Poprzedni temat «» Następny temat
Skwer
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-26, 17:06   Skwer
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-30, 15:46   

Dzień był piękny i pogoda również na medal, nic zatem dziwnego, że Lucky zamiast się gdzieś włóczyć postanowił się nieco po wylegiwać na słonku. A że na słonku najlepiej się wyleguje leżac na trawie, to w pewnym momencie nogi zaprowadziły go na skwer, który oferował zielona, pachnaca trawę w stosownej długości. Na niej to rozłożył swój znoszony płaszcz, uprzednio wyciagajac z niego Gebe, co by się na kocie nie położyć. Potem właśnie uwalił się na owym płaszczu twarza do słoneczka.
Boo w tym czasie ganiał jak najęty po zielonej murawie, co w sumie było jego ulubionym zajęciem. Gebe zaś rozgościł się na płaszczu u boku swego „pana”, a dokładniej u boku Luckyego i również korzystał z dobroczynnego wpływu słońca. Obaj się wylegiwali, a pies szalał dookoła nich, dopóki to sam nie doszedł do wniosku, że dość tego ganiania za własnymi urojeniami i poszedł dołaczyć do grzejacego się towarzystwa.
W pewnym momencie, tego cudownego leniuchowania, nieco się Luckyemu przysnęło. Może to i dobrze, bo nie musiał ogladać ludzi, którzy spogladali na niego z czymś na kształt odrazy, tudzież niezadowolenia. Cóż bezdomny, wylegujacy się na środku trawnika, to zdecydowanie dobry powód by go znienawidzić i uważać, za element szpecacy ich piękne miasto.
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-07-30, 16:08   

Było bardzo przyjemnie. On również nie miał ochoty siedzieć w domu. Wyszedł więc do ludzi i spacerował po Brentwood. Zrzucił nawet swój ukochany garnitur, bo ten nie pasował kompletnie do pogody, na rzecz czegoś nieco wygodniejszego. Cóż, Bran pracował w branży modowej, więc garnitury po jakimś czasie stały się niemal jego druga skóra. Odkad z reszta nauczył się je szyć, to mógł pozwolić sobie na ubieranie tego, co leżało na nim dobrze i sprawiało, że było mu wygodnie. Co prawda to nic w porównaniu z przewiewna bluzka i krótkimi spodniami, które właśnie na siebie założył. Rzadki to był widok, więc niech się ludzie ciesza.
Udał się prosto na skwer, gdzie miał nadzieję znaleźć coś ciekawego. Wszędzie doszukiwał się inspiracji i nie wiedział, gdzie ta może go kopnać w dupę. Cóż, świat mody ciagle się zmieniał, więc nie można było pozwolić sobie na zastój. Gdy przychodziło lato, to trzeba było myśleć już o kolekcji na przyszła zimę. A on miał już kilka projektów, jednak ciagle czegoś mu brakowało.
Było ciepło, Słońce przyjemnie świeciło mu w twarz. Założył swoje ulubione okulary i z mrożona kawa w ręce przemierzał okolicę. Przyjemnie go to chłodziło. I wtedy dostrzegł biegajacego psa. Kojarzył tego narwańca bardzo dobrze, więc skierował się w tamta stronę.
Lubił Lucy'ego i nie przeszkadzało mu to, że ten był bezdomnym. Nie był uprzedzonym człowiekiem, bo sam wiele przeżył i doświadczył, by teraz móc ze spokojna głowa oceniać ludzi od tak. Nie, chyba był na to zbyt głupi. Pozwolił mężczyźnie pospać jeszcze chwilę, ale gdy zauważył, że inni ludzie na patrza na śpiacego zbyt przychylnie, to podszedł do Smitha.
Dzień dobry, proszę pana, chyba wzbudza pan tutaj zbyt wielka atencję, może zechce się pan przenieść gdzieś indziej? – zapytał rozbawiony, kucajac niedaleko, głaszczac śpiacego kota.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-30, 23:21   

Boo był bardzo charakterystycznym psiakiem. Głównie przez to, że był mieszańcem dwóch naprawdę pięknych ras. Goldena retreviera o złotym sercu i wiernego jak cholera owczarka niemieckiego. Od obu ras zyskał w sumie to co najlepsze i poniekad to czyniło go naprawdę zachwycajacym towarzyszem. A przy tym wszystkim… bardzo pięknym psiakiem. Modne jest powiedzenie, że najpiękniejsze stworzenia sa najczęściej mieszańcami dwóch różnych ras. W przypadku ludzi, mieszanki również wychodziły nadzwyczaj udane.
Ludzie patrzyli na niego nieprzychylnie, ale większość z nich nie reagowała, ani nie widziała powodu by wzywać policję. Co w sumie było dobra wiadomościa. Chociaż nawet gdyby któryś nadgorliwy obywatel postanowił zadzwonić jednak po stróżów prawa, to chyba nie doczekałby się ich akcji. Czemu? Bowiem Lucky miał dużo znajomych również wśród policji. Znajomości jeszcze z czasów, kiedy był znanym i poważanym w środowisku lekarzem. Takie zawsze się opłacały.
Słyszac głos, wydał z siebie nieco dudniacy pomruk, by potem niechętnie otworzyć oczy, które i tak musiał osłonić od jasnego słońca.
-Nie leżę przecież nago, więc nie rozumiem, skad ta zbyt wielka atencja – odpowiedział nieco… sennie, całkiem jakby rozmawiał z policjantem, a potem powoli podniósł się do siadu, co w sumie sprawiło, że Gebe był nieco niezadowolony. Bo przecież tak wygodnie drzemał sobie na piersi Luckyego, na która to niedawno wszedł, by być „bliżej” słonka. Oczywiście mężczyzna starał się złapać niezadowolonego sierściucha, ale ten ostatecznie uciekł… do Brandona. Na tego mężczyznę też spojrzał Lucky.
-Och… to ty. Spodziewałem się policjanta – stwierdził, chociaż uśmiechnał się ciepło do tego mężczyzny. -Dzień dobry, miło cię widzieć. Co u ciebie? O… nie masz na sobie garnituru, jakieś święto?
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-07-31, 01:34   

Uśmiechnał się. Lubił tego mężczyznę nawet mimo faktu, że był bezdomnym. Czy to świadczyło, że był nienormalny i odrealniony? Nie, skad. Widział w człowieku człowieka i chciałby, żeby innym ludziom otworzyły się oczy i również to zobaczyli. Lucky był inny niż normalni bezdomni. Jego pogoda ducha, charyzma i jakaś dziwna aura przyciagały Brana, który zreszta lubił ludzi. Rozejrzał się dookoła. Nie rozumiał, co wzbudza w ludziach taka odrazę, że aż odbijała się ona w ich oczach, ale on lubił ludzi, nie musiał ich rozumieć. Wzruszył ramionami i usiadł na trawie, biorac porzadnego łyka swojej mrożonej kawy. Westchnał. Nie było nic lepszego niż ulubiony napój w schłodzonej wersji w takie ciepłe dni jak ten.
Myślę, że jakbyś leżał tu nago, to ludzie nie chcieliby stad wyjść – zażartował. Cóż, zboczenie zawodowe Brandona powodowało, że często zastanawiał się, jak ludzie wygladaja w samej bieliźnie. Nie inaczej było w przypadku Smitha. Dla niektórych mogłoby wydawać się to nieprzyzwoite, ale dla niego było norma. W końcu w pracy widział wielu modeli i wiele modelek w bieliznach, gdy robił przymiarki. Wszystko traktował profesjonalnie, nie zwracajac uwagi na to, czy coś mu się podobało, czy nie.
Złapał kota. Lubił zwierzęta, a koty darzył szczególna sympatia, więc nie miał nic przeciwko temu, że sierściuch wskoczył mu na kolana. Zaczał go głaskać, na co ten wydawał z siebie zadowolone pomruki. Mógłby tego słuchać godzinami. Czuł na udach lekkie wibracje, wydawane przez niewielkie, kocie struny głosowe.
Chyba nie wygladałbym zbyt dobrze w policyjnym uniformie – zastanowił się. Nie, nie było to w jego guście. Zdecydowanie wolał garnitury, bo wydawały mu się wygodniejsze i znacznie lepiej się prezentowały. Z reszta zawsze wolał mężczyzn w mundurach. Cóż, chyba był jedna z tych przysłowiowych panien, które ida sznurem za mundurem.
Owszem, jakieś na pewno jest. Pewnie takie, które trzeba świętować z mrożona kawa w dłoni, dlatego wstawaj, bo zapraszam cię i twoich przyjaciół na jedna – powiedział, podnoszac się z ziemi. Może i Lucku chciał wylegiwać się w słońcu, ale przecież nie mógł mu pozwolić na to, by się odwodnił i stracił energię. Bran uważał się za dobrego przyjaciela. Kota trzymał ta sama ręka, w której dłoni miał mrożona kawę. Druga ręka otrzepał swoje siedzenie z trawy i obciagnał nieco nogawki swoich szortów, które nieco się podwinęły. – To gdzie chcesz iść? Postawię ci wszystko co chcesz – zaproponował.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 15:20   

Roześmiał się za sprawa słów przyjaciela. Oj tak, nie ma to jak uroczy, rubaszny humor z rana. Szkoda tylko, że to ran poniekad oznaczało południe, ale w sumie nie o to chodziło.
-Zaraz się mogę rozebrać i się przekonamy w sumie – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Życie na ulicy sprawiło, że się zmienił. Stał się poniekad odważniejszym, przestał się przejmować tym, co ludzie o nim sadza. Zaczał po prostu żyć… pełnia życia. Był wolny, nie miał żadnych zmartwień, poza tymi prostymi, przyziemnymi z serii: co zjem i gdzie się prześpię? Poza tym oddawał się drobnym przyjemnościa, jakimi było dla niego pomaganie innym ludziom. A to staruszkom, a to młodzieży, czasem innym bezdomnym. To wszystko było… przyjemne.
Przechylił lekko głowę, gdy padło wspomnienie o tym mundurze policyjnym. Cóż te Angielskie były naprawdę… nieciekawe. Co innego w takim mundurze amerykańskim czy innym.
-W Angielskim byś nie wygladał, ale może w amerykańskim? Kto wie, musiałbyś przymierzyć – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Potem opuścił spojrzenie na Boo, który wciaż spał. Może to i lepiej, bo przecież Brandon zaraz byłby mokry od psiej śliny. Cóż Boo był jednym z tych zwierzaków, które uwielbiały po prostu dzielić się własna wydzielina. Nie wszyscy to lubili.
Wrócił po chwili spojrzeniem do przyjaciela i uśmiechnał się do niego wesoło.
-Nie wiem, czy Boo lubi kawę. Gebe zaś z pewnościa będzie wolał mleko – odpowiedział ze śmiechem, ale zgodnie z… „rozkazem” ruszył dupę z ziemi i wstał. Choć zaraz musiał się nieco pochylić po płaszcz, na którym przecież się wylegiwał. Wtedy też obudził Boo, który jak to pies z entuzjazmem godnym dziecka zaczał biegać dookoła Brandona raz za razem ocierajac się o niego lub liżac jego dłoń tudzież tykajac ja zimnym nosem.
Lucky chwilę obserwował psa i przyjaciela, by mieć pewność, że zwierzak nie wpadnie na jakiś głupi pomysł pt. skakać po Brandonie czy cokolwiek innego, ale w tym stylu.
-Najpierw pokaże ci co mi się udało dorwać, a potem możemy iść na kawę. Dobra? – Zapytał z uśmiechem. Sam miał coś do pokazania, temu mężczyźnie.
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-07-31, 17:12   

Spojrzał na przyjaciela, nie przestajac głaskać kota, który nadal radośnie mruczał mu na ręce. Było to strasznie odprężajacym uczuciem, musiał przyznać. W sumie żałował, że nie miał w domu takiego czworonoga, gdyż wszyscy jasno mogli przyznać, że sam posiadał nieco kocia duszę. Tak jak te zwierzęta był niezależny i chadzał własnymi ścieżkami nie raz zbaczajac z wyznaczonego przez kogoś szlaku. Tak, on i te czworonogi pasowali do siebie niemal idealnie, być może właśnie dlatego rudzielcowi było tak dobrze w jego rękach.
No proszę, ściagaj, z chęcia to zobaczę – zaśmiał się. Nie miał problemów z nagościa czy to swoja czy kogoś innego. Praca uodporniła go na takie widoki dzięki czemu obrazy nagich ciał nie działały na niego w taki sam sposób w jaki działały, gdy ten wchodził w fazę dojrzewania. Uch, na sama myśl o tym okresie włosy jeżyły mu się na karku. Nie chciałby przechodzić przez to raz jeszcze.
Podziękuję, garnitur to mój mundur – uśmiechnał się. Uniformy były nudne. Takie same u każdego oficera, strażaka czy policjanta. Mógł się założyć, że szybko by mu się znudziło to, że musi być ubrany ciagle w to samo. Wśród garniturów mógł wybierać by były w różnych kolorach i w różnych fasonach. Dzięki nim mógł podkreślać swój nastrój lub odwracać uwagę od siebie, gdy nie prezentował się najkorzystniej. Upił łyk swojej kawy i podniósł się z ziemi. W tym samym momencie pies Lucky'ego zerwał się na swoje cztery łapy i podbiegł do projektanta.
Cóż, psów nie dażył już takim samym uznaniem jak koty, niemniej jednak lubił tego narwanego futrzaka. Miał rękę do zwierzat. One go lubiły, on im nic nie robił. Pogłaskał psiaka, który krażył mu między nogami. Jego szynszyle nie były tak roztrzepane jak Boo, co czasem działało na ich korzyść, a czasem sprawiało, że były nudne jak flaki z olejem. Jego dłoń szybko została obśliniona a kubek z kawa wytracony na ziemię. Ciecz rozlała się po trawie. Cóż, mógł się tego spodziewać. Z reszta i tak mieli iść na kolejna kawę, więc nie bolała go ta strata.
Chwal się, chwal – powiedział, będac ciekawym, co też udało się Lucky'emu dorwać. Wcale nie pospieszał go, bo chciał jak najszybciej napić się kawy. Chyba zaczynał mieć z nia problem.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 18:25   

Wybuchł niskim, aczkolwiek dźwięcznym śmiechem. Potem pokręcił lekko głowa. Przygryzł delikatnie dolna wargę, właściwie co mu szkodziło? Było tak przyjemnie ciepło, a mężczyźni w przeciwieństwie do kobiet, nie byli szykanowani jeśli nosili na sobie mniej niż więcej. Może właśnie dlatego sięgnał do guzików swojej koszuli z krótkim rękawem i po prostu ja rozpiał. Kraciasta, niemalże elegancka koszula z krótkim rękawem nie nadawała się jednak do noszenia… rozpiętej, dlatego ostatecznie Lucky niczym się nie krępujac zdjał ja z siebie.
Był szczupły, ale nie wychudzony. Można by również powiedzieć, że należał do tych ładnie zbudowanych mężczyzn, na których spoglada się mimo wszystko z pewna przyjemnościa. Przeciagnał się leniwie, by potem wetknać fragment koszuli do tylnej kieszeni dżinsów. Wygladało to zabawnie, ale też na swój sposób nieco go to odmłodziło.
-Spodnie może później ściagnę, jak pójdziemy nad jakieś jezioro, czy coś – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem. Oj tak, Lucek miał mimo wszystko diabła za skóra, chociaż to wychodziło dopiero… teraz. Wcześniej się jakoś z tym nie obnosił. Chyba głównie dlatego, że przytłoczony był przez ludzi, którzy potrzebowali pomocy kogoś, kto wykaże się zrozumieniem, a także empatia. A to niestety nijak nie pasuje do diabelskiego charakteru, który tkwił gdzieś tam głęboko ukryty. Poza tym… na ulicy musiał się nauczyć stawiać na swoim, pokazywać, że nie jest osoba, której można w kaszę dmuchać.
Roześmiał się na wspomnienie o tym garniturze, który służył za mundur. Cóż można by niemal powiedzieć, że były zawody w których mundur był obowiazkowy, chociaż… mundur mundurowi nie równy. Lekarze również nosili charakterystyczne ubranie, które wyróżniało ich na tle innych. I taka była prawidłowość tego świata.
-Boo co żeś na robił. Chodź tu, narwańcu – zawołał za psem, który… cóż był wybitnie narwany, ale też poniekad posłuszny. Właśnie dlatego podszedł grzecznie do Luckyego i usiadł przed nim, merdajac ogonem i uśmiechajac się, jak to tylko Goldeny potrafia. -Nie ciesz wafla, łobuzie. Zachowałeś się bardzo brzydko, pokaż że ci przykro – przemówił do psa, niby do małego chłopca i faktycznie Boo przestał się szczerzyć, a opuścił smutno pyszczek, by potem położyć się ładnie jak do waruj i zakryć obiema łapami pysk. Lucky zaczał się śmiać.
-Widzisz? Wstydzi się tego, co zrobił – zwrócił się w tym momencie do Brandona. -Sam go tego nauczyłem, ale nie to chciałem ci pokazać – mówiac to podszedł bliżej projektanta mody, by potem ujać go za rękę i pociagnać lekko za soba. Prowadził go, niemal niczym królik do magicznej nory.
I w sumie… nie było to mylne porównanie, bo do nory szli. A dokładniej do tego zaułka, w którym chwilowo stacjonował. Boo biegł za nimi. A gdy dotarli na miejsce psiak rozłożył się na kocyku, który leżał na kilku kartonach i ziewnał przeciagle. Lucky za to dał znać Brandonowi, by chwilę poczekał, a potem z innego kartonu wyciagnał… piękny, czarny, kaszmirowy płaszcz w doskonałym stanie. Na lewej klapie przypięte zostały trzy biało-kolorowe przypinki.
-Ktoś wyrzucił całkiem dobry płaszcz – podszedł z ta zdobycza do Brandona. -Znalazłem go, wyczyściłem a Chap mi go… spersonalizował – wskazał na te przypinki.
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-07-31, 19:19   

Jeśli miał być szczery, to nigdy nie pomyślałby, że mężczyzna naprawdę postanowi pozbyć się swojej koszuli. Zaskoczyło go to ale pozytywnie. Cóż, dobrze, że Lucky nie był jednym z tych spiętych osób, które przejmuja się opinia innych.
Smith był przystojny. Nie dało się tego ukryć, a Brandon cenił sobie piękno i potrafił odnaleźć je we wszystkim, co go otaczało, więc nic dziwnego, że znalazł je w swoim przyjacielu. Uśmiechnał się pod nosem i odwrócił głowę, udajac że coś go zaciekawiło. Przecież nie chciał patrzeć na nagi tors mężczyzny jak ciele na malowane wrota. Mógł się zgodzić ze stwierdzeniem, że na Lucky'ego można było patrzeć z przyjemnościa. Wystarczyłoby, żeby tylko ktoś odpowiednio się o niego zatroszczył, to bezdomny stałby się kimś od kogo nie można byłoby oderwać oczu. Zastanowił się. Czyżby właśnie znalazł swój cel na wolne dni?
Zaśmiał się i rozejrzał po okolicy obserwujac, jak ludzie z coraz większym zdziwieniem przygladajac się scenie, która rozgrywała się niemal na samym środku trawnika. Widział, że i jemu się przygladaja, jakby nie rozumieli, co on tam właściwie robił. Był dość znanym projektantem, tutaj w Brentwood ludzie go znali, więc widok jego obok rozbierajacego się bezdomnego mógłby wydawać się dziwny. Miller nigdy jednak nie udawał, że z Luckym łaczy go przedziwna, przyjacielska więź.
No wiesz, a miałem nadzieję, że będę mógł cię zobaczyć w całej okazałości – roześmiał się, schylajac po wytracony z dłoni plastikowy kubek po kawie. Cóż, chyba nie miałby nic przeciwko, gdyby mężczyzna faktycznie się przed nim rozebrał. – Masz jednak rację, nie wiem, czy chciałbym się dzielić takim widokiem z obcymi – odpowiedział z takim samym uśmiechem, który gościł na ustach Smitha. Cóż, może Bran nie miał diabelskiej natury, ale nie był święty, o czym lubił przypominać ludziom znajdujacym się dookoła.
Spojrzał na psiaka, gdy ten przybrał skruszona postawę. Potem przeniósł wzrok na Lucky'ego, a następnie znów na psa. Pogłaskał go, pokazujac, że nic się nie stało. W końcu kawa rozlała się na ziemię, a nie na niego. Nie było sensu nad nia ubolewać. Psiej natury nie powinno się ograniczać.
Miło mu się zrobiło, gdy mężczyzna chwycił go za dłoń. Projektant mimowolnie ścisnał dłoń mężczyzny i posłusznie za nim poszedł. Cóż, o ile cała aura otaczajaca Smitha była pociagajaca, to miejsce w którym stacjonował sprawiło, że Bran poczuł dziwne ukłucie w piersi. Taki człowiek jak on, nie powinien żyć w zaułkach, w których sikaja, rzygaja i molestuja się pijane dzieciaki. Nie zasługiwał na to i ciężko było projektantowi patrzeć na to wszystko. Niemniej jednak Smith był szczęśliwy i nie tracił pogody ducha, nawet w warunkach, które innych doprowadziłyby do depresji. Brandon na jego miejscu już dawno by się pochlastał.
No proszę jaka piękność – powiedział, biorac płaszcz w ręce. Miłość do mody zmusiła Brana do przeniesienia swojego wzroku z nagiego torsu mężczyzny na czarny płaszcz. Musiał pomacać i obejrzeć. – Miałeś szczęście, widziałem ten płaszcz na wybiegu w tamtym roku, ciekawe czemu ktoś się go pozbył? – zastanowił się, bo nawet on by nie pogardził takim płaszczem. Spojrzał na przypinki, które od razu rzuciły mu się w oczy. Potem dostrzegł kilka przetarć, które oczywiście łatwo dało się naprawić. Spojrzał na Lucky'ego. – Przymierz, wierzę, że wygladasz w nim niesamowicie, ale jeśli trzeba będzie zrobić parę przeróbek to chętnie się tym zajmę. Widzę, że w kilku miejscach trzeba go zszyć. To jak? – zapytał. Nie miał zamiaru tykać okrycia, jeśli Lucky sobie tego nie zażyczy, ale jego dusza projektanta nie pozwalała mu nie zapytać.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 20:10   

Śmiechem skojarzył to, co mówił Brandon. Czasem naprawdę należałoby się zastanawiać, co ten facet ma w głowie, ale po dłuższej chwili zastanowienia Lucky nie chciał tego wiedzieć. I nie dlatego, że się bał, ale po prostu podejrzewał, że w głowie Brandona mieszkała cała armia chińczyków krojacych kapustę. Co było dowodem na bardzo złożone procesy myślowe, które były jak najbardziej zdrowe i co ważniejsze… odpowiednie dla dojrzałego mężczyzny.
Niemniej dotarli w końcu do zaułka, w którym chwilowo stacjonował Lucky, a tam mógł się on pochwalić zdobycza. Która w sumie była całkiem markowa i co ważniejsze, byle kogo na takie cudo nie byłoby stać. Bez wahania podał ten płaszcz Brandonowi, bo doskonale wiedział, że ten lepiej się na tym znał od niego. Lucky wiedział tylko, że ten płaszcz przyda mu się na zimę. Będzie go mógł założyć pod ten płaszcz, który miał tudzież na wierzch. Na pewno będzie mu w nim ciepło.
-Też się nad tym głowiłem. No, ale może komuś się nie mieścił w szafie? – Stwierdził z pewnego rodzaju rozbawieniem. Czyjaś strata, to jego korzyść. Mu się on zdecydowanie przyda. Widział gdzie padło spojrzenie Brandona. No tak, te przypinki za chiny nie pasowały do eleganckiego płaszcza, pod który należało nosić tylko wysokiej klasy garnitur. Niestety czasy, gdy Lucifer nosił garnitury minęły bezpowrotnie.
-To muszę ubrać z powrotem koszulę – stwierdził z rozbawieniem, ale nie miał z tym żadnego problemu. Bo zaraz koszulę ubrał, nawet ja zapiał jak należy. Chociaż krótki rękaw i tak nie będzie dobrze wygladał z tym płaszczem. Co nie zmieniało faktu, że wział go od Brandona i założył na siebie.
Wygladał w nim niemal jak model. A raczej wygladałby tak, gdyby koszula była mniej workowata i gdyby miał garniturowe spodnie. No, ale płaszcz faktycznie świetnie na nim leżał. Chociaż rękawy były mu nieco za krótkie, ale to częsta przypadłość. Nawet jeśli Lucky nie miał tego metra dziewięćdziesiat, a raczej brakował mu do tego wzrostu raptem centymetr, to i tak… prezentował się świetnie.
-I jak? Zszyć? Cóż, jeśli to dla ciebie nie kłopot. Chociaż mógłbyś mi pokazać jak, to pewnie… naprawiłbym sobie inne ubrania – powiedział z delikatnym uśmiechem.
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-07-31, 22:02   

Doprawdy nie potrafił tego zrozumieć. Płaszcz nie był w tragicznym stanie. Jeśli kogoś było stać na kupno tego cacka, to z cała pewnościa stać by go było na udanie się do odpowiedniego krawca, by naprawił wszystkie uszkodzenia. Brandon westchnał. Nie rozumiał, jak można tak traktować ubrania.
Przygladał się, z odrobina żalu w oczach, jak mężczyzna ubiera na siebie koszulę. Niemniej jednak miał rację. Płaszcz znacznie lepiej prezentował się, gdy był założony na koszulę niż na nagie ciało. Projektant przyjrzał się Lucky, emu bardzo uważnie. Moda była dla niego ważna i gdy tylko widział takie sytuacje, to musiał zachowywać się jak profesjonalista. Odłożył kociaka na ziemię, co niezbyt spodobało się rudzielcowi, który miauknał żałośnie.
Obszedł mężczyznę bardzo dokładnie, raz za razem dotykajac płaszcza w różnych miejscach, obciagał go w dół, ciagnał za rękawy i ustawiał ciałem Lucky'ego tak, by sprawdzić czy ubranie nie krępuje ruchów. Cóż, można powiedzieć, że płaszcz leżał idealnie, oczywiście parę poprawek trzeba było nanieść.
Jest zbyt waski w ramionach. Widzisz? Te szycia powinny być w tym miejscu – pokazał mu dokładnie o co chodzi wskazujac palcem wymienione miejsca. – Na plecach też trzeba nieco poluzować. Obecnie prezentujesz się świetnie, ale co będzie gdy założysz pod to coś jeszcze? Schylisz się po coś zbyt gwałtownie i szycie na plecach strzeli – mruknał, wyobrażajac sobie tę scenę. Materiał mógłby się wtedy potargać i już nic nie dałoby się z tym zrobić. – Zazwyczaj projektanci zostawiaja sporo materiału dodatkowego, więc można szybko poszerzyć płaszcz, żeby dobrze leżał. Rękawy też powinno dać się wydłużyć. Mogę to zrobić na oko, lub wpadniesz do mnie, zmierzę cię i będziesz mieć pewność, że wszystko jest tak, jak powinno być. – zaproponował. Lucky nie raz był już u Brandona w domu, bo często pomagał mu ogarnać różne rzeczy, a przez to należy rozumieć tyle, że naprawiał to, co projektant rozjebał i nie potrafił ogarnać samemu. Cóż, Miller radził sobie z wieloma rzeczami, ale złota raczka nie był i nie wstydził się prosić o pomoc.
Wybacz, ale jeśli masz jakieś ubrania do naprawy, to nie pozwolę ci ich ogarnać samemu. Weź to wszystko do mnie i jakoś temu zaradzimy – zarzadził. No nie mógł mu pozwolić na wyrzadzenie większych szkód, zwłaszcza, że Miller mógłby zrobić to samemu z największa przyjemnościa. Oczywiście Smith mógłby się przygladać i podziwiać, jak Bran czyni cuda.
Projektant podszedł do mężczyzny i ostrożnie ściagnał z niego płaszcz. Złożył go i przewiesił sobie przez przedramię. Zabierał to cacko już teraz czy się to Smithowi podobało czy też nie. I tak nie miał zbyt wiele do gadania.
A teraz, jeśli nie kryjesz większej ilości takich perełek, to idziemy na kawę – powiedział biorac mężczyznę pod rękę i wyszli razem z zaułka. Skierowali się prosto do jednej z lepszych kawiarni, co spowodowało, że Bran uśmiechnał się szeroko.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 22:22   

Kociak był cholernie niezadowolony z tego, że trafił na ziemię, ale zaraz znalazł sobie rekompensatę w postaci Boo. Wlazł na tego psiaka i umościł się wygodnie na jego grzbiecie. Pies póki co nie protestował, ale pewnie jak zrobi mu się goraco, to znów Gebe będzie musiał odejść niezadowolony.
Poddawał się wszystkiemu co Brandon robił. Wiedział, że w tym przypadku to on jest specjalista. Wie, co należy zrobić i zapewne oceni bardzo krytycznym okiem, to co widział. Chociaż to nie było takie najgorsze. Bo w sumie płaszcz nie piał, bez problemu dało się go zapiać i nawet nie pozostawał brzydki luz, tylko z tymi rękawami był problem, bo były nieco za krótkie, ale przy marynarce z odpowiednio długimi rękawami nie wygladałoby to jakoś tragicznie. Nawet można by rzec, że prezentowałoby się bardzo ciekawie.
-Cóż… często słyszałem, że jestem szeroki w barkach – odpowiedział ze śmiechem, ale wodził spojrzeniem za rękami tego projektanta. Chciał dokładnie zobaczyć, o co chodzi. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, nic mu to nie pomoże. Roześmiał się dźwięcznie, gdy Brandon przedstawił mu wizję zbyt gwałtownego schylania się po coś. Właściwie jak każdy lekarz wiedział, że nie powinno się schylać po nic, chyba że chciało się sprawić swym plecom wiele cierpienia na starość. Powinno się kucać, ale nic o tym nie powiedział.
-Skoro tak zapraszasz, to zawsze mogę wpaść. Ten płaszcz przyda mi się mimo wszystko na jesień i potem na ziemię, pod mój zwyczajowy płaszcz albo na niego. Więc zależałoby mi, żeby… go mieć – odpowiedział z delikatnym uśmiechem, chociaż w jego głosie kryło się pewnego rodzaju rozbawienie. Dzięki Brandonowi zdecydowanie podskoczyły mu umiejętności techniczne, co w sumie nie raz już się przydało.
Potem jednak uniósł w górę obie brwi, pokręcił też lekko głowa.
-Nie trzeba, po prostu naucz mnie szyć. Czasem to kwestia kilku dziurek czy oderwanego guzika – zapewnił z delikatnym uśmiechem. No aż tak kiepskim krawcem nie był, by jeszcze bardziej coś popsuć. Poza tym naprawdę bardzo starał się być osoba samowystarczalna. Tak, by nie musieć prosić ludzi o pomoc. Nawet jeśli wiedział, że czasem trzeba, to nie umiał się w pewnych kwestiach przemóc.
Płaszcz oddał w sumie bez gadania.
-Nie, nie kryję. Tę sam znalazłem wczoraj wieczorem. Dobrze – powiedział, chociaż jeszcze na chwilę obejrzał się za siebie. -Boo, Gebe zostańcie i czekajcie na Chapa – polecił zwierzakom, chociaż żaden z tej dwójki nie wygladał na chętnego do wstania. Cóż Brandon miał w takim razie Lucky tylko dla siebie.

[zt x2? Czy niet?]
 
 
Nik Philander
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-11, 20:52   

Nik lubił czasem sprzedawać swój towar w nietypowych miejscach. Nie zawsze czaił się gdzieś w opuszczonym budynku czy na stacji kolejowej, ale jednak wolał to, niż stać na środku ulicy czy... na skwerku. Po skwerze to ludzie spacerowali, na miłość boska, dilerzy nie powinni stać tam jakby nigdy nic i sprzedawać zielska i innych cudeniek. W każdej chwili mogli trafić na jakiegoś psa, a to nie byłoby miłe spotkanie. Nik nie był tak głupi, jak jeden z jego kolegów. Obserwował go, jak wciska towar jakimś młodym chłopakom. Wiedział, że facet robi to w tym miejscu od jakiegoś czasu i brała go cholera, że tacy idioci zostaja dilerami. Potem się dziwić, że policja ma o nich złe mniemanie. Philander nie zbliżał się jednak za bardzo do dilera, który obsługiwał właśnie kolejnego małolata, wciskajac mu działkę za bardzo dobra cenę. Taa, każdy znał te numery - najpierw dobra cena, a potem uzależnienie, więcej towaru, coraz wyższa cena... logika dilerów. Pokręcił głowa w pewnym momencie, nie chcac już na to patrzeć i odwrócił się, zamierzajac odejść spod drzewa, po którym sobie wygodnie stał. Było ciemno, nocka, jakoś około drugiej w nocy, a jeden z chłopaków, niedaleko dilera, wygladał... ciekawie, ale podejrzanie. Nie był raczej dilerem... ich kojarzył, w większości. To może złodziejem? Albo psem? To chyba było najbardziej prawdopodobne. Przygladał się więc Austinowi, chcac rozgryźć, kim do diabła koleś jest.
 
 
Austin McAlister
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-11, 21:07   

Nigdy nie kupował narkotyków. Nie miał zamiaru ćpać i nie był głupi by zaczynać, niemniej jednak skierował się na Skwerek. Spacerował sobie dopóki nie zobaczył jakiegoś dziwnie wygladajacego jegomościa. Jego intuicja podpowiedziała mu, bo ogarnać co ten nieznajomy tam robił. Obserwował go uważnie, tak samo jak obserwował grupkę ludzi, którzy do niego podchodzili i najwidoczniej robili jakieś interesy. Podszedł do niego i nim się obejrzał kupił działkę. Nie miał zamiaru jej zużywać i nie był jeszcze na tyle pijany, by zrobić z tym coś głupiego. Memłał więc w palcach mała folijkę, ale szybko włożył ja do kieszeni. Cóż, posiadanie narkotyków było karalne, a on nie chciał wpaść za coś, czego i tak nie użyje. W sumie nie wiedział, czemu to zrobił. Kupił jednak to i dzięki temu znał już dilera, a w domu dokładniej obejrzy opakowanie, z którego może wyczyta jakieś informacje, a później zacznie grzebać i doszukać się innych informacji. Trochę chwiejnym krokiem i ze zwycięskim uśmiechem na ustach podażył przed siebie.
 
 
Nik Philander
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-11, 21:20   

Nik właściwie nie wiedział czemu ruszył za chłopakiem ale... Tak się stało. Pomiędzy wargami trzymał papierosa, na sobie miał brazowa skórzana kurtkę i nie był w stanie zbyt wielkiego upojenia alkoholowego. Jeszcze. Planował tej nocy zaliczyć jeszcze przynajmniej jeden bar i tam dokończyć to, co zaczał na małym biforku. Co go podkusiło żeby pójść na chłopakiem? Czysta ciekawość. Tyle.
- Nie wygladasz na kogoś kto bierze. - rzucił w jego stronę gdy tylko zrównał się z nim krokiem i szedł teraz jakby nigdy nic obok niego. Zaciagnał się dymem papierosowym i wyjał już nienadajacego się do niczego peta, którego zaraz później upuścił czystym przypadkiem na trawę i zdeptał. Ups. - Ciekawość cię tu przyciagnęła, czy może założyłeś się z kimś, że zajarasz? Zdarzyło mi się to kiedyś. - takie tam wyznania. Ale spokojnie, był jeszcze w miarę trzeźwy i wiedział ile może powiedzieć. W razie gdyby gadał z glina, rozumiecie. - Nik jestem, tak w sumie. W razie gdyby Cię to ciekawiło.
Uśmiechnał się wesoło i sięgnał do kieszeni po paczkę fajek jednak ta która znalazł niestety była pusta. Westchnał ciężko i wrzucił ja gdzieś w krzaki po drodze, jakby nigdy nic idac dalej.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7