chyba nie pozostawało mu nic innego.
- Hmm... wygląda jak bagno - powiedział i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że jego słowa raczej nie zachęciły Gabriela do spróbowania wybranego drinka. Odchrząknął więc i wzruszył ramionami. - Spróbuj. Mój też nie wydawał się zachęcający, ale smakuje w porządku - stwierdził, automatycznie zerkając w stronę imitującej gęstą, ciemną krew mieszanki alkoholu. No cóż, trudno, żeby jakikolwiek halloweenowy drink wyglądał ładnie, w końcu chodziło o to, aby wywołać w ludziach jak największe obrzydzenie, ale może Torres potrzebował jakiejś specjalnej zachęty. Jak dzieci przy jedzeniu brukselki na przykład.
_________________
yes, i am the devil
devil is not a monster waiting to trap us. he is a voice inside. look for your devil in yourself, not in the others. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Raya Blackborne



31

freaking

nerd






Raya Blackborne

mów mi: Catt

multikonta: Kara

Wysłany: 2018-10-25, 20:49   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


/kostium! ale z mniejszą kostką, taką co by się w dłoni zmieściła


Tak naprawdę, nie myślała, że ostatecznie się tutaj zjawi. Lubiła Halloween, ale nie była jakąś wielką fanką tego święta. Nie przepadała za jakimiś ogromnymi imprezami, gdzie jest mnóstwo ludzi, których nawet nie zna. Jeśli już gdzieś szła, to na małą domówkę któregoś znajomego. Jednak w tym roku jej koleżanka, Anne nie dała za wygraną. Nie dała jej nawet minuty spokoju dopóki Raya nie zgodziła się pójść. Miała tylko jeden warunek: Anne ma być przy jej boku cały czas. Może nie była jakąś anty-socjalną osobą, ale też nie czuła się zbyt komfortowo będąc w morzu obcych jej ludzi, więc Anne zgodziła się na ten warunek. I to była jedyna rzecz o którą ją prosiła! Jedyna! A i tak po zaledwie paru minutach jej znajoma rozgadała się na każdy możliwy temat ze starymi znajomymi. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że Raya nie chciała, żeby z nikim nie rozmawiała poza nią samą czy coś, ale po paru dobrych minutach było to już nieco irytujące, szczególnie że nawet nie miała w jaki sposób dołączyć do tej rozmowy. Ostatecznie więc się poddała i rzuciła Anne zniecierpliwione spojrzenie, dając jej do zrozumienia że ma ruszyć tyłek. Ale nie miała już zamiaru stać niezręcznie obok tej grupki, więc powoli ruszyła na zwiedzanie fabryki. Błąkając się bez celu, w końcu znalazła się z niewielkiej sali z trumną po środku. Uniosła lekko brew i rozglądnęła się wokół. Przynajmniej się postarali z dekoracjami, pomyślała podchodząc beztrosko do trumny. W środku ujrzała "wampira", który wydawał się spać. Spodziewając się czegoś bardziej ekscytującego, stała tak chwilę i wpatrywała się w jego twarz. Gdy przez parę minut nic się nie wydarzyło, wzruszyła ramionami i odwróciła się, chcąc przejść do innego pomieszczenia. W tym samym czasie owy 'wampir' podniósł się z sykiem i chwycił jej rękę, ciągnąc w swoją stronę. Zaskoczona, krzyknęła i od razu zaczęła się wyrywać, ale niewiele to dawało. Choć od początku spodziewała się jakiejś niespodzianki i dobrze wiedziała, że to nie jest żaden wampir, a tylko zwyczajny koleś w takim przebraniu, to w tym momencie była przerażona. Ciągle się wyrywając, usłyszała obok śmiech chłopaka stojącego nieopodal i gdy to sprawiło, że 'wampir' rozluźnił swój ucisk na jej ręce ne sekundę, udało jej się jakoś wyrwać. - Serio?! - wrzasnęła na rozbawionego tą sytuację chłopaka i kolesia w trumnie. - Ja rozumiem, że Halloween i ma być strasznie, ale na mnie proszę takich żartów nie robić - zwróciła się do chłopaków, myśląc, że pomysł sprawienia ataku serca nieznajomej był ich wspólnym. Jeszcze ciężko oddychała z napływu adrenaliny, rzucając im zdenerwowane spojrzenie. Nie taki start imprezy sobie wyobrażała...
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Leonard Harper



24

Halloween is coming

trick or treat be so sweet give me something good to eat






Leonard Harper

mów mi: to co trzeba

Wysłany: 2018-10-25, 23:18   
   MG: Tak


Ukryj: 
Przebranie się na imprezę kostiumową wymaga konceptu i paru dłuższych chwil na zrealizowanie go. Jak i kilku minut na odrzucenie pierwszych pomysłów. Tak też przez półnagiego strażaka, któremu sutki zakrywają jedynie zielone szelki; przez Supermana w cywilu, któremu spod zwykłej koszuli wystaje szkarłatna litera do genialnego Marilyna Mansona - plany były dobre. Jednak kiedy zrobienie kreski pod okiem przerasta umiejętności manualne mężczyzny – pojawia się problem. Dlatego niekiedy facet musi skorzystać ze swoich umiejętności radzenia w trudnych sytuacjach, kreatywności. Leo wtedy podjął radykalne kroki. Kilka dni przed imprezą ogolił brodę i włosy na zero, co przyniosło zaskakująco dobry efekt. W dzień wielkiego wyjścia na twarzy wyrósł mu kilkudniowy zarost (dzięki Bogu!), a włosy na głowie odstawały niesfornie niczym wojskowemu kadetowi. Czarny płaszcz przysłaniał czerwone szelki na tle białej koszuli. A cały urok tego kostiumu opierał się na zasłonięciu twarzy ciemnymi lenonkami i czapką ledwo zachodzącą na uszy. Może do Leona Zawodowca Harperowi brakowało z dwudziestu centymetrów, ale efekt był uderzający. I trzeba przyznać – chłopak postarał się wcielić w postać nawet imieniem!

Fakt jest taki: okulary przeciwsłoneczne to niepraktyczny dodatek do październikowych wieczorów.
Drugi fakt jest taki, że lenonki dodają cały czar kostiumowi Leonarda. Może i nie ma więcej faktów na ten jeden spacer do opuszczonej fabryki, ale Harper wysnuł spostrzeżenie! Stresował się schadzką w ciemno przez co nerwowo bawił się kluczami od domu. Oczywiście Leo i libacja podszyta komercyjnym świętem to idealne połączenie. Przecież tam gdzie spaczenie świata, tam i niespełnieni artyści. No, a przy tym wszystkim spotkanie z Winterem. Łysina Harpera na samą myśl się wzdrygnęła, powiał zimny wiatr, a chłopak przyśpieszył kroku. Dobrze wiedział jak dziwne są spotkania z nieznajomymi sam na sam. Ostatnimi czasy bywał na takich zaskakująco często. Za to spotkanie (huczniej nazywane randką) z tindera nie może się równać z intrygą zaplanowaną przez wspólnych znajomych. W końcu ludzie zobowiązują, a aplikacje randkowe? Cóż, troszkę mniej.
Zaczęło się dość chaotycznie. Pojęcie niedaleko wejścia okazało się szerokim terminem, który można interpretować dwojako. Leo stwierdził, że przyszedł na umówione uprzednio miejsce i czekał. Zdziwiony brakiem większej liczby imprezowiczów stwierdził, ze trafił źle i dopiero wtedy wszedł do opuszczonej fabryki, gdzie dopiero odnalazł włochatą postać i się przywitał. Ku wielkiemu zaskoczeniu Leona, Pani Wilkołak nie okazała się być jego Panem Randką. Nieco speszony Harper zadzwonił do Wintera i odnaleźli się szczęśliwie.
Atmosfera wydawała się ciężyć nad tymi dwiema duszyczkami niczym nieprzeczytane Dziady na zajęciach z literatury. Niczym Guślarz dla duchów tak i stół z przekąskami okazał się być wybawieniem dla chłopców. Podeszli tam aby zapychać swoje sumienie jedzeniem, Leo od razu rzucił się na jajka faszerowane boczkiem, przystrojone oliwkami-pająkami. Nagle nawet cisza przestała być nieswoja. Po prostu dwójka ludzi przy wspólnym stole z przekąskami. Nagle odezwał się Winter. Równie nagle Leonard zakrztusił się jajkiem. Poratował się ponczem, który przed chwilą nalał sobie Kociak.
- Przepraszam – wyjąkał speszony, oddając pusty kubek towarzyszowi niedoli – ale oczy są dla mnie zbyt przerażające – dodał. Nawet bardzo nie skłamał. Oglądanie rozrywanych flaków czy Happy Tree Friends na dobranoc wydawało się znośne. Ale oczy? One były najgorszym obrzydlistwem świata! Leo nalał koledze ponczo do nowego kubeczka, przepraszając.
- A chociaż chwaliłem już Twój strój?
_________________

Mom, can sew a costume for me?
I've decided exactly what I want to be
[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-10-27, 10:31   

Winter Aldridge i Leonard Harper:
Randka z Tindera to pomysł przerażający sam w sobie, a wy jeszcze zdecydowaliście się na wzięcie udziału w imprezie halloweenowej? Kosmos. Całe szczęście, że straszliwe przekąski jakoś ratowały atmosferę pomiędzy waszą dwójką.
Jako że znajdowaliście się w dość obleganym miejscu, cały czas przechodzili obok was różni ludzie. Była dziewczyna przebrana za Cruellę de Mon i chłopak w poszarpanym, krwawym stroju dalmatyńczyka, grupka nastolatków, wycharakteryzowanych na bardziej popularnych superbohaterów. Nikt jednak nie zwracał na was większej uwagi, dopóki w zasięgu waszego wzroku nie pojawiła się syrenka Arielka wraz z towarzyszem w ogromnym stroju kraba, który najwyraźniej miał być Sebastianem.
- O rany, Kot z Cheshire! - krzyknął Sebastian, ciągnąc Arielkę za rękę. Chociaż Leonarda przerażały błyszczące oczy Wintera, pan skorupiak był nimi zachwycony. - Ale super. Mogę zdjęcie? - zapytał i od razu zaczął grzebać w kieszeniach swojego stroju, chyba szukając telefonu. Bo kto nie chciałby fotki z takim świetnym Kotem z Cheshire?
Zanim Winter zdążył odpowiedzieć, z najbliższych głośników wydobyło się dziwne skrzypnięcie, a potem niski, trochę zachrypnięty głos:
- Spragnieni straszliwych wrażeń? O pełnej godzinie rozpoczniemy poszukiwania halloweenowych itemów. Przydział grup w głównym korytarzu, obok fotobudki. Pamiętajcie, aby nie- - Coś trzasnęło i głos się urwał. Jakieś problemy techniczne czy zamierzony efekt?
- O mamo, zajebiście! - zachwycił się Sebastian. - Kate, idziemy? - A więc Ariel jednak miała na imię Kate? Och, co za plot twist!

Raya Blackborne i Timmy Farrar:
Sztuczka leżącego w trumnie wampira przestraszyła już kilka osób i zapewne miała być jedną z atrakcji przez całą resztę wieczoru. Kolega Timmy'ego - jasnowłosy Stan, lubujący się w zaczepianiu obcych ludzi oraz oglądaniu horrorów - cieszył się z każdej przerażonej reakcji jak dziecko z prezentów gwiazdkowych. Tak było i tym razem - krzyk oraz nerwowa reakcja Rayi niesamowicie go usatysfakcjonowały i, choć już po chwili dziewczynie udało się wyrwać z jego uścisku, radość trwała. Och, jak on kochał ten czas w roku!
- To Halloween! - Generalnie plan był taki, że po wykonaniu zadania ponownie kładł się w trumnie z założonymi na piersiach rękami, czekając na kolejną ofiarę, ale tym razem oburzenie Rayi nie mogło przejść bez echa. Czego innego się spodziewała, przychodząc na imprezę halloweenową?
Z lekkim opóźnieniem zorientował się o obecności znajomego, który stał tuż obok, zaśmiewając się z jego straszliwej sztuczki. Koszmarny strój Farrara trochę utrudniał jego identyfikację, zwłaszcza gdy w grę wchodziła osoba, która widziała go tylko raz w życiu.
- Timmy! - ucieszył się, porzucając rolę przerażającego wampira. Mógł pozwolić sobie na chwilę przerwy. - Cześć, stary! Fajny kostium. Wiesz, że...
Nie zdążył dokończyć - jakiś płynący z głośników głos przerwał mu w połowie wypowiedzi.
- Spragnieni straszliwych wrażeń? O pełnej godzinie rozpoczniemy poszukiwania halloweenowych itemów. Przydział grup w głównym korytarzu, obok fotobudki. Pamiętajcie, aby nie- - Coś trzasnęło i głos się urwał. Jakieś problemy techniczne czy zamierzony efekt?
- O, ale szkoda, że muszę tu leżeć - mruknął Stan. - Ale hej, wy możecie iść, nie? Opowiecie mi potem, jak było. I może przyniesiecie mi jakieś małe co nieco? Zgłodnieć można, jak się tak tylko leży i straszy ludzi! - Gdyby ktoś go o to zapytał, sam nie wiedziałby, dlaczego zwrócił się do was, jakbyście przyszli na tę imprezę razem. Może automatycznie założył, że Raya była jakąś znajomą Timmy'ego?

Sherridan Rose i Gabriel Torres:
Niestety nie tylko wy chcieliście skosztować przerażających drinków. Wokół baru tłoczyło się wiele ludzi w dziwnych strojach. W pewnym momencie jakiś przebrany za bochenek chleba (tak, to nie żart) chłopak potknął się o długi ogon sukni Jessiki Rabbit i niechcący przechylił szklankę ze swoim drinkiem, w wyniku czego trochę zielonego, gęstego i niezbyt przyjemnie wyglądającego płynu wylało się na spodnie Gabriela. Wyglądało na to, że teraz był brudnym Cassianem Andorem.
Bochenek chleba, nie zauważywszy swojego błędu, zniknął w tłumie uczestników imprezy dokładnie w tym samym momencie, gdy z wiszących w rogach pomieszczenia głośników wydobył się jakiś męski, ochrypły głos:
- Spragnieni straszliwych wrażeń? O pełnej godzinie rozpoczniemy poszukiwania halloweenowych itemów. Przydział grup w głównym korytarzu, obok fotobudki. Pamiętajcie, aby nie- - Coś trzasnęło i głos się urwał. Jakieś problemy techniczne czy zamierzony efekt?

Wszyscy macie 96 godzin na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
  
[Profil]
 
 
Timmy Farrar



18

bezrobotny gówniarz

make america gay again






Timmy Farrar

mów mi: grazyna

multikonta: brak

Wysłany: 2018-10-28, 14:22   
   dzielnica: Downtown Brentwood
   MG: Tak


Pewnie gdyby to nieświadomość Timmy'ego została wykorzystana w taki sposób, skończyłoby się to tragicznie. Było w nim jednak zdecydowanie zbyt mało empatii, aby postawić się w sytuacji dziewczyny, która padła ofiarą wampira. Wręcz przeciwnie - wszystko potwornie go bawiło, jak zresztą każdy halloweenowy psikus. Farrar był wielkim fanem tego święta, i cieszył się że również w Brentwood jest ono obchodzone w podobnym klimacie, co w Kalifornii. Teraz czuł się oczywiście zbyt dorosły, żeby w upiornym przebraniu krążyć po domach i zbierać łakocie (a tym najbardziej skąpym obrzucić posesję jajami czy papierem toaletowym), ale impreza? Już mu się tutaj podobało!
- Spokojnie, to tylko żart - rzucił beztrosko Timmy, po czym zaraz zwrócił się do swojego kumpla, który wreszcie zauważył jego obecność! - siemasz! Niezła ci rola przypadła... - zaczął rozbawiony, kiedy rozmowę przerwał ten tajemniczy głos płynący z głośników. Ktoś się nieźle napracował nad przygotowaniem imprezy. Jeżeli to miał być efekt specjalny, z tym przerwanym dźwiękiem, to naprawdę wielkie brawa należą się organizatorom...Chociaż Timmy, jak to on, zaczął w myślach dorabiać sobie do tego jakąś teorię spiskową - pewnie! Eeee... No i koniecznie musimy coś chlapnąć, nie sądzicie? - dodał luźno. Jeden drink mu nie zaszkodzi, a perspektywa spędzenia całej imprezy na trzeźwo jest nie do przyjęcia.
- Zgodzisz się mi potowarzyszyć przy tych poszukiwaniach? - zaproponował dziewczynie, mimo że w zasadzie to nawet nie znał jej imienia. Nie było to jednak dla Farrara przeszkodą, chłopak od zawsze był bardzo bezpośredni w kontakcie z drugim człowiekiem.
[Profil]
 
 
Gabriel Torres



35

weterynarz

May the Force be with you






Gabriel Torres

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Mordechai, Philippa, Phoenix, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2018-10-28, 20:46   

Z początku Gabriel też trochę nie dowierzał, że Sherridan wpadł na taki pomysł, ale ostatecznie nie znali się jakoś wybitnie długo, więc może Torres nie powinien być jeszcze taki pewny, czego powinien się po nim spodziewać? Nie wydawało mu się co prawda, że spędzał w klinice zbyt wiele czasu, ale... no cóż, udało mu się wygospodarować wieczór i oto był tutaj - jako Cassian Andor, już niedługo upierdolony szlamem z kanałów drinkiem. Kostium Sherrie'go nie był wcale lepszy, bo i Gabriel nie miał pojęcia, czym jego kolega był. Inna sprawa, że gdyby spotkał takiego w ciemnej uliczce, to faktycznie by się wystraszył, ba, nawet nie wziąłby go za coś, co faktycznie mogło istnieć w tym świecie. No więc dobra, kostium Sherrie'go był lepszy. Gabriel ostatecznie wcale nie wyglądał jak żaden obrońca galaktyki. Miał kurtkę z futerkiem i jakąś plastikową broń, był jak zwykle żałosny.
Całkiem możliwe, ze Gabriel potrzebował zachęty, jak dzieci do zjedzenia brukselki, bo skoro Sherridan pochwalił swojego drinka, to i Gabriel postanowił upić trochę tego, co miał w szklance. Ledwo mu się to udało, już chciał chwalić - bo rzeczywiście, było znacznie smaczniejsze, niż wyglądało - kiedy bochenek chleba szturchnął go swoją wypieczoną skórką, uraczył spodnie Cassiana Andora innym błotnistym przysmakiem, no i sam Gabriel dodał do tego oczywiście trochę swojego szlamu. Bo jak już się brudzić, to najlepiej po całości, ot co.
- No super... - mruknął pod nosem, patrząc niemal z rozpaczą na plamy, które powstały na jego spodniach. Sięgnął po jakieś serwetki, które leżały na blacie, by zetrzeć choć trochę mazi. Jak można się było domyśleć, średnio mu to wyszło, plamy zostały, trochę roztarte na spodniach, ale mówi się trudno - będzie Cassianem Andorem po bitwie, zakrwawiony i brudny, albo Cassianem Andorem po imprezie - oblany drinkami, które nie były przynajmniej na wpół przetrawione, czego przy jego szczęściu także można by się było spodziewać. Ze zrezygnowaniem odłożył brudne serwetki na blat i znów upił swojego drinka. - Przynajmniej jest całkiem smaczny. Idziemy szukać tych no... rzeczy? - wskazał palcem w górę, bo przecież stamtąd dochodził głos głoszący ogłoszenie (xD). Do pełnej godziny mieli jeszcze chwilę - wystarczająco czasu przynajmniej na to, by napić się jeszcze trochę, dzięki czemu taka zabawa mogłaby być zabawniejsza. Nie będą tu chyba sterczeć jak ciołki, ani nie będą szaleć na parkiecie z ludźmi młodszymi od nich o jakieś dziesięć lat, prawda? A może wygrają jakieś cukierki, albo chociaż halloweenową flaszkę.
_________________
So, if we can leave
it all behind us and meet in between

[Profil]
 
 
Sherridan Rose



31

architekt

colors nut, van gogh lover, creative, alcoholic and trying to get his life together after being in love with his very best friend






Sherridan Rose

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, isidore, yevtsye, calanthe, nancy


Wysłany: 2018-10-28, 22:15   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


Nie no, Gabriel wcale nie wyglądał aż tak dziadowsko, jak sądził. Może i kurtka z futerkiem wydawała się trochę tandetna, a plastikowa broń wyglądała strasznie tanio, ale ostatecznie i tak było ciemno i nikt nie mógł tego dostrzec. Plus na pewno nie był najgorzej ubraną osobą na całej imprezie, bez przesady. Na pewno jakiś wielki, oddany fan Star Wars zrozumiałby jego kostium i jeszcze rzucił się na niego z wielkim przytulasem. Albo z pięściami, jeżeli kibicował drugiej stronie.
Chłopak przebrany za bochenek chleba kompletnie umknął jego uwadze, prawdopodobnie dlatego, że wokół tłoczyło się całe mnóstwo ludzi, przebranych za bardziej oryginalne rzeczy. Co prawda Sherrie nie za bardzo się rozglądał, głównie ze strachu przed tym, że ktoś mógłby złapać jego spojrzenie i uznać go za jakiegoś creepa, ale od czasu do czasu wypadało oderwać wzrok od swojego towarzysza, co by i jego nie przestraszyć. Fakt faktem - Sherridan pomieszkiwał u Gabriela już dłuższy czas i w jakiś sposób Torres poznał już wszystkie jego dziwności, ale i tak nie byli na tyle blisko, żeby mogli bez skrępowania się w siebie wgapiać. Bez przesady.
- Teraz wyglądasz lepiej - stwierdził i to wcale nie z grzeczności! Naprawdę wydawało mu się, że z plamą po zielonym drinku, roztartą na spodniach, Gabriel prezentował się przynajmniej dwa razy bardziej autentycznie. - Jak taki wojownik z prawdziwego zdarzenia - powiedział, po czym zawahał się, bo czy Torres właściwie był wojownikiem? Sherrie nie miał pojęcia, za co jego współlokator właściwie się przebrał, a po tym, jak automatycznie pochwalił jego strój, głupio było mu już pytać. Jasne, oglądał Gwiezdne Wojny, ale chyba nie był aż takim fanem, aby przyglądać się strojowi każdej postaci. Nic więc dziwnego, że postać Cassiana Andora umknęła mu gdzieś wśród wielu innych, niekiedy bardziej ważnych i charakterystycznych. W tym momencie zapewne nie jeden fan Star Wars skazałby go na karę śmierci, ale hej, Sherrie i tak mógł uważać się za szczęściarza, skoro w wieku trzydziestu lat miał jeszcze czas na takie rzeczy, jak oglądanie filmów science fiction. Chociaż on sam, patrząc na wszystkie swoje życiowe doświadczenia, nigdy nie określiłby się takim mianem.
- Mówiłem - powiedział i pokiwał głową, jak gdyby uważał się za znawcę wszelkich drinków. Może i był przypałem życiowym, ale akurat alkohole ogarniał jak mało kto. Albo po prostu był tak zapijaczony, że pasował mu każdy napój z jakąkolwiek ilością procentów. - Jasne, możemy - zgodził się bez wahania. Szukanie halloweenowych itemów brzmiało w porządku, przynajmniej nie będą wyglądali na desperatów, którzy przyszli na imprezę dla młodych ludzi, aby spędzić cały ten czas przy barze. No i mogło być strasznie, a o to chyba chodziło w Halloween. - To dopijamy drinki i idziemy? - zapytał, rzuciwszy szybkie spojrzenie na drinka Gabriela. Trochę go jeszcze było, jako że Torres upił dopiero pierwszego łyka, ale gdyby trochę się pospieszyli, na pewno zdążyliby na całe to przydzielanie grup. Chociaż z drugiej strony Sherrie nie bardzo chciałby trafić do ekipy, w której nie byłoby jego przyjaciela. Czułby się wtedy jak kompletny przegryw.
_________________
yes, i am the devil
devil is not a monster waiting to trap us. he is a voice inside. look for your devil in yourself, not in the others. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Winter Aldridge



22

student | barman

how can a heart like yours ever love a heart like mine?






Winter Aldridge

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Gabriel, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley


Wysłany: 2018-10-29, 22:44   
   dzielnica: South - West Brentwood
   MG: Tak


Winter chyba z początku nie wiedział, kim właściwie był Leonard, bo taki niemalże łysy i w ciężkim płaszczu wydawał się trochę groźny, ale w zupełnie niehalloweenowym stylu. Bardziej na zasadzie nie chciałbym go spotkać w ciemnej uliczce. Albo proszę, nie zabijaj mnie, już nie będę gejem. Oczywiście nie o to w tym chodziło, bo Winter żywił nadzieję, że jego znajomi nie umówiliby go z żadnym seryjnym mordercą, ale moment niepewności zawsze zostaje.
Dwoje ludzi przy stole z przekąskami to chyba wciąż za mało, by z tej randki miało wyjść coś pozytywnego, ale Aldridge jakoś nie oczekiwał wiele więcej. Tak też mogło być. Zawsze to jakiś punkt zaczepienia, tak jak teraz, gdy zainteresował się przekąskami w kształcie oczu. Tyle tylko, że nie spodziewał się wcale, że wywoła to w Leonardzie aż taką reakcję. Przecież organ jak organ - co złego było w oczach? Miały być zwierciadłem duszy, no i czasami były naprawdę ładne, to znaczy, kiedy tkwiły w czyjejś ładnej twarzy. Co prawda Winter obawiał się patrzeć ludziom w oczy, bo to było dla niego dość intymne i onieśmielające, wymagające pewności siebie i odwagi, jakich nie posiadał, ale akurat ciasteczkowe oczy były pod tym względem wyjątkiem. Tym bardziej zrobiło mu się głupio, kiedy Leo omal nie udławił się swoim jajkiem. Jeszcze tylko mu brakowało - aby był winien czyjejś śmierci.
- Nic się nie stało, to ja przepraszam - szybko włożył ciasteczko do ust, aby Leonard nie musiał już przypadkiem na nie patrzeć i przejął od Harpera świeży kubeczek z ponczem. - Dlaczego oczy cię przerażają? - spytał, kiedy już przełknął. Poniekąd trochę go to ciekawiło. - Mhm, tak, dziękuję - pokiwał głową, nieważne, czy faktycznie tak było, zwyczajnie nie chciał niczego Leonardowi wypominać. Nie o to przecież chodziło, a Winter mógł równie dobrze już zapomnieć. - A ty za co się właściwie przebrałeś? - spytał, jak zwykle nie wiedząc, co to takt i wyczucie, bo i na co to komu? Zbyt prymitywne jak na jego wrażliwą duszę. Winter zdążył się już przyjrzeć jego kostiumowi, ale przynajmniej nie wgapiał się w niego zbyt natarczywie. Inne przebrania też oglądał. Cruella De Mon była fantastyczna, i to pewnie jeden z koszmarów jego dzieciństwa, jeśli już znalazł się ktoś chętny, by mu poczytać. A pieprzniczka i solniczka? Majstersztyk. Tyle tylko, że kiedy to Arielka wraz z Sebastianem zainteresowali się nim, zaczęło być już gorzej. Winter posłał przerażone spojrzenie Leonardowi - chociaż pewnie trudno było odczytać z niego jakąkolwiek intencję przez ogrom makijażu i te kolorowe soczewki. Nie zdążył się jednak wybronić, zdjęcia zostało zrobione, i tylko jego szczęście, że nie musiał się uśmiechać, bo wyszczerzone zęby miał namalowane na policzkach. Zaraz potem Ariel i Sebastian zniknęli, a niebieski znów spojrzał zdezorientowany na Harpera. - My też idziemy czegoś szukać? - nie był do końca przekonany, ale przecież nawet nie miał lepszego pomysłu. Mieli stać jak dwa kołki i się na siebie patrzeć? Może im się przyfarci i przynajmniej nie będą musieli szukać na siłę tematu do rozmowy, jeśli skupią się na szukaniu jakichś halloweenowych krasnali.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Raya Blackborne



31

freaking

nerd






Raya Blackborne

mów mi: Catt

multikonta: Kara

Wysłany: 2018-10-30, 00:14   
   dzielnica: East Brentwood
   MG: Tak


Wywróciła oczami, zirytowana. No tak, mogła się spodziewać strachów i różnych niespodzianek, ale według niej to całe ciągnięcie jej w jego stronę było już krokiem za daleko. Mimo, że zdawała sobie sprawę, że nic takiego jej się tutaj nie stanie, to wizja samej siebie w zamkniętej trumnie od razu przyszła jej na myśl w tamtej sytuacji. A w końcu nie przyszła tutaj, żeby przeżywać swoje fobie, tylko żeby się dobrze bawić. Chyba, że właśnie tutaj się myliła...? Tak czy inaczej, nie miała zamiaru tłumaczyć temu nieznajomemu, dlaczego tak zareagowała.
Odeszła na parę kroków, zastanawiając się, gdzie dokładnie może być Anne. W końcu to z nią tutaj przyszła i pasowałoby ją gdzieś znaleźć. Niestety, zanim gdziekolwiek się ruszyła, usłyszała ogłoszenie organizatorów, a później pytanie skierowane do niej. Odwróciła się ponownie do chłopaka, który przed paroma chwilami naśmiewał się z jej przerażenia. Chwilę rozważała tą opcję, myśląc o Anne. W końcu jednak wzruszyła tylko ramionami, stwierdzając, że znajoma pewnie już zapomniała z kim tutaj przyszła. - W sumie to dobry pomysł, żeby sobie coś chlapnąć - powtórzyła jego słowa. - Jeszcze nie udało mi się znaleźć baru, więc moim pierwszym halloweenowym itemem będzie mocny drink - orzekła, spoglądając na nowo poznanego. - Jako, że znajoma mnie chyba wykiwała, to czemu nie, mogę Ci potowarzyszyć. Ale jak już mówiłam, najpierw bar, a potem szukanie tych rzeczy - kiwnęła głową przekonująco, po czym powoli ruszyła w odpowiednią stronę. A przynajmniej miała nadzieję, że to właśnie tutaj gdzieś widziała bar... - A tak w ogóle, jestem Raya - przedstawiła się brunetowi jak już szli. Skoro mieli spędzić ze sobą choć część tego wieczoru, to chyba pasowało, żeby znali chociaż swoje imiona.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-10-31, 13:43   

Raya Blackborne i Timmy Farrar:
Chłopak w wampirzym przebraniu, który w jakiś sposób połączył wasze losy na tej imprezie, pomachał wam na odchodne, a potem znowu położył się w swojej wyścielonej czerwonym, satynowym materiałem trumnie, uprzednio jeszcze raz powtórzywszy, abyście później odwiedzili go ponownie, tym razem z jakimiś przekąskami i czymś do picia. Obyście o nim nie zapomnieli! W końcu zdenerwowane wampiry potrafią zrobić użytek ze swoich kłów.
Przeciskając się przez tłum uczestników zabawy, zmierzających w kierunku głównego korytarza, dotarliście do baru, gdzie zamówiliście sobie po dwóch szybkich szotach, a później, jako że zamieszanie przy drzwiach wejściowych zaczynało robić się coraz większe, poszliście w tamtą stronę. Ostatecznie przecież mieliście całą noc, na picie przyjdzie jeszcze czas.

Sherridan Rose i Gabriel Torres:
Gdyby ktoś zrobił konkurs na najbardziej przerażająco depresyjny duet tego wieczoru, z pewnością wygralibyście walkowerem. Niestety nikt mnie pomyślał o wymyśleniu podobnej kategorii - od początku zakładano bowiem, że ludzie, którzy skuszą się na wzięcie udziału w imprezie, będą chcieli trochę się zabawić, a nie klasycznie zapijać smutki przy barze. Całe szczęście jednak, że ostatecznie sami podjęliście decyzję o ruszeniu się z krzeseł i, prędko dopiwszy swoje drinki, skierowaliście się w stronę głównego korytarza. Wystarczyło, że wmieszaliście się w tłum podekscytowanych ludzi i już sprawialiście o niebo lepsze wrażenie. Niesamowite!

Winter Aldridge:
Zanim doczekałeś się odpowiedzi, przed Leonarda wskoczyła jakaś drobna dziewczyna. Nie udało ci się jej rozpoznać - nie znałeś ani tych błękitnych oczu, ani tego szerokiego uśmiechu, ale jedno było pewne: przebrała się za Alicję z Krainy Czarów. A więc wasze połączenie nie mogło zwiastować niczego dobrego.
- Super, mam już Kota! - zachwyciła się dziewczyna, niemalże czerwieniejąc z zachwytu. - Zbieram całą ekipę, przed chwilą gdzieś tutaj miałam Szalonego Kapelusznika, ale... - urwała i rozglądnęła się dookoła, marszcząc brwi. - Chyba mi zwiał. Albo może poszedł na tę zabawę. Mówiłam mu, że chcę skompletować drużynę z Krainy Czarów, bo dzięki temu na pewno wygramy i... O, tam jest! - mówiła z taką energią i zmieniała temat tak szybko, że wypływające z jej ust słowa przypominały wystrzały karabinu maszynowego. - Idziesz ze mną? Chodź, proszę. - Spojrzała na niego przelotnie, a potem rozejrzała się dookoła nich i, nie ujrzawszy nikogo, kogo mogłaby uznać za towarzystwo Kota z Cheshire (gdzie podział się Leonard?), automatycznie podjęła decyzję: - Idziemy! Nie możesz być tu sam. Halloween to fajna zabawa, zwłaszcza jak się zbiorą takie tematycznie grupki, mówię ci. - Niepostrzeżenie chwyciła Wintera za rękaw stroju i zaczęła kierować się wraz z nim w stronę korytarza, przeciskając się przez tłumy ludzi.

Leonard Harper: kara!
Nie zdążyłeś wytłumaczyć Winterowi, jaka była geneza twojego stroju, bo wtem zdarzyło się coś przedziwnego. Otóż siódemka radosnych, przebranych za stonogę studentów, którzy zmierzali w stronę głównego korytarza, zakręciła się dookoła ciebie i już po chwili, gdy zaplątali cię w swój przedziwny, długi strój, którym byli połączeni, ciągnęli cię ze sobą, nie zważając na twoje protesty. Wszyscy musieli być po co najmniej kilku piwach, bo radośnie chwiali się na boki i śpiewali jakąś piosenkę, której nie kojarzyłeś. Kawałek łysiny oderwał ci się od głowy, gdzieś zaplątała ci się noga, ale krzyki, którymi próbowałeś zwrócić na siebie uwagę studentów, nie robiły na nikim wrażenia. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy już straciłaś nadzieję na to, że uda ci się uniknąć uduszenia, uścisk zelżał, a wszystkie siedem osób, tworzące prymitywną stonogę, zatrzymały się w miejscu. Uff, nareszcie mogłeś się wyplątać!

Wszyscy:
- Halo, halo! - krzyknął jakiś chłopak, próbując zwrócić na siebie uwagę rozgadanego tłumu. Dziewczęce piski, dobiegające z pomieszczenia z maskami z horrorów, znacznie mu to zadanie utrudniały, więc z ulgą przyjął mikrofon, który podał mu któryś z kolegów. - Halo, halo - powtórzył, tym razem o wiele głośniej. - Wszyscy, którzy chcą wziąć udział w zabawie proszeni są o ustawienie się w rzędzie. Przydzielimy teraz grupy. Grupy będą liczyły po sześć osó... halo, kurwa - mruknął, bo mikrofon na moment przestał działać. Na szczęście już po chwili jego głos znowu niósł się echem po całym korytarzu. - No. Grupy będą liczyły po dziesięć osób. Moi pomocnicy zaraz was tam jakoś rozdzie... - Mikrofon znowu przerwał. O rany, co tu się działo z tym sprzętem? Jak w ogóle pracować w takich warunkach?
Na szczęście pomocnicy chłopaka, który teraz wrzeszczał na faceta odpowiedzialnego za nagłośnienie, od razu zabrali się za działanie. Grupy składały się zazwyczaj z przyjaciół, jako że naprawdę niewiele osób pojawiło się na imprezie w pojedynkę, ale zdarzały się też przypadki, gdy należało połączyć ze sobą parę duetów czy trio, które chowały się gdzieś po kątach. I w taki oto sposób Gabrie i Sherrie, patrzący na siebie z niepewnością, zostali połączeni z Winterem, Szalonym Kapelusznikiem oraz Alicją, której nareszcie udało się scalić ich trójkę. Później do tej ekscentrycznej piątki zostali dołączeni również Timmy, Raya oraz samotnie stojący obok nich, upiornie pomalowany Lord Voldemort z nosem. Pozostały jeszcze dwa miejsca, więc rozdzielający grupki chłopak rozglądnął się dookoła w poszukiwaniu jakichś ostatnich odludków. I w tym samym momencie Leonard, dotychczas uwięziony przez studencką stonogę, nareszcie wydostał się z niewoli. Zauważywszy Wintera, czym prędzej do niego doskoczył, nadal oszołomiony tym, co stało się przed chwilą. Aby grupa była kompletna, należało zgarnąć jeszcze jedną osobę.
- Jeszcze ja - mruknął jakiś ponury, ciężki głos. Gdy przydzielający drużyny chłopak odwrócił się, aby zidentyfikować ostatniego członka załogi, aż podskoczył. Tuż za nim stał nieproporcjonalnie wysoki klaun. Nienaturalnie szeroki, brudny uśmiech, widniejący na jego twarzy, wystarczył, aby chłopak odsunął się o krok.
- Ja-asne, super - wyjąkał i przełknął ślinę. - Dziesięć osób. Tak. Super. - Skinął głową, a potem oddalił się, by zająć się resztą uczestników. Ta grupa była już w komplecie.

Tym razem (ze względu na to, że Uroczystość Wszystkich Świętych wiąże się z wieloma dodatkowymi obowiązkami), wszyscy macie tydzień na to, aby napisać posta fabularnego, liczącego co najmniej osiem zdań złożonych. Po upływie tego czasu pojawi się kolejny post Mistrza Gry. Jeśli postać nie udzieli się w zabawie do momentu wstawienia posta MG, zostanie na nią nałożona kara.
  
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8