nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Althea Holgate
2017-10-30, 00:23
#1
Autor Wiadomość
Anthony Rowley


Wysłany: 2017-07-10, 16:37   #1

/Poczatek
Anthony od ostatniego czasu dużo skupiał się na swoich zaliczeniach. Dwa pobszerne projekty dały mu w kość, zwłaszcza ze chłopak niestety, albo i stety, był perfekcjonista jeśli chodzi o jakakolwiek formę sztuki. Wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik i nie było innej opcji. Nie dziwne w takim razie, że odkad tylko dowiedział się, że nie ma żadnych poprawek i może odpoczywać przez całe wakacje właśnie to robił. Wypoczynek przybierał różne formy, bo od wychodzenia na kawę z przyjaciółmi przez samotne spacery za Brentwood aż po wylegiwanie się w łóżku całymi dniami. Aktualnie jedyne co mu przyszło do głowy jeśli chodzi o rozrywkę to siedzenie w mieszkaniu i nie ruszanie się z niego dopóki nie będzie miał ku temu poważnych powodów. Jako, że mieszkał sam to mógł sobie pozwolić na paradowanie w samej bieliźnie, gdyż nie spodziewał się gości także totalny high life. Zamówił sobie sushi, rozsiadł się na kanapie w salonie i ogladał jakiś film. Prawdopodobnie horror, bo siedział pod kocykiem zakrywajac pół twarzy. O mały włos, a wyzionałby ducha słyszac dzwonek do drzwi. Z sercem bijacym jak kościelny dzwon w niedzielę podszedł sprawdzić kto się do niego dobija. Zmarszczył brwi odklejajac twarz od judasza i otworzył drzwi.
-Chester? - zapytał dla pewności, bo widział przecież kto do niego przyszedł. Nie mógł jednak uwierzyć, że to on ze wzgledu na ranę, która była nie do przeoczenia. Multum pytań kłębiło się w jego głowie, naprawdę multum, ale nie potrafił ich z siebie wydobyć. Nie wiedział czy wypada pytać, czy nie... I zamiast coś zrobić to tak właśnie stał i czekał nie wiadomo na co. -Proszę wejdź - ocknał się w końcu i przepuścił go w drzwiach zamykajac je na łucznik. Poprowadził go od razu do łazienki, choć pewnie chłopak wiedział gdzie to i trafił tam wcześniej. Antoś z racji lekkiego ogłupienia nie wiedział co się dzieje wokół niego toteż był nieco spowolniony. -Powiesz mi co się stało czy poczekamy na kogoś, kto Ci to zrobił? - spytał pojawiajac się w drzwiach łazienki. Nie żeby się martwił albo coś, ale nie mogło to u niego przejść obojętnie. Po pierwsze był bardzo ciekawskim typkiem, a po drugie Chester krwawił. Chester, czyli jego były chłopak, którego lubił, ale już nie tak, jak kiedyś, mimo wszystko na tyle, by teraz zastanawiać się nad telefonem po pogotowie... Nie wiedział czy powinien zadzwonić, bo na chłopski rozum gdyby chciał hospitalizacji pobiegłby do szpitala, a nie do Antka... Chyba, że do niego miał bliżej.. Ale właśnie tak zakręcone były myśli Rowleya teraz. Mętlik w głowie, bo chillować sobie w wolny dzień to jednak coś pięknego, a chłopak mu to przerwał w dość niecodzienny sposób.
[Profil]
 
 
Chester Aldridge



25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy









Wysłany: 2017-07-10, 22:10   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs

  

  
  
  
  


To miała być zwyczajna popijawa - jedna z tych, których urzadzanie Chester miał opanowane do perfekcji. Cholera, imprezował w Warley Park od czasów liceum, gdy po raz pierwszy poznał smak alkoholu i nauczył się poprawnie zaciagać papierosem. Wiedział gdzie chować puste butelki po piwie czy którędy uciekać przed policja, gdy akurat jakiś funkcjonariusz pojawiał się niedaleko. Dlaczego więc akurat jemu, człowiekowi tak doświadczonemu w sztuce jaka jest spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, przytrafiło się coś takiego?
Cholera. Tak, cholera było dobrym słowem dla opisania wszystkiego, co miało miejsce zeszłej nocy. Bo w inny sposób Aldridge nie potrafiłby tego opisać. Być może wciaż był w szoku przez to, co się wydarzyło, a być może ból, który promieniował od jego ramienia na cała długość ręki odejmował mu trochę elokwencji. Nie, żeby na co dzień miał czym się popisać. Ale i tak jego umiejętności komunikacyjne stałyby na wyższym poziomie, gdyby Chester nie był zraniony przez jakiegoś badyla, na którego natrafił podczas swojej ucieczki. Nieudolnej, nawiasem mówiac. Gdyby wszystko przebiegło pomyślnie, Aldridge pewnie nie byłby teraz poszukiwany przez policję.
Do diaska! Chester nigdy nie spodziewałby się, że to durne, pijackie spotkanie z Fremy zaowocuje taka drama na całe miasto. Przecież to nie tak, że jakiś pożar był w planach. Chcieli tylko trochę wypić i zrelaksować się po długim, męczacym tygodniu. Teraz Aldridge nawet nie potrafił przypomnieć sobie kto wpadł na pomysł zabawy przy użyciu ognia. Tak naprawdę to mogło być którekolwiek z nich - oboje po alkoholu dostawali lekkiego kręćka. Ale żeby spowodować pożar?! Przez myśl by mu nie przeszło, że coś takiego w ogóle mogłoby się stać. I jeszcze ta cholerna rana na ramieniu. Bolało jak diabli, ale nie było szans, aby Chester udał się z tym na pogotowie. Od razu zorientowaliby się co się stało i najpewniej nic nie dałoby tłumaczenie, że on tylko grzecznie bawił się w parku, a obrażenia dorobił się, gdy zobaczył ogień i zaczał uciekać. Zwykły powrót do domu również nie wchodził w grę. Matka wpadłaby w histerię, a ojciec jeszcze próbowałby Chestera namówić, aby użyczył trochę krwi ze swojej rany do obrazu, nad którym aktualnie pracował. Aldridge wolał już wykrwawić się na śmierć aniżeli uczestniczyć w jakimś jego chorym projekcie.
Do głowy przyszła mu więc jedna rozsadna opcja. Zakrywajac swoje zranione ramię, wsiadł w ostatni nocny autobus i pojechał na północ miasta z zamiarem złożenia niespodziewanej wizyty Anthony'emu. Nie wiedział dokładnie dlaczego pomyślał o nim w pierwszej kolejności. Chyba chodziło o to, że był jedyna osoba, jakiej Chester mógł zaufać w stu procentach, niezależnie od tego, iż rozeszli się już jakiś czas temu. Aldridge podejrzewał również, że tylko on na znajdował się w swoim domu o północy, kiedy trwały wakacje.
Nie pomylił się.
- No, cześć - wymamrotał niezręcznie, stojac w drzwiach jego domu jak kompletny idiota. Czujac się nieco bezpieczniej niż na ulicy, wreszcie przestał przyciskać dłoń do ramienia, odsłaniajac swoja ranę. Wgramolił się do środka i odetchnał, gdy Anthony zamknał drzwi. Nagle rytm bicia jego serca ustabilizował się, dzięki czemu Chester nawet zdobył się na niemrawy uśmiech. - Dzięki. I sorki za to najście. Obudziłem cię? - zapytał, podażajac w kierunku łazienki i sprytnie ignorujac pytanie Rowleya.
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Anthony Rowley


Wysłany: 2017-07-10, 22:40   

Nie pomylił się, bo faktycznie czas wakacji nie wymagał od Rowleya niczego, dosłownie niczego. On przez ten czas miał jedynie egzystować albo wpuszczać do swojego mieszkania osoby, które natychmiastowo potrzebowały pomocy o północy. Czy go obudził? Gdyby pojawił się w okolicach godziny pierwszej to zapewne mogłoby tak być. Anthony chodził spać późno, bo jak to dla ogromnej części artystów, noc była pora kreatywności, przemyśleń, nowych pomysłów i nostalgii, której brakowało im za dnia. Tym bardziej taki Rumun, który co jak co, ale za dnia był definicja rozkosznego optymisty biegnacego beztrosko przez życie. Nikomu nigdy nie wydawałoby się, że ten chłopak mógłby uronić łzę czy być przygnębiony. Otóż i tak bywało, wszak był tylko człowiekiem.
-Nie, nie obudziłeś mnie - mruknał pozwalajac sobie wziać z łazienki szlafrok. Niejednokrotnie Chester widział go w takim wydaniu, ale ta sytuacja nie wydawała się Antkowi odpowiednia na taki negliż. -I nie przepraszaj, nic się nie stało... Czego nie można powiedzieć o Tobie - zauważył i równie sprytnie zaznaczył, że powód przyjścia Chestera był naprawdę istotny i gospodarz chciał wiedzieć na czym stoi. Nie oszukujmy się, Anthony chłopaka znał dość dobrze. Czy to osobiście, czy z opowieści innych osób. Brentwood miało to do siebie, że ciężko tu było o anonimowość i kiedy by się nie wyszło z mieszkania to kilka znajomych osób się mijało, a jeszcze więcej twarzy po prostu kojarzyło się z widzenia. -Co nabroiłeś? Potrzebujesz czegoś? Dzwonić gdzieś? - zasypał go pytaniami i miał nadzieję, że nie będzie musiał powtarzać. Póki czekał na odpowiedzi pozwolił sobie przejść do części kuchennej i przygotować dwie herbaty oraz szklankę soku. Nie wiedział na co Chester może mieć ochotę, a gospodarzem jednak Anthony był wzorowym jeśli tylko nie targały nim pozytywne emocje, które unosiły jego głowę w chmury przez co reszta realnego świata z tej głowy wypadała.
[Profil]
 
 
Chester Aldridge



25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy









Wysłany: 2017-07-10, 23:58   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs

  

  
  
  
  


- Nie musisz się dla mnie ubierać - rzucił i puścił Anthony'emu oczko, żeby trochę rozluźnić atmosferę. Może i był poszkodowany, ale głupkowate poczucie humoru nigdy go nie opuszczało. Uśmiechnał się niemrawo, wchodzac do łazienki i przystajac nad umywalka. Podwinał rękaw swojego podkoszulka, żeby dokładniej obejrzeć swoja ranę. Nie było tak źle. Co prawda, polało się dużo krwi, bo chyba kawałek gałęzi wszedł mu pod skórę i wypadałoby to czymś wyciagnać, ale Chester podejrzewał, że amputacja nie będzie potrzebna. - Masz jakieś obcęgi? - No cóż, medykiem to on nie był, ale wydawało mu się, iż to, czym naprawia się przeróżne obiekty przyda się również do naprawy jego ręki. Jakoś musiał sobie poradzić, jeśli nie chciał iść do szpitala.
Aldridge urwał spory kawałek papieru toaletowego i zmoczył go pod bieżaca woda. Powoli zaczał oczyszczać ramię z krwi, która zdażyła już zaschnać i aktualnie tworzyła niepotrzebny efekt dla dodania dramaturgii.
- Jak ci powiem to mnie stad wyrzucisz - powiedział szczerze, na chwilę odrywajac wzrok od rany i spogladajac na Anthony'ego. Z jednej strony wiedział przecież, że Rowley był ostatnia osoba, która mogłaby go oceniać. Z drugiej jednak Chester podejrzewał, iż jego moralność oraz dobre usposobienie nie pozwola na pozostanie bezkrytycznym w stosunku do tego, co zrobił razem z Fremy. Nawet jeśli to było niezamierzone. - A nie mam dokad iść - dokończył, nie przerywajac kontaktu wzrokowego. Dopiero po chwili powrócił do swojego dotychczasowego zajęcia. Skupił się na zmywaniu ze skóry krwi, omijajac miejsce, które wydawało się mu najbardziej zranione. - Potrzebowałbym jakiegoś plastra, bandażu czy czegoś podobnego. I wody utlenionej, jeśli masz. - A jeśli nie to trudno, i tak wiedział, że przeżyje. Takie szumowiny jak on żyły najdłużej.
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Anthony Rowley


Wysłany: 2017-07-11, 00:30   

-Muszę, bo się boję, że się na mnie rzucisz - odpowiedział mu z delikatnym uśmiechem. Rozluźnienie atmosfery po dotoczeniu się o północy do czyjegoś mieszkania, kiedy to normalni ludzie już przekręcaja się na drugi bok i Anthony mógłby w sumie być jednym z nich. Nie, nie, nie ma co narzekać, przynajmniej nie spędzi samotnie tej nocy albo chociażby kilku godzin, a może chwili... Nie mógł tego określić, niestety. Chester był dość nieprzewidywalnym typkiem i o ile w niektórych sytuacjach Rowley potrafił domyślić się czego może się spodziewać, tak teraz był kompletnie zielony. -Ta, obcęgi... Młotek prędzej żebyś się w końcu ogarnał - mruknał sam do siebie wiedzac, że to co może zobaczyć, gdy podejdzie bliżej chłopaka może go przerazić do granic możliwości. -Nie mam, pensetę mogę Ci dać to jedyne obcęgopodobne coś co mam - powiedział już głośniej, po czym wział dwa kubki z herbata chcac je zanieść do salonu, ale zatrzymał się na chwilę przy łazience chcac zobaczyć co tam się dzieje. Chyba zrozumiał, choć w jego głowie kłębiły się myśli o zabójstwie. Kiedyś, jak jeszcze ta dwójka była razem, Anthony chciał jakoś wpłynać na Chestera, by ten czasami zastanowił się nad tym co robi, ale miał mała siłę przebicia. Jego staż w życiu chłopaka był krótszy od tego, jaki mieli jego przyjaciele, więc już z miejsca był skreślony jeśli tak to można nazwać. Nie zamierzał już o nic dopytywać. Coś się stało to się stało. Rowley na pewno usłyszy o tym jutro w telewizji czy przeczyta w Internecie. Gdyby wyjrzał za okno to może nawet i dziś wiedział co się działo, ale nie zrobił tego. -Nocujesz u mnie? - zapytał dopiero teraz odrywajac wzrok od chłopaka i udajac się do salonu, gdzie miał wszystkie wymienione przez byłego rzeczy. Przyniósł je i przyjrzał się ranie na tyle, na ile mógł... Żałował. -Ja pierdolę - przeklał, czego na co dzień raczej nie robił, i pryłożył dłoń do ust. Przeniósł wzrok z jego ramienia na jego twarz. -Ty jesteś nienormalny - skomentował i może odrobina prawdy w tym była... -Pytałeś po obcęgi, bo tam coś jest? - spytał jeszcze na koniec. Jeśli tak było to Anthony pewnie zamknie się w salonie i tak będzie siedział udajac, że nikogo nie wpuścił.
[Profil]
 
 
Chester Aldridge



25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy









Wysłany: 2017-07-11, 01:06   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs

  

  
  
  
  


Roześmiał się szczerze, kręcac głowa z niedowierzaniem. Jako że z natury był raczej szczerym człowiekiem (no, chyba że chodziło o coś takiego jak przyznanie się do winy, gdy w grę wchodziło podpalenie połowy parku), postanowił nie zaprzeczać. To, że on i Anthony nie tworzyli dłużej zwiazku nie oznaczało, że Rowley nagle przestał być atrakcyjny. Właściwie tak na logikę Chestera - teraz był jeszcze bardziej pociagajacy. No, ale na razie zamiast nagościa swojego byłego chłopaka przejmował się kawałkiem gałęzi, który utknał mu w ramieniu.
- Młotek faktycznie by się przydał - stwierdził, bo pomysł Anthony'ego nie był wcale taki zły. A nuż coś dobrego by z tego wynikło? Na przykład pękłaby mu czaszka, w wyniku czego by umarł i nie musiał przejmować się policja? - Super, może być. - Czymkolwiek ta pęseta była, Chester ufał Rowley'owi. Nawet jeśli ich zwiazek, jak już zostało wspomniane, nie miał długiego stażu, i nawet jeśli byli od siebie zupełnie różni, Anthony był jedna z niewielu osób, jakim w każdej sytuacji uwierzyłby na słowo.
- Skoro mnie zapraszasz - odpowiedział, próbujac brzmieć zalotnie. Ale że akurat przyłożył mokry papier nie w to miejsce, gdzie trzeba, syknał nagle i cała kokieterię szlag trafił. Pozostawało tylko mieć nadzieję na to, że kiedyś jeszcze nadarzy się okazja do maleńkiego flirtu.
Kiedy usłyszał z ust Anthony'ego przekleństwo, paradoksalnie znowu się roześmiał. Można by pomyśleć, że Chester jeszcze nie do końca wytrzeźwiał, ale w rzeczywistości po prostu bawiło go to, że Rowley zareagował na to w taki sposób. Wymusić od niego jakieś niecenzuralne słowa - to dopiero osiagnięcie. No i śmiech sprawiał, że ramię nie bolało go aż tak bardzo.
- Hej, mówisz to tak, jakbym zrobił to specjalnie - powiedział, próbujac wygrzebać to, co tkwiło w jego flakach swoimi brudnymi paluchami. Co chyba nie było najlepszym pomysłem na świecie. - Nie, chciałem ci tutaj pomajsterkować - zażartował lekko. Miał nadzieję, że to trochę Anthony'ego uspokoi. Bo skoro Aldridge żartował, nie mogło być z nim aż tak źle, prawda?
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Anthony Rowley


Wysłany: 2017-07-11, 08:47   

Anthony nieszczególnie przejmował się sprawa wygladu jeśli chodzi o ludzi. Był jedna z tych osób, dla których wewnętrzne wartości miały większe znaczenie. I wcale nie chodziło o to, że chłopak z gałęzia w swoim ciele jest atrakcyjniejszy, bo ma dość niespotykane wnętrze. Charakterem Chester potrafił zaskakiwać i był czasami naprawdę urzekajacym chłopakiem. Teraz jak tak na niego patrzył to zastanawiał się gdzie miał oczy i ukradkowo zerknał na jego tyłek... Tak, jakby powiedział, że miał je w dupie to miałoby to jakiś swój sens.
-Osobiście Ci nim przywalę - zaoferował się tonem, który nie dopuszcza zaprzeczeń, by następnie wyciagnać pęsetę z kosmetyczki i mu ja podać. Wygladało to okropnie jak na oczy Rowleya. Ogladał czasami horrory, ale nie wiedział, że kiedyś taki będzie przeżywał. -Tylko uważaj na siebie, nie drzyj głośno japy i jak będziesz potrzebował pomocy to Ci pomogę, ale nie potrzebuj najlepiej - przyznał szczerze, bo z jednego strony swojego anthony'owego charakteru nie jest w stanie zignorować. Musiał pomóc, bo był ta osoba, która sobie z ust odejmie, by inny człowiek miał lepiej w życiu. Z drugiej jednak strony co to by była za pomoc jeśli on by musiał mieć co chwila przerwę na wymiotowanie? Żaden biznes tak naprawdę, więc jakby się Aldridge soba zajał sam to byłoby najlepiej. Rumun może się nim zajać jak już będzie po wszystkich, that's what he said. Co by nie było Rowley rozłożył bezradnie ramiona. -A czy ja wiem jak Ty to zrobiłeś? Nic nie powiedziałeś. Przemyj to woda utleniona, łapy sobie umyj, przepłucz je utleniona dla pewności i wyciagnij to, co masz w tym ramieniu, bo się wyrzygam. Idę po bandaż, a jak wrócę to błagam, miej to wyciagnięte - powiedział niemal błagajacym tonem zakrywajac jedna dłonia oczy, bo co innego jakby Chester się na tym znał i nie potrzebował pomocy drugiej osoby, która jest teraz tylko Anthony, a co innego jakby był tu ktoś jeszcze. Rumun zostawił go w łazience idac do sypialni. Tam położył się na łóżku i zaczał analizować fakty. Aldridge do niego przyszedł, z rana w ramieniu, a teraz wyciagał sobie z ramienia kawałek drewna. Takiego combo w życiu jeszcze nie miał. Wiedział, że znajomość z Chesterem to będzie ubarwienie życia, ale tylu kolorów to się nie spodziewał. Co by nie było kiedy już doszedł do tego ile tak naprawdę może go czekać przygód w przeciagu następnych godzin opuścił sypialnie z bandażem w dłoni. -Jak Ci idzie, Perełko? - zapytał uśmiechajac się niewinnie od ucha do ucha.
[Profil]
 
 
Chester Aldridge



25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy









Wysłany: 2017-07-11, 13:01   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs

  

  
  
  
  


Anthony miał szczęście, że był przystojny i dobry jednocześnie. Nieczęsto można trafić na takie combo. Wystarczy spojrzeć na Chestera - on mógł się poszczycić tylko jako taka uroda, która i tak nie była jakaś zniewalajaca.
- Jesteś kochany - zironizował, próbujac głupim uśmiechem przyćmić grymas bólu, jaki wykwitł mu na twarzy. Ta rana miała najwyraźniej jakieś problemy psychiczne, bo raz wcale nie bolała, a raz promieniowała takim tępym bólem, że Chester najchętniej by sobie cała prawa rękę odciał. W sumie to nie byłby taki zły pomysł! Gdyby dziwnym trafem znalazł jakaś siekierę i odrabałby sobie ramię, mógłby spokojnie iść do szpitala i udawać, że nic nie wiedział o żadnym pożarze. Nawet alibi by sobie wymyślił, że niby dorywczo pracował sobie w tartaku czy coś. W sumie to nie wiedział czy w Brentwood istniał jakikolwiek tartak, ale pomysł nie najgorszy!
Aldridge zastosował się do rad Antosia, bo coś czuł, że Rowley wiedział więcej na temat higieny podczas przemywania ran. Nie, żeby Chester był jakimś brudasem czy całkowita fleja, ale do dziewiatego roku życia nie wiedział właściwie czym jest woda utleniona, a połowę swojego dzieciństwa spędził na przykładaniu jakiegoś zielska do obdartych na żwirze kolan, bo jego matka twierdziła, że naturalne metody przyspiesza gojenie. Tak więc cóż, blondyn prędziutko zastosował się do instrukcji swojego byłego chłopaka. Gdyby czynił tak zawsze, a nie tylko w wyjatkowych przypadkach, być może jeszcze wyszedłby na ludzi.
Gdy Anthony opuścił łazienkę, Chester przez dłuższy czas próbował w jakiś sposób wyciagnać to cholerstwo ze swojego ramienia, ale nie dość, że na co dzień niezbyt dobrze posługiwał się lewa ręka to w dodatku to przeklęte pęsecoś było tak małe, że ostatecznie udało mu się wyłacznie wsadzić metalowy przedmiot do krwawej dziury i trochę nim w środku pogmerać. Co naturalnie zaowocowało takim piekacym bólem, że Aldridge'owi na moment pociemniało przed oczami. Odetchnał głośno, opierajac się o ścianę i patrzac na swoje ramię tak, jakby to wszystko było jego wina. Głupia ręka. Gdyby jej nie miał, nie byłoby problemu.
- Kurewsko źle - odpowiedział, przymykajac oczy i wyobrażajac sobie, że w jego ramieniu nie było żadnego ciała obcego. Jego matka nazywała to sztuka wizualizacji i mawiała, że to często pomagało jej w życiu. Ciekawe czy trzeba było wykazać się odpowiednim poziomem stuknięcia, aby to zjawisko zadziałało. - Musisz mi pomóc. - Chester Aldridge nie zwykł nikogo o cokolwiek prosić, ale cała ta sytuacja była na tyle ciężka, że jego głos zaczał żyć własnym życiem i wytworzył coś na kształt błagalnego tonu.
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Anthony Rowley


Wysłany: 2017-07-11, 14:18   

Chester na pewno był przystojnym typkiem, takim w typie Anthony'ego, dlatego dał sobie szansę na zwiazek z nim. Charakterek faktycznie miał taki, że niejednokrotnie Thony chciał rzucić ich relację w pizdu, ale że często rekompensował się miłymi rzeczami to się w końcu Rumun przywiazał. Jak jednak widać przywiazanie zostało, ale co dobre szybko się kończy także ich zwiazek się rozpadł. Na szczęście była to ich wspólna decyzja, na która nie miały wpływu osoby trzecie. Anthony nigdy nie uważał, by Chester był zła osoba. Trochę się zgubił, co było widać w niektórych jego zachowaniach, ale z drugiej strony Rowley nie był lepszy. Sam się gubił w najprostszych rzeczach i nie miał nikogo, kto mógłby go nauczyć w jakiejś części najważniejszych życiowych spraw. Umawianie się do lekarza też nieraz sprawiało mu trochę problemu właśnie przez takie jego wrodzone roztrzepanie. Rodzice może i przykładali wagę do tego, by ich syn wyrósł na człowieka oczytanego, ogarniętego i takiego, który w każdych warunkach sobie poradzi, ale sam chłopak nigdy nie przykuwał uwagi do tych szczegółów, które teraz wydawały się być na wagę złota.
-Nie ma mowy - odpowiedział mu niemal momentalnie, gdy Aldridge poprosił go o pomoc. Co to, to nie... Znaczy nie żeby nie chciał mu pomóc. Bał się bardziej o to, że coś spieprzy. Przecież to trzeba będzie rozcinać, wyciagać, zszywać... I Antek ma to zrobić? Może i byłby w stanie, bo gorsze rzeczy widywał, niestety... Ale po prostu nie. -W życiu, nie, jak coś spieprzę i zepsuję Cię tak, że nie będzie dało się Ciebie odratować? Dlaczego nie pójdziesz do szpitala, po prostu? - zapytał odwracajac się do niego plecami i patrzac w sufit. Kto by pomyślał, że życie jakiegoś tam Rumuna spod jakiejś tam Suczawy będzie tak barwne? Na pewno nie ten jakiś tam Rumun. Zajrzał przez ramię patrzac na niego. Wział głęboki wdech i stanał z nim twarza w twarz. -Właź do wanny, wystaw rękę, a jak tylko krzykniesz głośniej to Ci ta rękę odrabię - postanowił, co było dziwne, bo ostatnio Tosiek był taki stanowczy kiedy kłócił się na studiach o kompozycję swojej pracy, do której jeden z wykładowców miał zastrzeżenia. Jak zarzadził tak zostało zrobione. Nałożył jednorazowe rękawiczki i zajał się jego ręka. -I nie masz prawa patrzeć na to, co robię - wetchnał, po czym owiazał jego rękę nad rana jakaś koszulka, której nie lubił, dwie inne położył na podłodze pod jego ręka i zaczał powoli identyfikować obce ciało pod jego skóra, a następnie równie powoli je wyciagać. Nie było to najlepsze co spotkało go w życiu, ale to był Antoś. On nie potrafił nie pomagać. Musiał to robić, bo nie chciał unieszczęśliwiać ludzi, a bał się, że swoim "nie" właśnie to zrobi. Męczył się chyba z godzinę robiac przerwy na to, by Chester mógł sobie odetchnać. -Skończyłem - oznajmił majac taka nadzieję, choć najgorsze dopiero było przed nimi. -Wiem, że jesteś wymęczony, ale w razie czego drzyj się. Tylko zasłoń twarz jeszcze tym - powiedział podajac mu cztery ręczniki, które miały skutecznie zagłuszyć krzyki i wrzaski podczas oczyszczania rany szpitalnym środkie odkażajacym, który Thony miał po swoim poprzednim współlokatorze. Odkręcił atomizer, bo psikać to psikałby kolejna godzinę i męczył Chestera. Polewał ranę, dopóki nie uznał, że jest odkażona. -Koniec - stwierdził przykładajac gazę do rany i owijajac ja bandażem. Kiedy tylko zawinał jego rękę wział się za sprzatanie.
[Profil]
 
 
Chester Aldridge



25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy









Wysłany: 2017-07-12, 19:55   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs

  

  
  
  
  


Chester wiedział, że Anthony trochę pomarudzi, ale ostatecznie zagryzie zęby i pomoże mu wyjać to cholerstwo ze swojego ciała. Niejednokrotnie podczas ich znajomości Aldridge zdażył przekonać się, że serce Rowleya było wielkie i nikomu nie odmawiało pomocy. A już na pewno ta wrażliwa duszyczka nie potrafiłaby przejść obojętnie obok swojego byłego chłopaka, który miał słabość do alkoholu, i który lubił w nieodpowiednich momentach pojawiać się w drzwiach jego domu. W dodatku z gałęzia wbita w ramię. Anthony był po prostu za dobry, żeby komuś nie pomóc. Chester starał się tego nie wykorzystywać, przynajmniej nie na trzeźwo, bo za swoje czyny po alkoholu nie mógł do końca odpowiadać. Ale istniały problemy, z którymi Aldridge mógłby zwrócić się wyłacznie do Rowleya. Ponieważ tylko u niego wszystkie chesterowe sekrety były naprawdę bezpieczne.
Spełnił wszystkie wymagania Anthony'ego i próbował nie tracić zimnej krwi, gdy ten zajmował się grzebaniem w jego mięsie. Ilekroć chciał jęknać albo wydać z siebie jakikolwiek inny dźwięk, przypominał sobie, że zawsze mogło być gorzej. Bo przecież w tym momencie mógłby siedzieć w jakimś radiowozie i żegnać się ze swoja wolnościa, przynajmniej na kilkadziesiat następnych godzin. Miał szczęście, że Antoś zgodził się podjać próbę wyjęcia tego upierdliwego kawałka drzewa z jego ciała. Prawdziwe szczęście.
Kiedy Rowley skończył zajmować się obrażeniami, Chester pozwolił sobie na głębokie odetchnięcie. Przez chwilę siedział jeszcze w wannie jak ciołek i patrzył na swoje ramię, nie dowierzajac, że Anthony rzeczywiście wyciagnał stamtad tego cholernego badyla. Gramolac się przy wyjściu z wanny pomyślał, że za pomyślne przeprowadzenie takiego zabiegu Rowley powinien dostać prawo do wykonywania zawodu lekarza.
- Chodź tutaj - powiedział, a potem złapał Anthony'ego za dłoń, aby go do siebie przyciagnać. Kiedy Rowley był już blisko, Chester obdarował go buziakiem w policzek. - Uratowałeś mi życie. Kupię ci za to paczkę papierosów - zaoferował, uśmiechajac się szeroko i przeczesujac chłopakowi włosy. Jego ręka wciaż bolała, ale już nie w takim stopniu, jak przedtem. No, przynajmniej Chester nie miał pomiędzy swoimi flakami kawałka jakiegoś badyla. - I obiecuję, że w nocy nie zabiorę ci kołdry - dodał, majac nadzieję, że Anthony się uśmiechnie. Chester naprawdę nie chciał ściagać na niego wszystkich swoich kłopotów, ale one po prostu nie opuszczały go na krok.
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Anthony Rowley


Wysłany: 2017-07-15, 18:15   

Anthony to nawet i z tego pociagu do alkoholu mógłby go wyciagnać, ale Chester to musiałby tego chcieć. Ile nocy czy dni pod rzad można znosić zapach alkoholu, który wydobywa się z ust Twojego chłopaka? Rowley niekoniecznie za tym przepadał i między innymi dlatego ich zwiazek zaczał się rozpadać. Mimowolnie kaciki jego ust uniosłby się, kiedy poczuł na swoim policzku delikatne wargi chłopaka. Miły gest, takie na Rowley'a działały najbardziej, co Chester mógł wiedzieć, choć w tym momencie nie chciał pokazywać tego chłopakowi. Jego kamienna twarz szybko przybrała poważny wyraz, tak szybko, że Aldridge mógł nie zauważyć uniesionych kacików.
-Trzymam Cię za słowo, a jak mi jej nie kupisz to nie wpuszczę Cię tu więcej - zagroził kiedy już domył ręce z zabrudzeń spowodowanych przez krwia. Westchnał przegladajac się w lustrze. Mimo zmęczenia jakie zaczęło mu towarzyszyć wygladał całkiem w porzadku. Miał jednak przeczucie, że jak tylko położy się w łóżku to odleci po paru minutach. Zaśmiał się na słowa Chestera kręcac głowa. Dzięki czemu Aldridge osiagnał swój cel, jakby nie patrzeć. -Dobrze, ale będziesz mi robił za poduszkę. Takie zabezpieczenie w razie gdybyś jednak mi ta kołdrę zabrał - puścił mu oczko, po czym wskazał palcem ręcznik, żele pod prysznic, szlafrok i półkę, w której trzymał rzeczy na przypadek pojawienia się niespodziewanych gości takich jak dzisiejszej nocy jego niedoszły maż. W sumie nie pamiętał jak długo był z Chesterem, ale odkad się tutaj wprowadził to wszystko zawsze było na swoim miejscu także niejednokrotnie nocujacy u niego chłopak na pewno wiedział gdzie co jest. -Umyj się, a ja idę przygotować łóżko - powiedział i wyszedł z łazienki zamykajac za soba drzwi. Poszedł do sypialni, gdzie przygotował wszystko do snu i przypominajac sobie, że jeszcze nie umył zębów, więc nie kładł się jeszcze, bo na pewno by zasnał. Mógł wejść do łazienki mimo tego, że była zajęta przez Aldgride'a, ale to by było z lekka dziwne... Jak dla Tośka. Potuptał jednak do kuchni wcześniej wyciagajac z kosmetyczki pastę do zębów i zrobił to tam. Wolał już leżeć w łóżku nim przyjdzie jego gość, co by nie zasnał rozwalajac się na całym łóżku i zostawił dla Antka parę centymetrów miejsca. Umył zęby, położył się na łóżku i czekał na Chestera majac co raz mniejszy odstęp między powiekami.
[Profil]
 
 
Chester Aldridge



25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy









Wysłany: 2017-07-16, 23:46   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs

  

  
  
  
  


Chester dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że to on spieprzył ich zwiazek. Potrafił nie kontaktować się z Anthonym przez kilka dni, pijac z kolegami i twierdzac, że potrzebował trochę wolności. Potrafił odrzucać jego połaczenia czy nie odpisywać na wiadomości tylko dlatego, że akurat wypalał jointa z nieznajomymi pod losowym klubem i nie miał ochoty wdawać się w rozmowy ze swoim chłopakiem. Potrafił przychodzić do jego domu w środku nocy jak gdyby nigdy nic, śmierdzacy papierosami, pijany i ledwo przytomny. I to wszystko prowadziło do jednej, acz znaczacej konkluzji - Aldridge zdecydowanie nie nadawał się na czyjegoś partnera. Był świetnym kumplem - takim, z którym możesz niezobowiazujaco wyskoczyć na piwo, porozmawiać o błahostkach, i który przenocuje cię, gdy wypijesz tego piwa trochę za dużo. Stanowił też nie najgorszego przyjaciela - co prawda nie nadawał się do rozprawiania na poważne tematy i rozwiazywania czyichś problemów, ale potrafił pomóc na swój sposób, nawet jeśli jego rady ograniczały się do krótkiego "pieprzyć to wszystko!". Ale jeśli chodziło o jego umiejętności bycia czyimś chłopakiem... Cóż, stwierdzenie, że Chester był zły w te klocki to eufemizm. Bo był po prostu najgorszy. I doskonale zdajac sobie z tego sprawę, nie pakował się już w żadne zwiazki. I tak wystarczajaco dużo byłych partnerów oraz partnerek pałało do niego niechęcia.
Ale przynajmniej mógł powiedzieć, że miał w Anthonym przyjaciela. Po ich krótkim, aczkolwiek burzliwym zwiazku, przyjaźń to i tak bardzo dużo.
- No pewnie! - zgodził się entuzjastycznie, bo rzeczywiście wizja robienia za poduszkę go urzadzała. Chester był mała przylepa niezależnie od tego czy spał, czy normalnie funkcjonował. Mógł wygladać na dupka, mógł trochę zachowywać się jak dupek, ale podczas snu przybierał postać małego koali, który mocno uczepiał się wszystkiego, co wpadało w jego ręce. Zazwyczaj była to kołdra, ale zdarzało się również, iż przywłaszczał sobie czyjeś kończyny albo plecy. Możliwości było dużo.
Stosujac się do zaleceń Rowleya, grzecznie poszedł pod prysznic i wypucował się tak, żeby biednemu Anthony'emu niczym nie śmierdzieć. I tak czuł się trochę winny, że wypielęgnował w sobie tak brzydki zwyczaj, jakim było nachodzenie byłego chłopaka w nocy i wykorzystywanie go do pomocy. Podczas szybkiego prysznica Chester uważał co prawda, żeby woda czy mydło nie dotknęły jego uszkodzonego ramienia, ale był fajtłapa, więc ostatecznie skończył z piekaca rana oraz mokrym opatrunkiem. I tak lepsze to niż posiadanie kawałka drewna w ramieniu.
Kiedy w końcu dotarł do sypialni Anthony'ego, zastał go prawie śpiacego. Aldridge wsunał się pod kołdrę i kiedy już wystarczajaco się powiercił, zaoferował Rowleyowi swoja zdrowa rękę do przytulania. Gdzieś w podświadomości zdawał sobie sprawę z tego, że w ostateczności to i tak Tosiek zostanie jego maskotka do przytulania, ale był tak zmęczony, że nawet nie miał sił się tym przejmować.
Zapadnięcie w sen zajęło mu niewielka ilość czasu, biorac pod uwagę to, że zazwyczaj męczył się w łóżku przez pół godziny zanim udawało mu się odpłynać. Może to przez wyczerpujaca ucieczkę przed policja, a może zwyczajnie obecność Rowleya i jego ciepłe, miękkie łóżko tak ekspresowo ukołysały go do snu.

/ zt
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6