Poprzedni temat «» Następny temat
Yaya
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-07, 07:56   Yaya
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Donnie Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-28, 23:02   

#1

Życie w Southend dawało mu się już we znaki, choć to był dopiero poczatek. Nie miał znajomych na miejscu, więc musiał dojeżdżać aż do Brentwood... chociaż, biorac pod uwagę, że miał mieszkać w ogóle z rodzicami, to i tak wydaje się to być śmieszna odległościa. Niemniej jednak wkurwiało go to, że jak wyjeżdżał, to raczej nie mógł pić; nie chciał rozbić swojego nowiutkiego audi, bo na co by potem wyrywał laski, nie?
Nie martwił się o to, czy nie spowoduje wypadku, tylko o to, że zwyczajnie nie będzie miał potem czym jeździć, bo watpił, by rodzice kupili mu takie samo auto. A gorszego nie chciał, smarkacz, bo się już do tego przyzwyczaił. Ewentualnie zaspokoiłoby go jakieś lambo. Ale o tym mógł raczej tylko pomarzyć.
Dobra, ale przechodzac do rzeczy.
Była jakoś szesnasta i Donnie właśnie zawitał do Brentwood. Kręcił się chwilę po mieście, szpanujac autkiem, kiedy zauważył idacego do lodziarni Stephena - swojego dobrego kumpla, czy jak to tam go określić. Młody Potter nie trudziłby się i nie nazywał jej relacji, zreszta nie robili tego obaj. Bo i po co?
Chłopak zaparkował gdzieś blisko lodziarni, majac nadzieje, że Stefcio nie jest z żadnym innym chujem umówiony, bo to wyprowadziłoby blondasa z równowagi i to dosłownie. Wściekłby sie i przejeżdżał ludzi na pasach. Tak bardzo by go to wkurwiło.
Wchodzac do lodziarni rzucił krótkie, niezobowiazujace, 'dzień dobry' do sprzedawczyń, po czym podszedł do swojego kolegi.
- Myślałem, że nie takie lody wolisz - Powiedział cicho, tak, by tylko Stephen to usłyszał. Nie chciał mu robić przypału w sklepie, choć w sumie... mógłby i w ogóle by go to nie obeszło. - Jakbyś zmienił zdanie to jestem w Brentwood do jutra - Wyszczerzył się w uśmiechu i poklepał go po plecach, kiedy odchodził od kasy. Sam też zamówił sobie jakiegoś loda, korzystajac z okazji, że tu był. Nie chciał wychodzić z pustymi rękoma, no bo i tak nie wypada zreszta. Wział sobie największego, z jakaś posypka i polewa - raj dla cukrzyków.
 
 
Stephen O'Riley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-28, 23:44   

Było strasznie goraco, co dla Brentwood nie było częste. Miasteczko raczej nie należało do takich, w których temperatura przekraczała trzydzieści parę stopni. Stephen jednakże uwielbiał ciepło. Był jak jaszczurka, która lubiła mieć pod soba coś, co grzało ja w brzuch. Wtedy dostawał najwięcej energii. Niestety nawet najlepsi wymiękaja, gdy z nieba leje się żar, a po szyi cieknie pot. Niemniej jednak Jamie był wytrzymała blond bestia, która łatwo się nie poddawała i podczas gdy wszyscy topili się na chodnikach, on zasuwał na swojej hulajnodze, umiejętnie omijajac zmęczonych przechodniów. Ludzie mogli sobie myśleć, co chcieli, ale dzięki tej hulajnodze chłopak teraz całkiem dobrze się chłodził.
Przystanał dopiero pod lodziarnia. Oblizał swoje nieco zeschnięte usta. Dawno nie jadł porzadnych lodów, więc dzisiaj nie miał zamiaru ich sobie odpuścić. Podszedł do kasy i zamówił aż cztery gałk, co było raczej niespotykane, ponieważ będac w drużynie chłopak musiał dbać o siebie i o to, by nie przytyć. Zawsze zbierał ochrzan o to, że zajada się słodyczami, zamiast jeść jak rozsadny sportowiec. Lubił drużynę, niemniej jednak nie traktował tego tak poważnie jak powinien. Cheerleading dodawał mu po prostu prestiżu i tego, że mógł się do woli obmacywać z niektórymi chłopakami z rożnych drużyn. Same plusy.
Już miał odchodzić od kasy, gdy nagle wyrósł przednim Donnie. Stephen uśmiechnał się pod nosem. Lubił chłopaka, bo czasem fajnie spędzali ze soba czas, a tak się akurat złożyło, że na dzisiaj nie miał planów.
Lubię wszystkie lody – powiedział, uśmiechajac się nieco szerzej. Nie obchodziło go, co ludzie myśla. Zwłaszcza że kasjerki nie znał, więc mógł się założyć, że nie była ona stad. Co mu po opinii jakiejś obcej kobiety? Stał chwilę obserwujac Pottera, ale w końcu podbiegł do niego i lekko szturchnał łokciem w żebra. Cały czas lizał swojego loda.
I tak nie mam co robić, więc mogę coś porobić z toba – zakomunikował. Teraz już nie było odwrotu. Były wakacje, czas największej nudy, bo Stephen nigdy nie wiedział, co miał wtedy robić. Nic więc dziwnego, że gdy znalazł okazję, to od razu ja chwycił. – Masz jakieś plany, czy przyjechałeś tu, bo ci się nudziło w domu? – zapytał.
 
 
Donnie Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 00:43   

Stefcio dbał o linie, starał się wygladać jak najlepiej bo tego od niego wymagali, natomiast Donnie... Donnie miał to wszystko w dupie. Znaczy, wiadomo, że starał się odżywiać zdrowo, ale jak dorwał pizze, to nie było czegoś takiego jak zdrowa dieta. Zreszta wielu rzeczy też sobie nie odmawiał. Trenował na siłowni jak głupi, więc czegokolwiek by nie zjadł, to i tak udało mu się to spalić. Zreszta był bardzo aktywnym człowiekiem, więc nie groziło mu przytycie. No, chyba, że by się zaczał opierdalać, no ale to chyba coś musiałoby mu się stać w mózg.
- Widzę, że jesteś chętny. Skończ pierwszego loda, to przejdziemy do innego - Wyszczerzył białe, idealnie proste zabki w szerokim uśmiechu. Puścił nawet oczko, coby to podkreślić swoje intencje. Tuż po tym odebrał swojego loda i kiwnał głowa do Stefcia w stronę wyjścia.
- Mam audi podstawione. Życzysz sobie przejażdżkę gdzieś w konkretne miejsce? - Zapytał, coby dać trochę swobody wyboru swojemu kumplowi, również blondynowi. Niemniej jednak nie ruszył do drzwi, bo chciał sobie posiedzieć w przyjemnie klimatyzowanej lodziarni. Usiadł przy stoliku, wskazujac ruchem dłoni na krzesło naprzeciw, by i Stephen zdecydował się to uczynić. Na przejażdżkę będzie czas. W sumie Donnie nie chciał uświnić niczym swojego auta, bo potem nie chciałoby mu się tego sprzatać zwyczajnie.
- No i tak, nudziło mi się. No ale teraz, z Toba, chyba nie będę się nudzić, nie? Nie dasz mi się nudzić, co, Stephen?
 
 
Stephen O'Riley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 01:02   

Oj, to znowu nie tak, że nie jadł nic, co było niezdrowe. Owszem, nie przepadał za fastfoodami, bo najzwyczajniej w świecie mu nie smakowały, ale pizzę czy jakieś śmieciowe żarcie jak chrupki czy chipsy lubił sobie zjeść. Z reszta ćwiczył. Nie dość że chodził na treningi to miał jeszcze w domu swoja mała prywatna siłownię, z której korzystał, by być w formie. Oczywiście zazwyczaj ograniczało się to głównie do biegania na bieżni, bo lubił to robić.
Mmmm, kupisz mi kolejnego loda, to pysznie – powiedział, zlizujac cieknaca po waflu ciecz. Spojrzał na Donniego. Oczywiście domyślał się o co może mu chodzić. Takie zabawy obaj bardzo lubili i raczej nikt nie miał nic przeciwko temu.
Nie, możemy jechać gdzie chcesz, o ile odwieziesz mnie później do domu – powiedział, przekładajac loda do drugiej ręki. Cóż, może w lodziarni była klimatyzacja, ale cztery gałki i tak bardzo szybko się topiły, a chłopak nie był w stanie tego tak szybko zlizywać. Nie to, że się nie starał. Wział jedna z serwetek, które leżały przed nim i wytarł dłoń. Nie chciał się kleić. Zjedzenie lodów w lodziarni było jednak dobrym pomysłem. Nawet nie chciał myśleć, co by się stało, gdyby wyjebał lodami tapicerkę samochodu Pottera. Oj chyba by się nie wypłacił, nie ważne jaka waluta miałby dysponować, wiedział że i tak byłoby zdecydowanie za mało.
Wakacje przeważnie sa nudne, nie ma nic ciekawego do roboty. Można tylko leżeć dupa do góry, jak to w ostatnie dni mówi moja mama – mruknał, gryzac kawałek jednej z gałki. Miał nadzieję, że druga połowa wakacji minie nieco szybciej, bo już naprawdę nie miał co robić. – Wkurwili się o coś poważnego, czy przez humory? – zapytał z ciekawościa. Można by pomyśleć, że ich relacja obejmowała jedynie wspólne zabawianie się, ale chyba byli przyjaciółmi. Przynajmniej Stefek tak myślał.
 
 
Donnie Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 01:27   

- Chyba żartujesz, pyszczku - Odpowiedział mu, kiedy wtracił ta swoja bezbronna propozycje na temat kolejnych lodów; nie takich, o jakim Donnie mówił. Dobrze wiedział, że Stefcio tylko się zgrywa, bo przecież się znali... więc i tak musiał rozważyć dla niego jakaś nagrodę, a, że było goraco to... mógł mu nawet kupić loda za loda. Dobry układ, prawda? Taki w branży, że się tak wyrażę.
- Odwiozę - Kiwnał potwierdzajaco głowa. W końcu to nie był dla niego żaden problem, i tak dzisiaj jeździł i raczej nie zapowiadałoby się, żeby pił alkohol. A jakoś nie uśmiechało mu się rozpierdolenie swojej audicy na pierwszym lepszym drzewie. Chuj z tym, że by umarł... Audi ma być nienaruszone!
- Mi nie mijaja nudno, jak jestem w Brentwood. W Southend można dostać kurwicy natomiast, jak nie mam gości.. - Westchnał przeciagle. No w sumie nie rzadko miał gości, ale jak już miał taki luźniejszy dzień to zawsze opierdalał się z nudów na łóżku. Nie chciał jakoś zbytnio wychodzić, bo i nie miał z kim i po co. Sam jak frajer przecież nie będzie się włóczyć, zwłaszcza, że tamtego miasta nie znał.
I właśnie doszło do mnie, że ujebało mi posta, kiedy dodawałam do niego jeszcze jedno zdanie. No mniejsza.
- Śmietnik się sturlał z drogi i jebnał w samochód z rodzina w środku - Powiedział, liżac swojego loda jak gdyby nigdy nic - Nie to, że mi by nie było przykro jakby zginęli, no ale... żyja, więc po co robić jakaś aferę? - Wzruszył ramionami, jak to miał w zwyczaju. Bo dla niego wszystko to jakieś było bez sensu - Donnie nigdy nie robił nic, co by mogło wkurwić kogokolwiek. Prawdopodobnie nawet jakby cała ta rodzina zginęła, albo przynajmniej jedna osoba, i tak by sobie z tego nic nie zrobił. On zawsze spadał na cztery łapy, nikt tego cwaniaka nigdy nie da rady osadzić o nic. Pieniadze jednak odgrywały bardzo wielka w tym role. No i znajomości. Czyli dwie rzeczy których Potterom nie brakowało.
 
 
Stephen O'Riley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 12:03   

Szybko zlizywał swojego loda, od czasu do czasu podgryzajac gałki, bo cholerstwo topiło się strasznie szybko, a on nie chciał się ujebać i kleić. Już w życiu nie zaszaleje w taki sposób, bo jest z tym więcej nerwów niż przyjemności. Przystanie na standardowych dwóch gałkach.
Kiwnał radośnie głowa, na obietnicę podwózki. Świetnie bo zapierdalanie na nogach nie wchodziłoby w grę. Nie pomogłaby nawet hulajnoga, która teraz ściskał między nogami, jakby zaraz ktoś miał przyjść i mu ja podpierdolić.
Zazdroszczę – odpowiedział, słyszac, że Donnie ma jednak ciekawsze wakacje od niego. No ale mógł się tego spodziewać. Chłopak był przystojny, bogaty, popularny i teoretycznie sprawiał wrażenie takiego, który mógł mieć wszystko. Zazwyczaj tacy się nie nudzili za często. Stefkowi nie chciało się jednak wychodzić nigdzie samemu, a większość jego znajomych balowała gdzieś na wyjazdach badź obozach, na które on nigdy nie jeździł, chociaż mógłby.
Ale sturlał się sam, czy ktoś mu pomógł? – zapytał, unoszac brew do góry. Cóż, nie miał w zwyczaju nikogo oceniać i w sumie miał wyjebane, bo nie znał zbyt dobrze rodziny Donniego. Byli mu całkowicie obojętni, wierzył jednak, że był to jakiś nieszczęśliwy wypadek i nie powinni go za to wywalać z domu. To było dziwne.
Coś tam wymyślimy, żeby się nie nudzić. O ile ty nie dasz powodów do nudy mnie – powiedział. Cóż, nie wiedział jak to się stało, ale ostatnimi czasy nikt nie potrafił go jakoś rozerwać. Może było to już efektem nudy i rutyny? Lizał swojego loda chcac wyjść jak najszybciej.
 
 
Donnie Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 17:38   

- Nie zazdrość, tylko jak masz czas to pisz, że nie masz co robić; wyciagnę Cię gdzieś, przecież to nie problem - Zaproponował mu, bo przecież na prawdę, nie było z tym żadnego problemu dla niego zwłaszcza, że Stephen był tak jakby z drużyny. Większość ludzi, z którymi się Donald zadaje, raczej go kojarzy, zna. Gdyby dołaczył na ich jakaś imprezę, to prawdopodobnie by się nawet ucieszyli. A Donnie by miał z kim się ruchać w łazience. Każdy zadowolony.
- Grawitacja - Powiedział zgodnie z prawda. Chociaż już teraz to naprawdę zamacili mu w głowie, może potknał się i dlatego śmietnik poleciał w dół? Dobra, nieistotne. Wzruszył więc ramionami, żeby podkreślić, że temat w ogóle go nie interesuje i wolałby dalej nie rozmawiać, bo się wkurwi - o czym mówiła jednak wyłacznie jego mina. Niezbyt pocieszona, podkreślam.
Nawet lód w tym momencie jej nie rozpromienił.
- Chyba nie masz się o co martwić.. CHYBA. Najwyżej jak się będziesz nudzić, to pójdziemy się ruchać u mnie lub u Ciebie. Chyba że w samochodzie, chociaż nie chce zabrudzić tapicerki... mam nadzieje, że rozumiesz - Puścił mu oczko, po czym pozbył się już całego, choć dużego loda, w parę sekund, nie chcac już dłużej przedłużać tego posiedzenia tu.
Wstał więc, ruszajac do wyjścia a następnie wskazał na samochód, jakby Stephen jeszcze nie wiedział, jakim cackiem jego przyjaciel się wozi. Po czym wskoczył do środka, zapinajac pas - bezpieczeństwo przede wszystkim, dzieciaczki!
- Goraco w chuj... co powiesz na jakieś jezioro, albo basen?
 
 
Stephen O'Riley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-30, 00:12   

W sumie racja, mógł zadzwonić do Donniego. Nie wiedział, czemu tego nie robił, zwłaszcza że ostatnimi czasy miał mieszkanie tylko dla siebie, gdyż jego rodziców nie było, bo często gdzieś wychodzili. Nawet teraz siedzieli poza domem w jakimś domku letniskowym, jakby im za dużo kasy ciażyło i nie mogli wydawać jej na coś innego. Na przykład na swojego jedynego, kurwamać, syna.
Machnał ręka na odpowiedź chłopaka. Najważniejsze, że nikomu nic poważnego się nie stało. Zauważył, że temat ten jakoś niespecjalnie ciaży mu na sercu i nie ma potrzeby się my żalić. Nawet lepiej, bo Stefek nie był zbyt dobrym pocieszycielem, bo co mógł zrobić... Obciagnać?
Jasne – odpowiedział, zajadajac się lodem. Szło mu już całkiem sprawnie i po chwili lód zniknał w jego ustach. Wytarł pospiesznie dłonie serwetka, a potem sięgnał do kieszeni, by wydostać z niej paczkę chusteczek nawilżanych. Poszedł za Potterem. Nawet nie patrzył na chłopaka, bo zajęty był wycieraniem swoich dłoni. Musiał się pozbyć wszelkich klejacych się resztek, bo uczucie to doprowadzało go do szału. Do odpowiedniego samochodu podszedł już niemal automatycznie. Nawet w nocy by go rozpoznał.
Chcesz też? – zapytał wystawiajac paczkę w mokrymi chusteczkami w stronę Donniego, w międzyczasie swoja zużyta wyrzucił do kosza obok. – Błagam wszystko tylko nie basen. Kapiel w wodzie w której kapia się inni ludzie nie jest dla mnie – mruknał, krzywiac się. Wiedział, że woda tam była czyszczona i wszystko było dezynfekowane, ale jak raz zobaczył, że do jego biednego uda przykleił się czyjś plaster, to o mało nie utonał. Nie chciał powtórki. – Jezioro brzmi okej – logika w chuj. Z reszta i tak miał jakieś dziwne przeczucie, że nie wejda do wody, chyba że Donnie chciał go w niej posuwać...
 
 
Xander Park


Wysłany: 2017-09-13, 00:31   

#2
outfit

Od spotkania z Yoshim chodził cały czas zamyślony. Nie potrafił się na niczym skupić, bo cały czas się zastanawiał jak bardzo wszystko wtedy zepsuł i jak bardzo nie uda się tego już uratować. W końcu nie chciał go stracić, chciał być blisko niego, a wszystko zepsuł. I na co mu było mówienie, że go pocałuje? Gdyby trzymał język za zębami wszystko byłoby zupełnie inne, a on nie musiałby się bać, że po dwóch latach straci ważna osobę w swoim życiu. Nawet przez pierwsze kilka dni ze soba nie pisali. Dopiero po tych kilku dniach się odezwał, bo już nie potrafił wytrzymać, bez żadnej wiadomości ze strony starszego. Starał się udawać, że to co się wydarzyło wtedy po obiedzie w ogóle nie miało miejsca. Tak było o wiele łatwiej jeśli nie chciał go do końca stracić. Pamiętał o tych obiecanych przy kolejnym spotkaniu kwiatach i pewnego dnia mimochodem o nich wspomniał. Dzisiejszego dnia miał mniej zajęć, więc postanowił napisać do Yoshiego. Nie mogli odkładać w nieskończoność kolejnego spotkania, bo z każdym upływajacym dniem relacja między nimi robiła się coraz dziwniejsza. Dlatego też napisał do Yoshiego żeby spotkali się w lodziarni. Miejsce neutralne, moga tam być ludzie więc może nie zrobia nic głupiego. Na miejscu pojawił się chwilę przed czasem. Znalazł wolny stolik przy którym usiadł i miał zamiar poczekać na przyjaciela. Układał sobie w głowie różne scenariusze, różne tematy do rozmów w razie gdyby było dziwnie. Nie wiedział na co ma się przygotować, bo nie wiedział co siedzi w głowie Yoshiego. Chciał po prostu spędzić dobrze czas z przyjacielem. W końcu nawet jeśli pierwsze ich spotkanie nie przebiegło tak jak powinno, to teraz może być tylko lepiej. Przynajmniej miał taka nadzieje.
[Profil]
 
 
Yoshio Collins


Wysłany: 2017-09-13, 08:07   

ubranko

Przez parę dni bał się odezwać. Obawiał się tego co może myśleć o nim przyjaciel. W końcu zaczynało się tak pięknie, a skończyło się jak zawsze. Ciocia w pewnym sensie ośmieszyła Yoshi, mimo wszystko nie był dzieckiem. Nie musiała go więc tak traktować przy znajomych. Porozmawiał, a raczej próbował z nia o tym porozmawiać, ale w sumie skończyło się na tym, że kobieta potargała mu włoski i oznajmiła, by się tak wszystkim nie przejmował, a sam przyjaciel na pewno nie uznał tego za złe. W końcu ciocia miała prawo widzieć w nim cały czas malutkie dziecko. Tak więc został przytulony dodatkowo, ponadprogramowo i na tym się w sumie skończyło.
Kiedy dostał wiadomość od kwiatuszka uznał, że czas wyjaśnić wszystko. Zgodził się na termin i miejsce spotkania. Ba, nawet kupił bukiet kwiatów! Dokładnie to czego chciał Xander. Wyjaśnił pani w kwiaciarni dla kogo maja być kwiaty, ale chyba jednak mówił za bardzo jak jakiś zakochany dzieciak bo w sumie dostał wielki bukiet czerwonych róż z stokrotkami. Cena nie miała znaczenia, a on sam miał tylko nadzieję, że to proste coś, bez większych ozdób spodoba się. W sumie tylko tyle. Zatem wchodzac do lodziarni czuł się troszkę dziwnie. Ludzie patrzyli na niego jak na jakiegoś kuriera, który niesie kwiaty. Przynajmniej takie miał wrażenie.
Znalezienie przyjaciela nie zajęło mu wiele czasu, podszedł, uśmiechnał się bardzo niepewnie i wręczył chłopakowi kwiaty, zdajac sobie sprawę, że bez ozdób i pierdółek same kwiaty sa lepiej wyeksponowane. Czy prostota będzie ok?
-Proszę. Na co masz ochotę? Ach... ciasteczka też mam... Upiekliśmy razem z ciocia. Miałem kupić, ale ciocia mówiła, że lepsze sa domowe. Z nadzieniem wiśniowym. - lekko skrępowany wszystkim... szczególnie tym, że mówił o cioci, wyciagnał z plecaka pojemniczek z ciasteczkami. No kto by pomyślał, że będzie próbował się wkupić w łaski Xandera króliczkami. Dziwne co nie? Zaskakujace. Ech... no cóż... jak kwiaty zawioda to miał nadzieję, że urocze ciasteczka uratuja wszystko!
[Profil]
 
 
Xander Park


Wysłany: 2017-09-13, 16:45   

Xandra rozczuliło zachowanie cioci Yoshiego. To było bardzo słodkie, bo kobieta w taki sposób pokazała, że zależy jej na chłopaku i się o niego martwi. Może ktoś inny by się z tego śmiał, ale na pewno nie Xander. I gdyby im wtedy nie przeszkodziła, to pewnie doszłoby do ich pocałunku. Albo w ostatniej chwili Park by stchórzył i uciekł. Co prawda i tak uciekł, ale trochę później. A później nawet nie potrafił napisac przez kilka dni do swojego przyjaciela, bo bał się, że wszystko zepsuł.
Nie zdażył sobie ułożyć w głowie tego wszystkiego co chciał powiedzieć Yoshiemu, bo po chwili chłopaka pojawił się w lodziarni. I nie spodziewał się, że naprawdę dostanie od niego kwiaty. I to jeszcze taki bukiet. Starał się z całych sił aby tylko się nie zarumienić i miał nadzieję, że chyba mi się to udało.
- Sa piękne. Dziękuję – powiedział i lekko się uśmiechnał. Powachał kwiaty które pachniały naprawdę pięknie. Do tego ten bukiet mimo że taki prosty bez żadnych ozdób bardziej mu się podobał. I cały czas się zastanawiał co o tym wszystkim myśleć. Bo przyjaciele dawali sobie takie kwiaty prawda? A przynajmniej miał nadzieję i nie wyprowadzajmy go z tego błędu. Gdy zobaczył te urocze ciasteczka nie mógł się powstrzymać, aby się nie zaśmiać.
- Króliczki? Naprawdę? – nie mógł się przestać uśmiechać. Skoro to były króliczki to musiał o nim myśleć prawda? Bo inaczej skad byłby taki wzór? I jeszcze były o smaku wiśniowym. Przez te wszystkie gesty serce młodszego biło tak szybko i miał mętlik w głowie. Nie wiedział w końcu co czuje Yoshi i co to wszystko ma znaczyć.
- I ciocia bardzo dała ci potem popalić, że grałeś dla mnie? – musiał o to zapytać. Wiedział, że Yoshi powinien odpoczywać i nie powinien grać. Jednak zrobił to dla niego a Xander tak bardzo pragnał go wtedy zobaczyć w swoim żywiole. Ale jeśli ciocia była na niego potem wściekła to mógł nawet do niej pójść i ja przeprosić za to wszystko.
[Profil]
 
 
Yoshio Collins


Wysłany: 2017-09-13, 19:00   

Bukiet się spodobał? Większego podziękowania serduszko Yoshi nie potrzebowało. Poczuł się tak szczęśliwy jak małe dziecko, które właśnie teraz rozpakowywało upragniony, wymarzony prezent pod choinkę, a może jeszcze bardziej. Tak. Yoshi fizycznie nic nie dostał. Jednak radość, która czuje obdarowany była czymś o wiele cenniejszym. Chłopak był szczęśliwy widzac reakcje chłopaka. Cóż można teraz chcieć więcej? Kwiaty i mini króliczki zostały przyjęte pozytywnie. Aż serce szybciej bije... ciekawe czemu...
-Nie ma za co. Tak. Króliczki. Mam nadzieję, że będa Ci smakowały. - co tam... że cholernie się stresował tym wszystkim, nie tylko samym pieczeniem i noszeniem tego wszystkiego na ich spotkanie. Nie ważne. To wszystko było już przeszłościa, teraz odczuwał radość, płynaca z faktu, że przyjaciel się cieszy... jakkolwiek dziwnie to by nie brzmiało. No ale nie tylko to. Nadal był lekko niepewny i speszony wydarzeniami z ich pierwszego spotkania. To jeszcze w nim tkwiło, może teraz było lekko przytłumione radościa, ale spokojnie, wróci. Szybciej niż by tego chłopak chciał.
Właśnie... słowa przyjaciela przywołały to wszystko. Ciocia i jej zachowanie, słowa... to wszystko co sprawiło, że Yoshi czuł się cholernie skrępowany i zawstydzony. Xander chyba chciał lekko ostudzić entuzjazm przyjaciela, po to właśnie pytał o ciocię... no cusz. Jeśli właśnie tego chciał to udało mu się cudownie! Nie ma co mówić. Brawo.
-Tak. Dostałem kazanie. No ale ona mnie kocha. Wiem, że się o mnie troszczy. - unikał wzroku swego przyjaciela. Nie chciał się zaczerwienić przecież na myśl o tym wszystkim. Niedoszły pocałunek, przyjście cioci... a potem... nie! Lepiej o tym po prostu nie myśleć. Tak będzie o wiele prościej i bezpieczniej dla niego teraz.
[Profil]
 
 
Xander Park


Wysłany: 2017-09-13, 20:44   

Zaczał żałować, że sam nie miał nic dla Yoshiego. Bo przecież on dostał od Yoshiego kwiaty, a sam mu nic nie dał. Trochę smutno, bo też powinien rozpieszczać swojego przyjaciela i widzieć na jego twarzy uśmiech. Kto wie może następnym razem, to właśnie Xander go zaskoczy? O ile to wszystko dalej będa rozwijać. O ile starszy chłopak będzie chciał się z nim widywać.
- Czyli jednak uważasz mnie za króliczka? - spojrzał na niego z uśmiechem - I musisz je zjeść ze mna. Obiecałem, że zjemy je razem - mieli je zjeść razem. Od samego poczatku mu mówił, że jeśli ciasteczka, to tylko se dwoje. Czuł się trochę skrępowany na tym spotkaniu i mimo że ciagle się uśmiechał, to i tak dalej gdzieś była ta wewnętrzna blokada co może zrobić, a czego nie. Cieszył się tym spotkaniem i to bardzo, bo brakowało mu przyjaciela, cieszył się że mimo wszystko potrafili się tak na luzie spotkać. Tylko ciagle się zastanawiał co by się stało, gdyby wtedy nie weszła ciocia starszego? Jak ich relacja by wygladała po tym pocałunku. I dalej nie wiedział, co czuje Yoshi
No i wszystko zepsuł. Nie dość że i tak między nimi była napięta atmosfera to jeszcze musiał palnać te słowa o cioci i wszystko bardziej zepsuć. Ah ten głupi mały kwiatuszek. Mógł się przymknać, no ale po co. Jak zawsze musiał palnać coś, co psuło wszystko. On nie potrafił rozmawiać z ludźmi. Ewidentnie mu to nie wychodziło.
- Hej spojrzysz na mnie? - powiedział cicho i położył swoja dłoń na dłoni Yoshiego. - Wiem, że ona się o ciebie troszczy i to było urocze - powiedział cicho - I przepraszam, że to wszystko przez moja zachciankę - gdyby nie on to Yoshi by nie dostał kazania od cioci. Trzymał za rękę przyjaciela i nawet nie zauważył kiedy zaczał ja gładzić kciukiem. Cały czas chciał aby spojrzał na niego i nie wstydził się tego jak wtedy zachowała się jego ciocia. To było rozczulajace i mógłby mu to powtarzać ciagle aby tylko go przekonać. Nie każdy miał takie relacje z rodzina i Yoshi powinien się cieszyć.
- To co ci zamówić? Dzisiaj ja stawiam - próbował jakoś naprawić ta dziwna atmosferę. Chciał aby zaczęli znowu na nowo rozmawiać, zachowywać się tak jakby nie było między nimi tej dziwnej blokady. Tylko obawiał się teraz wszystkiego. Obawiał się, że cokolwiek nie zrobi to zrazi do siebie przyjaciela. Biedny mały zagubiony kwiatuszek niewiedzacy co ma robić.
[Profil]
 
 
Yoshio Collins


Wysłany: 2017-09-14, 09:41   

Słyszac słowa chłopaka zaczał się śmiać. No to nieźle to wszystko zrozumiał chłopak. Troszkę się minał z prawda, ale swoja droga to było zabawne. Oj nie ma tak dobrze, jakby tego chciał Xander. Nie ma lekko. Nie będzie króliczkiem dla swego przyjaciela!
-Nie. Nadal jesteś moim kwiatuszkiem wiśni. Wiem, że lubisz króliczki i dlatego ten kształt. Mogę z Toba zjeść! Jasne. - i tak w sumie rozmawiali o tym. Xander miał poczęstować ciasteczkami przyjaciela. W sumie w domu już próbowali ich z ciocia, wiedział więc, że sa pyszne. Niczego beznadziejnego, czy nie sprawdzonego by nie przynosił. Nie ryzykowałby aż tak. Oj nie. Za bardzo mu zależało na tym, by chłopak był szczęśliwy, a takie drobiazgi prowadziły właśnie do tego. Do wywołania uśmiechu na buzi przyjaciela, a może nawet rumieńców... no ale to już z innej okazji, niż ciasteczka.
Słyszac pytanie chłopaka popatrzył z wahaniem na przyjaciela. Nie odpowiadał jednak. Potakiwał głowa na znak, że rozumie, ale widać było, że nie chce rozmawiać o cioci. On wiedział, że kobieta bardzo go kocha i troszczy się o niego. W końcu opiekowała się nim. No ale czasami sprawiała, że czuł się jak małe dziecko. Tak jak na co dzień, tylko między nia a nim, to nie przeszkadzało mu, to w ujęciu "na oczach Xandera"... no to już nie było aż takie fajne i przyjemne. Oj nie! Nie chciał czegoś takiego. Czuł się lekko upokorzony. Ech to delikatne męskie ego...
Sięgnał po kartę i zastanawiał się co może zamówić, no ale by nie przesadzić z tym. Sam miał sporo kasy i mógłby poszaleć, ale skoro to przyjaciel miał stawiać. Nie chciał za bardzo nadszarpywać jego skromnego budżetu. Z drugiej strony wiedział jakie to może być dla niego ważne, by postawić im tego dnia. Nie chciał go urazić mówiac, że im postawi. To by było chamskie, takie lekko pokazywanie jaki to nie jest bogaty, tylko dlatego, że zdażył już zarabiać na siebie.
-Może to late karmelowe? Myślę, że może być pyszne... albo nie! Zobacz! Shake wiśniowy! I nie wiem jaki placek do tego. - chwilę zastanawiał się, przegladajac jeszcze kartę na co by miał ochotę. Ciężko wybrać. Ogólnie miał wenę by się zasłodzić. Czemu by nie? Raz na jakiś czas może sobie pozwolić na taka bombę kaloryczna. Potem w ostateczności będzie znów na diecie jakiś czas i poćwiczy by to spalić. Da radę! Ważne by nie jeść tak codziennie i będzie ok.
-W sumie nie wiem czemu lubię karmel, to tylko palony cukier. Nie ważne. Może ciasto krówkowe! Albo nie... Zjemy może moje królisie do napoju? Jak myślisz? - był ciekaw co chłopak zamówi. To może weźmie takie samo ciastko jak on. Albo może sobie to odpuszcza i zjedza tylko króliczki ciasteczka, które sam przyniósł. Wybór już zostawił samemu Xanderowi. Nie chciał niczego w sumie narzucać mu. Miał nadzieję, że obsługa nie wyrzuci ich za to, że maja swoje ciasteczka.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6